Czekanie na wodór

Na przełomie XIX i XX wieku podstawowym problemem cywilizowanych miast była kwestia końska. Tony odchodów zalegały na ulicach Londynu czy Nowego Jorku, przyprawiając o ból głowy urbanistów.

Ci zaś poważnie traktowali problem, bo na ich nowojorskiej międzynarodowej konferencji w 1898 r. końskie odchody stały się tematem numer jeden. Już cztery lata wcześniej brytyjski „Times” wieszczył, że do 1950 r. londyńskie ulice zostaną pokryte trzema metrami końskiego nawozu. Konferencja skończyła się fiaskiem, ale problem pozostał. Jeśli dziś wydaje się nam, że to były wydumane kłopoty, to wystarczy podstawowa znajomość matematyki. Dzienny urobek nawozowy konia to ok. 10 kg. W miastach takich jak Londyn było od 50 do 80 tys. koni. Dziennie produkowały więc nawet do 800 ton odchodów. I tego nie dało się łatwo usunąć z ulic. To, co zostawało, krążyło w miejskim obiegu razem z błotem, opadami deszczu, wiatrem, lądując praktycznie wszędzie. Czyli smród, brud, muchy i choroby!

Kres końskiemu problemowi w europejskich i amerykańskich miastach przyniósł na początku XX wieku rozwój sieci tramwajów elektrycznych i motoryzacji. Cóż z tego, skoro sto lat później samochody są nawet większym problemem niż konie. Jeremy Clarkson, błyskotliwy współprowadzący brytyjskiego Top Gear, blisko 10 lat temu przewidział w jednym z felietonów – zapewne nie opierając się na naukowych przesłankach – że tak jak pojazdy mechaniczne uratowały nas przez zalewem końskiego łajna, tak teraz przed zaduszeniem przez samochody uratuje nas zasilanie wodorem. Zakładając, że pojazd napędzany czystym, ekologicznym wodorem ma moc ok. 100 kW, to w zupełności wystarczy, by zasilać także dom, pochłaniający ok. 10 kW. W ten sposób rozwiązalibyśmy większość problemów z zanieczyszczeniem środowiska (wodór to czysta energia) i być może z bezpieczeństwem energetycznym ludzkości. Czysta energia z wodoru to jednak wciąż kwestia nieodległej przyszłości, w której technologia odegra znaczną rolę, zdejmując nam z głów mnóstwo problemów społecznych i ekonomicznych.

W technologiach, szczególnie tych związanych z internetem, jesteśmy dziś bezradni jak urbaniści miast zanieczyszczonych końskim nawozem ponad 100 lat temu. IT jest niezbędne dla funkcjonowania cywilizacji, ale rodzi mnóstwo problemów, z którymi sobie nie radzimy.

Rozprzestrzenianie pornografii i cenzura traktująca jako zło nawet niewinne zdjęcia dzieci w wanienkach. Zagrożenia dla własności intelektualnej kradzionej przez piratów i zakusy dużych firm, by ograniczyć wolność w dzieleniu się twórczością w imię wielomiliardowych interesów. Upadek jakości dyskursu publicznego na skutek nieograniczonej wolności wypowiedzi i ograniczanie wolności w internecie przez reżimy niedemokratyczne. Wszechobecne reklamy i upadek modeli biznesowych opartych na płatnościach za dostęp do wartościowych treści. Szybko rosnąca hegemonia globalnych graczy, ale też niepewność co do szans przetrwania mediów społecznościowych w szybko zmieniającej się rzeczywistości biznesowej. Koncentracja naszych danych osobowych i biznesowych w rękach państwowych i prywatnych, idąca w parze z nieumiejętnością wyszukania podstawowych, lecz istotnych dla każdego z nas informacji o otaczającym świecie. Wykluczenie ludzi starych i biednych z cyfrowego obiegu, którego nie zmieniają najlepsze nawet rządowe programy 50+. Uzależnienie od komputerów, komórek. Oddanie władzy nad gospodarką, finansami, ruchem ulicznym, samolotami, satelitami, dostawami prądu i wody inteligentnym systemom komputerowym, których dłuższa awaria może zachwiać podstawami cywilizacji. Cyberterroryzm i mowa nienawiści w sieci. Epatowanie okrucieństwem i znieczulenie na bodźce. To tylko pobieżnie spisane problemy cyfrowego świata, z którymi nadal sobie nie radzimy i nie widać sensownych rozwiązań.

Jak mieszkańcy poddanych dyktatowi końskiej fizjologii miast patrzymy na to i kręcimy głowami, nie widząc znikąd nadziei. Tymczasem być może powstają w garażach albo w tajnych laboratoriach rozwiązania informatyczne, które w sposób przełomowy, jak wodór w energetyce, rozwiążą kwestie komputerowo-społecznych galimatiasów. Z tą nadzieją kończę pisanie, wierząc, że tak jak oswajamy na większą skalę grafen, tak oswoimy wodór i mądre wykorzystanie IT w internecie.


TOP 200