"Cukier krzepi"

Chcę na samym początku przeprosić pana Piotra Ciupińskiego. Nie uważam go za złodzieja, co mogłoby wynikać z nadinterpretacji felietonu Kopiowany copyright, CW 32/2002 z dnia 9 września br. Nie uważam, gdyż jak pan Piotr Ciupiński sam przyznał, cytuję/kopiuję z jego strony: "Nie będę tłumaczył DLACZEGO ten właśnie tekst znalazł się w naszym serwisie - bo to byłyby naiwne tłumaczenia. Powiem tylko, że zwróciłem się do jednej osoby z prośbą o przygotowanie dla mnie takiej formułki".

Chcę na samym początku przeprosić pana Piotra Ciupińskiego. Nie uważam go za złodzieja, co mogłoby wynikać z nadinterpretacji felietonu Kopiowany copyright, CW 32/2002 z dnia 9 września br. Nie uważam, gdyż jak pan Piotr Ciupiński sam przyznał, cytuję/kopiuję z jego strony: "Nie będę tłumaczył DLACZEGO ten właśnie tekst znalazł się w naszym serwisie - bo to byłyby naiwne tłumaczenia. Powiem tylko, że zwróciłem się do jednej osoby z prośbą o przygotowanie dla mnie takiej formułki".

A więc sprawa jest jasna (ktoś inny skopiował) i nie o niej chcę pisać. Nie ustosunkuję się też do (w większości anonimowych) komentarzy zamieszczonych na stronie Jabłuszko.com. Ich autorzy sami się dyskredytują, rozważając, ile to się nachrapałem w USA (myślałem, że tylko moja żona wie, iż chrapię, widać mam w domu założony podsłuch) ani też jaki to stałem się ważny za oceanem (wydaje mi się, że jest wręcz przeciwnie). Na szczęście wśród Czytelników CW są ludzie potrafiący dyskutować w sposób kulturalny, np. panowie Ryszard W. oraz Jacek W. (nazwiska znane redakcji). Napisałem im w listach, jaki jest naprawdę mój punkt widzenia, i zrobiłem to w sposób prosty oraz nie pozostawiający wątpliwości. Oto moje argumenty.

Cała dyskusja o nonsensownoś-ci prawa autorskiego w stosunku do pojedynczych zdań przypomina mi polskie dyskusje o demokracji. Wszyscy mają zdanie, tylko nikt nie czytał Konstytucji. Podobnie jest z wiarą rzymskokatolicką: w kraju jest zdaje się 92% katolików, ale nikły ich procent przeczytał dokładnie Biblię, nawet z 10. przykazaniami ma kłopoty. "7. Nie kradnij" było kiedyś wymownym hasłem reklamowym Stowarzyszenia PRO. Pamiętam zwiędłą minę Waldka Pawlaka, któremu wręczyłem plakat z takim napisem na jego pierwszej jako premiera konferencji prasowej ze środowiskiem. Tak, kochamy demokrację, ale własności prywatnej nie szanujemy.

W tej całej dyskusji o nic innego nie chodzi. Nikt nie zamierza wprowadzać opłat za używanie w rozmowie cudzych sformułowań (choć znając zapędy obecnego rządu, nie byłbym pewny, czy tak się nie stanie), nikt też nie zakazuje cytowania cudzych myśli ani nie każe za takie cytaty słono płacić. Tytuł dzisiejszego felietonu to dwa słowa, a nie dwa zdania. Jednakże mają one jednoznacznego autora - Melchiora Wańkowicza. Zgodnie z polskim prawem autorskim nie trzeba po tych dwu słowach pisać znaczka copyright, choć np. w USA jest to wymagane. Dlatego na mojej stronie nie znajdą Państwo zastrzegania jej tekstów; nie wiem dlaczego na umieszczenie copyright zdecydował się pan Ciupiński. Sam fakt opublikowania utworu w medium publicznym jest już jego ustaleniem. Jeśliby zaś holding Cukier Polski zapragnął użyć tego hasła w reklamie, to musiałby zapłacić spadkobiercom autora.

Polecam wszystkim moim adwersarzom dokładne przeczytanie obowiązującego w Polsce prawa autorskiego (tekst jednolity - DzU Nr 80 z 2000 r., poz. 904), wtedy być może przestaną wypisywać banialuki na temat zakazów, patentowania etc. etc. Jako osoba, która ma 15 procesów ze złodziejami utworów, niestety musiałem zapoznać się z tym prawem. Być może jest ono ułomne, ale na pewno nie jest bezsensowne. Z pewnością też chroni nawet dwa zdania, jeśli mają one własną, odrębną formę. I tylko tyle chciałem napisać w sprawie skopiowanego tekstu z mojej strony. Dura Lex, Sed Lex.