Co mi zrobisz, jak mnie znajdziesz?

Brałem ostatnio udział w postępowaniu spadkowym. Pierwszy raz w życiu znalazłem się na sali rozpraw, wcześniej poinstruowany przez znajomych, że gdy zwracamy się do sądu, to po pierwsze, należy wstać, a nie dogadywać siedząc wygodnie z nogą założoną na nogę, a po drugie, do sądu nie należy zwracać się per szanowna pani (myślę o sędzinie).

Brałem ostatnio udział w postępowaniu spadkowym. Pierwszy raz w życiu znalazłem się na sali rozpraw, wcześniej poinstruowany przez znajomych, że gdy zwracamy się do sądu, to po pierwsze, należy wstać, a nie dogadywać siedząc wygodnie z nogą założoną na nogę, a po drugie, do sądu nie należy zwracać się per szanowna pani (myślę o sędzinie).

Jakoś z zadania się wywiązałem i pierwsze koty za płoty. Okazało się w trakcie, że należy powiadomić dodatkowe osoby o stawieniu się na następną rozprawę, a rolę strony powiadamiającej odgrywa sąd. Tak też po niedługim czasie otrzymaliśmy na adresy domowe zawiadomienia za pokwitowaniem odbioru, na których został wyszczególniony zakres sprawy oraz pełna lista osób zobowiązanych do stawiennictwa wraz z ich danymi adresowymi. Coś mi się wydaje, że chyba została naruszona ustawa o ochronie danych osobowych. Ale może mi się tylko wydaje.

Z innej beczki, ale na ten sam temat. Mój syn w czasie wakacji brał udział w ujęciu sprawcy rozboju. Nie lubi on, gdy komuś dzieje się krzywda, a poza tym jest dobrze wytrenowanym kick-bokserem, lepiej więc na jego oczach nie dopuszczać się występków. Tak więc, gdy zobaczył, że jakiemuś młodzianowi chuligan zbił okulary i ukradł mu czapkę, rzucił się wraz z kolegą na ratunek i w okamgnieniu obezwładnili złoczyńcę. Następnie przyjechała policja i rozpoczęła się stosowna do sytuacji procedura. Byli świadkowie, przestępca, ofiara oraz obrońcy. Po kilku tygodniach wszyscy biorący udział w sprawie otrzymali na adresy domowe powiadomienia z komisariatu o umorzeniu sprawy ze względu na małą szkodliwość społeczną czynu. I oczywiście, gwoli pełnej informacji, widniała tamże lista z danymi adresowymi wszystkich zamieszanych w zdarzenie. To, że chyba znowu została naruszona ustawa o ochronie danych osobowych, może mi się wydawać. Ale nie wydaje mi się bynajmniej, że jest mocnym przegięciem informowanie przestępcy, gdzie mieszka ofiara i jej obrońcy. A niech przyjdzie takiemu do głowy zemsta...

W międzyczasie zmieniliśmy miejsce zamieszkania, co było przedsięwzięciem wcześniej zaplanowanym, nie mającym nic wspólnego z całym tym incydentem. Zaległą korespondencję wpływającą na nieaktual-ny już adres pobiera była sąsiadka, informując nas telefonicznie (pełna konspira). Wzmiankowane instytucje nie mając dostępu do spójnej bazy adresowej aktualizowanej online, która zresztą nie istnieje, nie mogą połapać się w tych zawiłościach. Wygląda na to, że brak stosownego systemu komputerowego jest najlepszym środkiem zapobiegającym szastaniu na prawo i lewo prawdziwymi informacjami.