Cyfrowy szamanizm

Informatycy są ludźmi niezwykle racjonalnymi i mocno stąpającymi po ziemi. Ktoś zajmujący się tą dziedziną nie może wierzyć, że określone zdarzenia w systemach komputerowych są podyktowane czymkolwiek innym niż tylko reakcją na algorytmicznie przewidywalne zdarzenia. Jeśli ktoś twierdzi, że może być inaczej, to znaczy, że nie rozumie zasad informatyki.

Informatycy są ludźmi niezwykle racjonalnymi i mocno stąpającymi po ziemi. Ktoś zajmujący się tą dziedziną nie może wierzyć, że określone zdarzenia w systemach komputerowych są podyktowane czymkolwiek innym niż tylko reakcją na algorytmicznie przewidywalne zdarzenia. Jeśli ktoś twierdzi, że może być inaczej, to znaczy, że nie rozumie zasad informatyki.

Nieznajomość prawideł działania komputerów i oprogramowania nie przystoi informatykowi, za to jest pobłażliwie traktowana wśród użytkowników. Cóż, bazując na niewiedzy ludzi, można im wmówić wiele, co na przykład wykorzystywali już przed tysiącleciami kapłani egipscy. Gorzej natomiast jest wówczas, gdy sami użytkownicy usiłują swe wyobrażenia o informatyce zaszczepić informatykom. Próby takiego "kuszenia" zdarzają się raz po raz - tym częściej, im częściej ma się do czynienia ze środowiskiem użytkowników końcowych. Złożoność systemów komputerowych powoduje, że nieraz informatyk postawiony wobec jakiejś nietypowej sytuacji chętnie przyjąłby punkt widzenia użytkownika. Jeśli jednak jest człowiekiem niepozbawionym zasad, niezłomnie stojącym na gruncie logicznej rzeczywistości, trudno będzie go omamić. Nie jest to tylko kwestia pragmatycznego umysłu, ale także niezłomnej wiary w logikę zdarzeń.

Dopiero co dwie przemiłe młode panie z jednego z naszych działów próbowały mnie sprowadzić - w sensie logiki oczywiście - na złą drogę. Obie jak jeden mąż (trochę to niefortunnie brzmi w odniesieniu do kobiet) utrzymywały, że dane, które wczoraj zmieniły, przybrały na powrót postać przedwczorajszą. Aby dokładniej to naświetlić, powiem tyle, że poprzez aplikację, za sprawą jednego kliknięcia i zatwierdzenia operacji dane klienta przenoszone są z jednej tabeli do drugiej. W sposób stały i nieodwracalny. Twierdziły więc panie, że wczoraj przeniosły dane dwóch klientów, a tu dzisiaj znowu ich dane pojawiły się w miejscu źródłowym, a znikły z tabeli docelowej. Coś jakby cofnąć się w czasie. Na dowód tego pokazywały mi stosowne plansze na ekranie. Byłem jednak nieugięty i nie przyjąłem owych wywodów do wiadomości, twierdząc, że to niemożliwe. Upierałem się, że po prostu nie wykonały przeniesienia danych, a tylko chyba nosiły się z zamiarem. Jako autor aplikacji byłem tego pewien. Sytuacja taka mogłaby mieć miejsce jedynie wówczas, gdyby operacja przenoszenia odbywała się w otwartej transakcji, która byłaby następnie wycofana lub gdyby wykonano odtwarzanie bazy danych ze stanu wstecznego. Obie te sytuacje oczywiście nie miały miejsca, bo w pierwszym rzędzie ja wiedziałbym o tym. W mojej obecności panie wykonały operacje transportu danych. Wszystko odbyło się poprawnie i dane do dnia dzisiejszego znajdują się tam, gdzie ich miejsce. Żadne cuda, duchy czy inne siły niestworzone.

Najważniejsze, to nie dać złapać się na haczyk. A swoją drogą, czyż to nie znamienne, że w obecności wszystko zaczyna działać lepiej? Ileż to razy użytkownicy wzywają informatyka do zawieszającego się komputera, który w obecności fachowca zaczyna sprawować się niezwykle poprawnie. Mnie tego typu sytuacje zdarzają się nagminnie. Nawet nie dotykam maszyny, wystarczy moja obecność. Zaczynają na mnie mówić "cudowne ręce" lub "ręce, które leczą". I jak w tym kontekście udowodnić, że nie jest się magikiem? Takie są właśnie skutki uprawiania najmłodszego zawodu świata.


TOP 200