Cios z lewej

Podpisanie przez prezydenta ustawy o podpisie elektronicznym jest wydarzeniem ważnym. Parlamentarzyści i prezydent zrobili duży krok na drodze do społeczeństwa informacyjnego i media zgodnie odnotowały ten fakt.

Podpisanie przez prezydenta ustawy o podpisie elektronicznym jest wydarzeniem ważnym. Parlamentarzyści i prezydent zrobili duży krok na drodze do społeczeństwa informacyjnego i media zgodnie odnotowały ten fakt.

Natomiast nowy rząd zaczął swoje urzędowanie od wymierzenia idei społeczeństwa informacyjnego silnego "lewego sierpowego". Pewnie nie wiedzą Państwo co mam na myśli, spieszę więc wyjaśnić: na wniosek nowej minister Krystyny Łybackiej rząd postanowił odłożyć nową maturę o trzy lata, a także zlikwidować obowiązkowy egzamin z matematyki.

Co ma nowa matura do społeczeństwa informacyjnego? Otóż, ma bardzo wiele. Społeczeństwo informacyjne to przecież nie tylko rozwinięta infrastruktura telekomunikacyjna, Internet w każdej szkole, dostępne online towary i usługi; to nawet nie ustawa o podpisie elektronicznym i powszechnym dostępie do informacji publicznej. To także - czy raczej przede wszystkim - możliwość korzystania z tych wszystkich dobrodziejstw przez zwykłych ludzi. To ich chęć oraz podstawowe umiejętności; to ich zdolność uczenia się i brak lęku przed nowym.

Od dawna wiadomo że polscy uczniowie mają obszerniejszą wiedzę niż ich rówieśnicy na Zachodzie. Ustępują im jednak w umiejętności analitycznego myślenia, zdolności kojarzenia faktów z różnych dziedzin i nie potrafią wyszukiwać informacji; prezentują także bardziej bierną postawę. Mówiąc krótko, polski uczeń zna przebieg mitozy i mejozy, wie gdzie leży Labrador, zna wszystkie trygonometryczne wzory redukcyjne i z pamięci zacytuje o Wojskim grającym na rogu. Nie potrafi za to policzyć odsetek, napisać sprawozdania dla szefa, zaplanować kariery i - racjonalnie argumentując - przekonać do swojej interpretacji wydarzeń w Afganistanie.

Nowy program nauczania i nowa matura miały to zmienić. Przeglądałem kiedyś podręczniki do języka polskiego i byłem - nie przesadzam - zachwycony. Proste, życiowe teksty; zrozumiałe polecenia i atrakcyjna forma pozostawiły mi przekonanie, że właśnie o to chodzi. Dodajmy do tego teraz egzamin maturalny z matematyki, przez wszystkich określany mianem prostego, polegający nie na znajomości abstrakcyjnych regułek, a na liczeniu konkretnych procentów, średnich i podatków. Wiem, że nieco idealizuję obraz nowej matury, ale naprawdę - proszę zajrzeć do nowych programów nauczania, jeśli jeszcze tego Państwo nie zrobili, a ręczę, że przeżyją Państwo mały szok.

Minister Krystyna Łybacka chce jednym ruchem odsunąć wprowadzenie tych mądrych rozwiązań ad calendas graecas, a maturę z matematyki wyeliminować całkowicie. Pominę takie drobiazgi, jak brak obiektywnej, jednorodnej weryfikacji w skali całego kraju oraz konieczność ponoszenia gigantycznych wydatków na egzaminy wstępne na uczelnie. Zaryzykowałbym jednak twierdzenie, że ta jedna decyzja będzie miała poważniejsze konsekwencje dla rozwoju e-gospodarki w Polsce niż ustawa o podpisie elektronicznym. Zaprzepaszczono kolejną szansę, aby zrobić krok w stronę społeczeństwa dynamicznego, dobrze wykształconego i przygotowanego do stawiania czoła wyzwaniom współczesności. Nic nie dzieje się samo, nic nie dzieje się natychmiast, ale marnowanie nawet tej jednej szansy tylko dlatego że małolaty słabo obkuły się z matmy, to jakieś tragiczne nieporozumienie.

Jeżeli więc za pięć lat cyberpodpisu będzie używała ćwierć procenta ludzi, jeżeli nawet najnowocześniejsze światłowody będą służyć do rozprowadzania plotek z życia gwiazd zamiast istotnych danych biznesowych polskich przedsiębiorstw, to pamiętajmy o nowej maturze i o "ciosie z lewej", który zadali jej nowy rząd i minister K. Łybacka.

<hr>

jch@euromedia.pl