Czas Bazylei

Gdyby nie to, że zmiany czasu na letni dokonuje się również w innych krajach, a pośród nich i w USA, z niektórych, publikowanych u nas wypowiedzi można by odnieść wrażenie, że w Polsce zwyczaj dokonywania takiej zmiany jest pozostałością minionego systemu, albo - co jeszcze gorsze - wymysłem Unii Europejskiej. Rozumowanie takie bardzo przypomina niejakiego Josifa Wissarionowicza Stalina, który miał był twierdzić, że walka klasowa będzie się zaostrzać w miarę jej zwycięstw, co, mówiąc z kolei o walce z terroryzmem, powtórzył niedawno przywódca innego mocarstwa. Na naszym gruncie wypada to tak, jakby wpływy minionego reżimu rosły wraz z oddalaniem się momentu przełomu.

Gdyby nie to, że zmiany czasu na letni dokonuje się również w innych krajach, a pośród nich i w USA, z niektórych, publikowanych u nas wypowiedzi można by odnieść wrażenie, że w Polsce zwyczaj dokonywania takiej zmiany jest pozostałością minionego systemu, albo - co jeszcze gorsze - wymysłem Unii Europejskiej. Rozumowanie takie bardzo przypomina niejakiego Josifa Wissarionowicza Stalina, który miał był twierdzić, że walka klasowa będzie się zaostrzać w miarę jej zwycięstw, co, mówiąc z kolei o walce z terroryzmem, powtórzył niedawno przywódca innego mocarstwa. Na naszym gruncie wypada to tak, jakby wpływy minionego reżimu rosły wraz z oddalaniem się momentu przełomu.

Gdy sięgnąć jednak do opinii tych, którzy pamiętają jeszcze dobrze czasy przedwojenne (a mam takiego pod ręką) okazuje się, że i wtedy próby zmiany czasu czyniono, ale zaniechano ich, bo efekt energetyczny musiał być znikomy, o ile w ogóle zauważalny. I nic dziwnego, skoro przed wojną prądu nie miały nawet liczne podpoznańskie wsie, które dziś są dzielnicami miasta.

Po wojnie zmianę czasu to wprowadzano, to się z niej wycofywano, aż została na dobre, znakomicie wydłużając popołudnie. Na mnie jednak zmiana ta nigdy nie robiła żadnego wrażenia, jako że należę do gatunku, który może, z łatwością i bez różnicy, budzić się i wstawać o każdej godzinie doby. Mieliśmy więc w powojennej Polsce zmianę na czas letni i powrót do astronomicznego, zimowego, w latach 1946-49, 1957-64 i mamy od 1977 do dziś, kiedy to odpowiednie zmiany następują w ostatnią niedzielę marca i października.

Wczesną jesienią roku bodaj 1973, na wystawach co lepszych sklepów jubilerskich w Londynie, co widziałem na własne oczy, pierwszy raz pojawiły się elektroniczne zegarki na rękę, z informacją jednak, że kupić będzie je można dopiero przed gwiazdką. Cena tego cuda, po sprowadzeniu do dzisiejszych warunków, wynosiła ponad 1000 funtów!

Wkrótce okazało się jednak, że człowiek łatwiej odczytuje wskazania analogowe, niż cyfry, więc wróciliśmy do wskazówek. Producenci cyfrowych nie dawali jednak za wygraną i oferowali albo masowo produkowaną tanią tandetę, albo różnorakie udziwnienia, wprowadzane z myślą o specyficznych grupach odbiorców.

Z tych ostatnich pamiętam próbę jaką sam przeszedłem, gdy z jakiejś zagranicznej delegacji przywiozłem modny (i wcale nie tani), młodzieżowy zegarek, który córka z koleżanką natychmiast poddały próbie zgodności z reklamą, ciskając nim wielokrotnie z całej siły o ścianę. Obaj, to znaczy zegarek i ja, ten test G-shock przeżyliśmy.

Teraz za to, w ostatnich dniach marca, uwaga wszystkich zainteresowanych zegarkami, biżuterią i tym co ma z nimi jakiś związek, po raz kolejny przenosi się do Bazylei, gdzie odbywają się największe w tej dziedzinie targi o nazwie Baselworld. Targi, których tradycja sięga roku 1917, gromadzące blisko 2500 wystawców, a pośród nich - wszystkie najlepsze światowe marki. Wszystko to w sześciu halach wystawowych i pawilonach narodowych. Odnotowuję to jednak tylko dla porządku, bo ani zegarków, ani biżuterii nie darzę szczególną atencją.

Oprócz teraźniejszego ma jednak Bazylea i swój czas przyszły. A ten zapowiada rewolucję w bankowości, jaka za sprawą dokumentu zwanego Nową Umową Bazylejską już się tu i tam dokonuje, z czego nie wszyscy, nawet z bankowością związani, zdają sobie sprawę.

Nie byłoby jednak tej rewolucji, gdyby nie coraz szersza dostępność licznych narzędzi i metod informatycznych. Banki nigdy nie należały do wyrywnych w stosowaniu informatycznych nowości, ale gdy już coś uznają za warte uwagi, potrafią z tym czymś coś zrobić. Bywa, że nawet i rewolucję.


TOP 200