Cztery prawa użytkownika

Wiele osób sięga po poniedziałkowy dodatek Gazety Wyborczej poświęcony pracy, bo liczy na znalezienie tam nowych perspektyw na przyszłość. Jednak niektórzy - a wśród nich niżej podpisany - ograniczają lekturę do komiksu ''Dilbert''.

Wiele osób sięga po poniedziałkowy dodatek Gazety Wyborczej poświęcony pracy, bo liczy na znalezienie tam nowych perspektyw na przyszłość. Jednak niektórzy - a wśród nich niżej podpisany - ograniczają lekturę do komiksu ''Dilbert''.

Oto krótkie streszczenie: kobieta (zapewne analityk systemów) pyta mężczyznę (użytkownika), jakie ma oczekiwania wobec systemu. On odpowiada: chciałbym mieć oprogramowanie. Ona pyta: po co to oprogramowanie, co chcesz osiągnąć, na co on odpowiada: nie będę wiedział co chcę zrobić, dopóki mi nie powiesz, co taki program może zrobić... kto chce obejrzeć całość wraz z zaskakującą puentą musi zajrzeć podhttp://praca.gazeta.pl/gazetapraca/0,67672.html .

Sytuacja bardzo typowa: analityk chce wiedzieć, czego chciałby użytkownik; ten zaś nie jest w stanie tego powiedzieć bez programu. Sytuacja jest trochę śmieszna, a trochę straszna i niestety bardzo częsta w inżynierii systemów informatycznych. Można by ją zawrzeć w Prawach Użytkownika. Pierwsze: użytkownicy nie wiedzą, czego chcą. Drugie: jeśli wiedzą, czego chcą, to nie są w stanie tego opisać w sposób spójny i zrozumiały, bez jednoczesnego przechodzenia do projektowania systemu. Trzecie: jeśli drugie prawo nie ma zastosowania, użytkownik zmieni swoje wymagania zaraz po dostarczeniu systemu. Jest wreszcie czwarte prawo, które sformułuję na końcu tego felietonu.

W odróżnieniu od licznych informatyków nie uważam jednak takiego stanu rzeczy za irytujący. Powiedzmy to otwarcie: Prawa Użytkownika to rzeczywistość nie tylko w branży informatycznej, ale w wielu innych. Nie ma technologicznych przesłanek, dla których samochody nie mogły mieć bieżnikowanych opon już 100 lat temu. Jednakże stały się one powszechne dopiero w 50 lat po wynalezieniu opony jako takiej - bynajmniej nie dlatego, że takie wymaganie sformułowali użytkownicy, a dlatego, że inżynierowie uznali, że taka opona lepiej trzyma się drogi. Historia produktów zna liczne, proste innowacje, które pojawiły się stosunkowo niedawno, choć mogły być z powodzeniem zastosowane wiele lat wcześniej - tylko żaden użytkownik nie sformułował takiego oczekiwania. Wyliczajmy dalej: gazety wymyślono w 300 lat po wynalezieniu druku - wcześniej po prostu nikomu nie przyszło do głowy, żeby regularnie publikować coś mniejszego niż książka do czytania. Powszechne zastosowanie banknotów ("notatek bankowych") to kwestia dosłownie dwustu ostatnich lat, wcześniej pieniądze miały wartość kruszcu, z którego je zrobiono. Zapinanie na tzw. rzepy to kwestia ostatnich 50 lat, choć technologicznie dałoby się wyobrazić rzepy już kilkaset lat temu (z materiałów organicznych). Wreszcie przykład bardziej informatyczny - nic nie stało na przeszkodzie, by urządzenie typu myszka oraz filozofię point and click zastosować w tekstowych interfejsach użytkownika 20 lat przed tym, zanim je zastosowano w komputerach Apple Macintosh. Już 10 lat wcześniej, od czasu stacji roboczej Xerox Star, myszka była znanym urządzeniem. Jednak żaden użytkownik, formułując "100 wymagań do narzędzia zwanego komputer" nie wymyśliłby tego, co metodą prób i błędów, w toku ewolucji wymyślił cały rynek informatyczny.

Wiem, że wielu uzna to za herezję, ale użytkownik niekoniecznie jest najlepszym źródłem wymagań, a już na pewno nie dostarczy nam przełomowych innowacji. Najwartościowsze wymagania do systemów informatycznych pojawiają się dopiero po ich wdrożeniu, w toku prób, błędów i usprawnień; pod naporem rzeczywistości i w ogniu codziennej pracy. I to właśnie jest Czwarte Prawo Użytkownika.