Czego naprawdę należy zakazać?

Idziemy kupować komputer. To znaczy on kupuje, a ja - nie wiem, który już raz - mam zagwarantować, że kupimy to, co mamy kupić. A kupić mamy nie byle co. Ekran nie grubszy niż papier i taki, co to goniący nie zostawia za sobą smug, nawet gdy prześcignie gonionego. Wnętrze ma być widoczne i emanować kosmiczną poświatą, a mysz ma się unosić na warstwie światła, gęstej, jakby skupiała energię całego wszechświata.

Idziemy kupować komputer. To znaczy on kupuje, a ja - nie wiem, który już raz - mam zagwarantować, że kupimy to, co mamy kupić. A kupić mamy nie byle co. Ekran nie grubszy niż papier i taki, co to goniący nie zostawia za sobą smug, nawet gdy prześcignie gonionego. Wnętrze ma być widoczne i emanować kosmiczną poświatą, a mysz ma się unosić na warstwie światła, gęstej, jakby skupiała energię całego wszechświata.

Idziemy więc kupować komputer. Mróz jak licho i do tego paskudnie wieje, ale nic to - mamy przecież tylko kupić komputer. Komputerów jakoś jednak nie widać, a zimno dokucza coraz bardziej, wchodzimy więc, gdzie akurat jesteśmy. W prawo od wejścia niewielki barek. Po koniaczku dobrze na to zimnisko zrobi. Siadamy. On mówi: - Zobacz, kto na coś takiego pozwala... I rzeczywiście - po przeciwnej stronie od wejścia, a dokładnie naprzeciwko naszych oczu jawi się plastikowa czy tekturowa postać niemal gołej dziewczyny. Jedynie od bioder ku udom biegną po jej ciele czarne sznureczki, które kończą się dalej niż w połowie drogi, którą przebiegałyby, gdyby na drodze nie stanął im, równie czarny, trójkącik tkaniny. Wyżej też czarne sznureczki i trójkąciki, tylko w konfiguracji horyzontalnej.

Automatyczne drzwi niemal się nie zamykają, nieprzerwanie wpuszczając powiew mrozu, a każdy wchodzący odruchowo zawiesza wzrok na eksponowanej z lewa goliźnie. Wychylamy szybko po jeszcze jednym i wychodzimy.

Idziemy kupować komputer. Na zewnątrz mróz bez zmian. Nie zaszliśmy zbyt daleko, a on znowu: - Przecież to skandal. Zobacz tylko. Ja patrzę na to, na co i tak kątem oka już od chwili, idąc, spoglądałem: z wielkiej reklamowej planszy tajemniczo uśmiecha się postać, która od widzianej przed chwilą różni się właściwie tylko kolorem tego niewiele, co ma na sobie. Bo to, co tam było czarne, tu jest czerwone. Aha - i na głowie ma jeszcze taką, też czerwoną, mikołajową czapkę. I lekkie buty z paseczków. Przytakuję - jasne, że to więcej niż skandal!

Ale cóż - my idziemy kupować komputer. Mijamy właśnie jakiś przedświąteczny kiermasz, a zimno jak na biegunie. Ale skoro jest kiermasz, to musi być i grzane winko. Więc po szklaneczce, a że ziąb łatwo nie ustępuje - to jeszcze po jednej. Robi się trochę późno, a my mamy przecież kupić komputer. Decyzja: dalej jedziemy tramwajem.

Przystanek. Rozkład jazdy. Jeszcze trzy minuty. Tym razem to ja zaczynam: - To już zupełna zgroza... - i widzę, że on od chwili też już to widzi i równie jest zgorszony. Wiatę otóż przystankową po przeciwnej stronie wypełnia zdjęcie półnagiej dziewczyny (samo pojęcie "pół" dowodzi tu, jak bardzo nierówne mogą być połowy), która na nogach ma, co prawda, pończochy, ale reszta niczym nie odbiega od tych poprzednich. No i jeszcze te, no takie długie, do pasa, te jak im tam, no, podwiązki... On dodaje: - Idziemy złożyć protest. Ja, z trudem opanowując oburzenie, przypominam mu: my jednak idziemy kupować komputer, a nie protestować.

Tramwaj. Jedziemy kupować komputer. Na zewnątrz ziąb wydaje się jeszcze większy. Centrum handlowe. Komputery gdzieś daleko, na piętrze. Tuż obok zaś barek. W barku odnajduje się jego kolega. A przy wejściu do tego centrum - znów kobiece manekiny w skąpym odzieniu, tak skąpym, że nasz zmącony już nieco mrozem wzrok w ogóle go nie dostrzega, więc przy grzanym piwku dzielimy się swym, proporcjonalnie większym, oburzeniem.

Jego kolega na to: - Co wy, chłopy, telewizji za dużo się naoglądaliście, czy co, że wam tak odbija?

- Jak to - odbija? Jest mróz? Jest! A więc na sam widok dreszcze człowieka przechodzą, gdy ktoś taką goliznę na mróz wystawia. I tego właśnie należy zakazać!


TOP 200