Co z Kopernikiem?

Mamy obecnie bardzo wysoki współczynnik skolaryzacji. Uczą się prawie wszyscy i czego popadnie. Czy oznacza to, że cała ta wykształcona grupa stanie się w przyszłości elitą społeczeństwa? Otóż nie, bo elita to awangarda wyróżniająca się pośród szarej masy. Pauperyzacja poziomu edukacji, z czym mamy obecnie do czynienia, nie przyczynia się do kształtowania elit. Edukacja równa w dół, do przeciętnej pojętności studentów w wydaniu masowym. Takim sposobem jakość przeszła w ilość.

Mamy obecnie bardzo wysoki współczynnik skolaryzacji. Uczą się prawie wszyscy i czego popadnie. Czy oznacza to, że cała ta wykształcona grupa stanie się w przyszłości elitą społeczeństwa? Otóż nie, bo elita to awangarda wyróżniająca się pośród szarej masy. Pauperyzacja poziomu edukacji, z czym mamy obecnie do czynienia, nie przyczynia się do kształtowania elit. Edukacja równa w dół, do przeciętnej pojętności studentów w wydaniu masowym. Takim sposobem jakość przeszła w ilość.

Osobnik, którego ambicje i zdolności pozwalały dawniej jedynie na karierę zawodową frezera, teraz uzurpuje sobie prawo do bycia magistrem, ale bez trudu ponoszenia specjalnego wysiłku intelektualnego. I to się udaje, bo przecież edukacja to dochodowy przemysł i żadna uczelnia działająca na warunkach komercyjnych nie będzie ograniczała sobie liczby płatnych studentów. Stany Zjednoczone Ameryki przodują w łożeniu na badania naukowe

(2,5% PKB), a co czwarty ich obywatel ma ukończony college. Wartości te podaję za "Przekrojem", w którym przeczytałem również, że połowa Amerykanów nie wie, iż Ziemia krąży wokół Słońca (oraz ile czasu jej to zajmuje), a zaledwie co trzeci tamtejszy obywatel potrafi wskazać na mapie Pacyfik. Ustawicznie - jako kraj - staramy się dorównać kroku przyjaciołom po drugiej stronie Atlantyku. Można powiedzieć, że w erze internetowej - gdy cały świat jest na wyciągnięcie ręki i mieści się na ekranie - znajomość geografii i historii jest zupełnie zbędna. Ale jest to tylko świat wirtualny, bo rzeczywisty w żaden sposób się nie zmienił. Czytałem kiedyś książkę o polskich marynarzach wczesnego okresu międzywojennego. Gdy zawinęli do portu w USA, tamtejszy kapitan zapytał ich o pochodzenie. Okazała się niewystarczająca odpowiedź, że z Gdańska, ani też uzupełniająca wskazówka, że z Polski, bo trudno było amerykańskiemu kapitanowi umiejscowić nasz kraj na którymkolwiek kontynencie. A i dzisiaj dostaję z USA przesyłki adresowane na Poland - Europe. Aż mnie korci, aby w tamtą stronę adresować: USA - North America. Cóż, duży może więcej.

Dużo się robi, aby uatrakcyjnić sposób przekazywania informacji. Różne formy tak obecnie popularnego e-learningu (proszę nie mylić z distance-learningiem) mają ułatwić przyswajanie wiedzy. Ale chociażby nauczyciel ze skóry wyszedł i tak nikogo nie zmusi do wytężania szarych komórek. Każdą wiedzę trzeba dokładnie przestudiować, a nie tylko łaskawie obejrzeć prezentację. Nic się w tym zakresie nie zmieniło - tak jak dawniej, tak i teraz - tylko długotrwała i żmudna praktyka może doprowadzić do pozytywnych efektów. Nieważne czy dotyczy to programowania, dziennikarstwa czy księgowości. Najpierw trzeba opanować warsztat, a potem dopiero można do głosu dopuścić talent, jeśli się takowy posiada.

Dyskutuję nieraz z zaprzyjaźnioną kadrą dydaktyczno-naukową. Ostatnio zastanawialiśmy się czy rzeczywiście ludziom potrzebna jest wiedza na temat zjawisk podstawowych. Czy wiele by się zmieniło, gdyby propagować informacje, że Słońce jest promieniem lasera włączanym i sterowanym przez centralny serwer? Jedynym, w powszechnym ujęciu, kłopotem, jaki mógłby z tego wyniknąć, to jak wytłumaczyć się z Kopernika. Może zrobić go cukiernikiem, który opracował technologię produkcji najlepszych pierników?


TOP 200