Czucie przez sieć

Coraz szerzej stosowane medium łączności, jakim jest Internet, powoduje, że nasze ścieżki sieciowe krzyżujemy z różnymi ludźmi.

Coraz szerzej stosowane medium łączności, jakim jest Internet, powoduje, że nasze ścieżki sieciowe krzyżujemy z różnymi ludźmi.

Nie są to już tylko informatycy, ale osobnicy różnego pokroju, zainteresowań i kultury.

W ostatnich miesiącach zostałem wytrawnym "aukcjonariuszem" jednego z naszych darmowych portali aukcyjnych (bardzo udana inicjatywa - www.allegro.pl), z którego pomocą usiłuję sprzedać całą masę książek z likwidowanej prywatnej kolekcji. I jak to na aukcji - jedni oferują, drudzy licytują i kupują, a wszyscy mają możliwość realizacji swych zamierzeń poprzez sieć. Przy tej okazji nawiązuje się zdalnie kontakty z różnymi osobami - najczęściej przy okazji potwierdzania gotowości do sfinalizowania transakcji. Wspomniany serwis aukcyjny daje możliwość wystosowania zapytania elektronicznego jeszcze w czasie trwania aukcji. Pytają więc niektórzy o rzeczy dziwne nieraz - w moim przypadku pytania dotyczą tytułów książkowych akurat, bo tylko takim asortymentem dysponuję.

Wystawiłem więc czasu pewnego Arystofanesa Ptaki, sztukę wierszem pisaną, gdy ktoś zapytał mnie w ten oto sposób: "Czy to o ptakach i po Polsku?" (pisownia oryginalna). Z kolei ktoś dociekliwy chciał zasięgnąć informacji o czym jest Świat czarów Robertsona Daviesa, sugerując się tytułem, jak się domyślam, że książka magii raczej dotyczy. Odpowiedziałem oschle, iż jest to beletrystyka, a o czym, to trzeba dopiero przeczytać.

Niemniej tego typu niewypałów jest niewiele. Wśród wielu kontaktów, jakie nawiązałem, przeważa dobra znajomość tematyki oraz wysoka kultura osobista, co daje się wyczuć poprzez Internet, pomimo do granic możliwości skracanej treści listów elektronicznych. Robić interesy z takimi ludźmi to prawdziwa przyjemność, a i podbudować psychicznie się można, stwierdzając, że literatura nadal budzi w społeczeństwie zainteresowanie, że jest wielu znawców, że ludzie cenią nadal słowo drukowane dobrego gatunku. Zauważyć można także, że nie tylko osoby młode posługują się Internetem jako narzędziem oraz że kobiety w równych proporcjach z mężczyznami stają w szranki.

Jednej tylko sprawy nie potrafię wyczuć na odległość - kiedy zwracać się do respondenta per pan/pani, a kiedy na "ty". Panuje w tej mierze całkowite zamieszanie. Niektórzy bez ogródek "tykają" od pierwszego razu, co tylko ułatwia zadanie - i ja nie mam nic przeciw temu. Inni są bardziej oficjalni. Jest też spora grupa niezdecydowanych (do której ja się zaliczam), rozpoznawana po bezosobowej formie wypowiedzi, która to forma jest najtrudniejsza w konstrukcji.

W poczcie elektronicznej nie da się ustawić widocznych wskaźników, wyraźnie oznajmiających odbiorcy listu zgodę na "tykanie" lub kategorycznie tego zabraniających. Ale to nie jest jeszcze największym problemem. Znacznie gorsze jest to, że na obecnym poziomie technologicznym nie można przez Internet wypić "brudzia".


TOP 200