Częste mycie skraca życie

Targi i wystawy, na których pokazywano same tylko komputery, dawno przestały nas bawić, bo doprawdy to czy pudełko z komputerem stoi, czy leży, przestało mieć jakiekolwiek znaczenie. Dla wielu ważniejsze i tak zdaje się być to, czy komputer jest lekki i jak długo radzi sobie bez prądu z sieci, a do przekonania się o tym lepszy od targów jest sklep.

Zjawisko to nie ominęło i hanowerskich Targów CeBit, gdzie dominujące kiedyś komputery są tylko jedną z wielu prezentowanych kategorii sprzętu elektronicznego. Sprzętu - trzeba przyznać - przeważnie jednak z komputerem w tle.

W tym roku pierwszy raz pojawił się tam słynny Fraunhofer Institute, a ściślej jego odnoga zajmująca się systemami i układami mikroelektronicznymi. Pokazał on skomputeryzowaną łazienkę, czyli miejsce, do którego wyrafinowana elektronika trafiała dotąd dość rzadko (znam jednak miejsce w Polsce, gdzie pojawienie się osoby przed pisuarem włącza muzykę).

Łazienka w wydaniu Fraunhofera została pomyślana przede wszystkim jako ułatwienie dla osób starszych, mające umożliwić im samodzielne funkcjonowanie, mimo takich nawet dolegliwości jak demencja. Całość działa w oparciu o zwykły komputer osobisty, dla którego rolę czułego na dotyk ekranu pełni łazienkowe lustro. Nie oznacza to jednak, że oprócz własnego odbicia widać w nim to, co przyzwyczailiśmy się widzieć na ekranie komputera. Wprost przeciwnie - zamiast bogactwa ikon są tam tylko pojedyncze symbole.

Dotykanie np. obrazka z czerwonymi kroplami wody, zwiększa jej temperaturę w kranie, krople niebieskie dają efekt przeciwny. O tym, że dobrze byłoby umyć zęby, przypomina... obraz szklanki ze sztuczną szczęką (skutek braku mycia?).

Po otwarciu szafki na leki na ekranie pojawia się symbol tabletki i liczba, mówiąca ile należy ich zażyć, co pełni funkcję podobną do opakowań mających przypominać i ułatwiać kontrolę codziennego przyjmowania określonych leków (można zastanawiać się nawet, czy opakowanie w tej roli nie jest jednak lepsze?).

Ikony pojawiające się na lustrze-ekranie mogą przypominać nawet o tak prostych czynnościach, jak wytarcie rąk po ich umyciu, czy nałożenie kremu na skórę twarzy. A skoro ma to służyć ludziom o poważnych zakłóceniach pamięci, nie dziwi również możliwość kontroli na odległość wykonania określonych czynności w zadanym czasie, aby można było zawczasu podjąć ewentualne działania interwencyjne w sytuacji zagrożenia.

Łazienka owa ma jednak służyć również pozostałym domownikom, których nie dopadły jeszcze dolegliwości wielu podeszłego. I tu jednak zaczyna się też coś niepokojącego, bo ma łazienka ta rozpoznawać poszczególnych domowników, pod warunkiem, że będą oni mieli identyfikatory RFID. Hmmm. Łazienka akurat jest miejscem, gdzie często jedynym sposobem na posiadanie ze sobą identyfikatora jest trzymanie go w zębach (tylko jak wtedy spełnić żądanie ich umycia?), bądź umieszczenie na stałe pod skórą. Co więcej - i tu zaczyna być groźnie - łazienka ta potrafi rejestrować, co i kto w niej robił. Nie, że od razu nagrywa obraz i dźwięk (to będzie pewno dopiero w którejś tam wersji), ale jednak rejestruje. I kabluje pewnie potem do podobnie skomputeryzowanej kuchni. Przychodzimy, a tu komunikat: "Nie umyło się rączek - nie będzie śniadanka!".

Z myślą o młodszych Fraunhofer myśli już o łazience wyświetlającej kalendarz i harmonogram czynności na dany dzień oraz odtwarzającej muzykę i filmy. I dzięki temu ostatniemu wrócimy wreszcie do punktu wyjścia i dobrze nam znanej normalności, czyli do nerwowego pukania w drzwi i wołania: - Długo jeszcze?


TOP 200