Cyfrowo zdrowiej

Na stanowisku obsługi klienta częstokroć bardziej w oczy rzuca się ekran monitora aniżeli pracownik. Podchodząc do tego miejsca, nie wiemy, czy zostaniemy dostrzeżeni, gdyż zazwyczaj pracownik obsługujący jest mocno zajęty robieniem czegoś na komputerze. Przyzwoitość nakazuje klientowi podejrzewać, że zajęcie to jest ściśle związane z wykonywaną pracą, a nie z prywatną rozrywką.

Duże znaczenie dla punktu obsługi ma aranżacja, zwłaszcza w zakresie sposobu ustawienia sprzętu. Ekran monitora nie powinien monopolizować pierwszego planu, ale komponować się dyskretnie z otoczeniem, a szczególnie nie robić wrażenia, że to on tu jest panem i władcą, a nie osoba za nim zasiadająca. W każdym razie zbyt duże zaangażowanie pracownika w proces komputerowej „zabawy” wywołuje u klienta poczucie niedowartościowania. Bo przecież to na nim i jego sprawie powinna być skupiona uwaga.

W USA, jak można się domyślać, wysoko postawiona jest komputeryzacja, w tym także w służbie zdrowia, gdzie za pomocą środków informatycznych rejestruje się zdarzenia dotyczące stanu zdrowia. Gdy pośród lekarzy przeprowadzono ankietę, okazało się, że blisko połowa respondentów oceniła systemy cyfrowej rejestracji zdarzeń chorobowych jako zajmujące zbyt wiele czasu i odwracające uwagę od pacjenta i jego przypadłości. Cóż, wypełnianie komputerowych formularzy nigdy nie jest zbyt mile widziane, zwłaszcza że często zawierają kwestie, których w wersji sporządzanej opisowo darmo by szukać.

Globalna cyfrowa rejestracja procesu leczenia ma jedną niepodważalną zaletę: pozwala na późniejsze przeprowadzanie analiz skuteczności leczenia, a przez to pomaga przewidywać skutki zastosowanej terapii w danej grupie ryzyka. Nie mówiąc już o tak podstawowych sprawach jak określanie wpływu leków, ich działań niepożądanych nie tylko na pojedynczego pacjenta, ale na całe ich grupy charakteryzujące się pewnymi cechami wspólnymi.

Gdy kiedyś dojdzie do tego możliwość kojarzenia genotypu pacjenta z jego schorzeniami, pozwoli to znaleźć wspólny mianownik dla chorób o nieznanej do tej pory etiologii. Takie działania wymagają jednak przede wszystkim ogromnych nakładów finansowych, jak również poświęcenia im odpowiedniej uwagi i czasu. W każdym razie jest o co walczyć, bo to pierwsza szansa dla ludzkości, aby na bazie technologii znaleźć rozwiązania, których inną drogą nie można uzyskać. Trzeba zatem płacić frycowe na początku, aby potem było tylko lepiej.

Myślę, że korzyści tego „cyfrowego utrapienia” przewyższają niedogodności z niego wynikające. Na bok też należy odłożyć obawy o zbiorcze gromadzenie danych wrażliwych, które mogłyby zostać wykorzystane w niecnych celach. Gdy nie zrobi się tego kroku naprzód, darmo myśleć o jakimś istotnym postępie w tej jakże istotnej dla każdego sprawie. Bo nie każda choroba to trywialna kontuzja odniesiona podczas gry w piłkę.


TOP 200