Co język, to problem

Jeśli student drugiego roku informatyki stosuje pisownię ''klijenci'', uważając ją za formę jak najbardziej poprawną, oznacza to, że jest problem - na pewno językowy, ale nie tylko. Zarówno geneza, jak i późniejsze skutki takich błędów mają szerszy wydźwięk.

Jeśli student drugiego roku informatyki stosuje pisownię ''klijenci'', uważając ją za formę jak najbardziej poprawną, oznacza to, że jest problem - na pewno językowy, ale nie tylko. Zarówno geneza, jak i późniejsze skutki takich błędów mają szerszy wydźwięk.

Można tłumaczyć błędy pisowni dysleksją, co według mnie jest obecnie mocno nadużywane. Prawdziwa dysleksja polega na braku synchronizacji pamięciowo-słuchowo-manualnej, co powoduje, że człowiek nią dotknięty myli litery (dysortografia), nie potrafi płynnie czytać i zapamiętywać szczegółów graficznych (właśnie dysleksja), a w najlżejszej odmianie (dysgrafia) bazgrze jak kura pazurem. Za "moich czasów" jakoś powszechnie nie słyszało się o dyslektykach. Czyżby ludzie aż tak bardzo się zmienili? Nie sądzę, należy bowiem odróżniać dysleksję od zwykłego niedbalstwa czy niedouczenia. Moim, i nie tylko, zdaniem winę za taki stan ponosi jednak system edukacji, produkując ludzi z maturą, którzy w zasadzie na nią nie zasługują. Nie dotyczy to wszakże tylko znajomości języka polskiego, bowiem problemy braku ogólnej ogłady i wiedzy, a także duże niedostatki samodzielnego i skutecznego myślenia obserwuje się nagminnie.

Można powiedzieć, że człowiek, który przez wiele lat nauki nie potrafił nauczyć się pisania podstawowego - zarówno dla informatyki, jak również handlu i usług - słowa, nie rokuje większych nadziei, bo nie przyswaja wiedzy, która zwłaszcza w jest bardzo dynamiczna. Co więcej, nie ma gwarancji, że będzie w stanie nauczyć się poprawnej pisowni poleceń systemu, czy składni języka programowania. Zgoda, że coraz więcej stosuje się rozwiązań wykorzystujących warsztat graficzny, ale jednak bez przesady. Ciągle - i przypuszczam, że długo jeszcze - nie obejdziemy się w informatyce bez kodu pisanego. I nie jest dla kompilatora obojętne, czy blok instrukcji rozpoczyna się od "begin", "bigin" lub "begeen". Dla użytkownika oprogramowania też ma póki co jakieś znaczenie, czy komunikat powitalny programu brzmi "dzin dybry", czy też raczej bardziej normalnie. Na upartego można - co jednak nie jest chyba polecanym zachowaniem - błędy pisowni zwyczajnie ignorować, twierdząc, że dla rozumnego odbiorcy wartość znaczeniowa wyrazów jest w zasadzie zachowana, nie powodując problemów komunikacyjnych, nawet w formie pisemnej.

Nie byłbym do końca pewny, czy osobnik mający problemy z zapamiętaniem pisowni wyrazu, nie będzie objawiał również trudności z zapamiętaniem innych, po stokroć trudniejszych i ważniejszych spraw. I czy w końcu nie pomyli jednego obrazka z drugim, o funkcjonalności już nie wspominając. Tak więc nie jest całkiem obojętne, że materiałem na informatyka jest kandydat umysłowo niechlujny, leniwy i nie wykazujący jakże tu pożądanej cechy samodoskonalenia. Ponieważ zarówno w informatyce, jak i w gramatyce obowiązują jakieś normy, to jakąż mamy gwarancję, że człowiek nie przyswajający norm rodzimego języka upora się z nie mniej skomplikowanymi zasadami programowania.

Jestem może nieco zrzędny. Zamiast czepiać się ludzi, powinienem raczej im współczuć z powodu zawiłości i przewrotności naszej lingua Polonica, w której nie zawsze brzmienie pokrywa się z pisownią. Jednak znacznie gorzej mają na przykład Amerykanie ze swoimi "klajentami" i "kastomerami". I dlatego chyba nie lubią uczyć się języków obcych, bo mają dosyć tarapatów z własnym.


TOP 200