Cielę

Lokalny Informatyk został skierowany do rozmów w sprawie nowego oprogramowania, które miało być wykonane przez firmę zewnętrzną. Wraz z nim, jako nadzór merytoryczny nad funduszami, na wypadek gdyby Lokalny zbytnio rozhulał się z wymaganiami podnoszącymi koszty, pokierowano także Inwestycyjnego.

Lokalny Informatyk został skierowany do rozmów w sprawie nowego oprogramowania, które miało być wykonane przez firmę zewnętrzną. Wraz z nim, jako nadzór merytoryczny nad funduszami, na wypadek gdyby Lokalny zbytnio rozhulał się z wymaganiami podnoszącymi koszty, pokierowano także Inwestycyjnego.

Rozmowy odbywały się tradycyjnie z firmą Ryjek i Stryjek, która zawsze wykonywała oprogramowanie na życzenie i była już dobrze zadomowiona u tego klienta. Tematem miał być tym razem system rejestrujący elektroniczną pocztę przychodzącą na adresy e-mailowe firmy. Bo zdarzało się nieraz, że pocztę gdzieś wcinało lub odpowiedzialny za sprawę pracownik po prostu temat zlekceważył. Od tej pory wszystko miało być śledzone. "Będziecie mieć na ekranie dwie kolumny: przychód i rozchód" - zagaił Magister Dyrektor Ryjek - "i w nich należy wpisywać adres skąd poczta przyszła i do kogo została następnie skierowana w celu załatwienia".

Lokalny wiedział, że negocjacje nie będą łatwe, gdyż firma Ryjek i Stryjek specjalizowała się w oprogramowaniu dla księgowości, a wszystko co odbiegało od tego zakresu załatwiano poprzez modyfikację istniejących formatek ekranowych. Tak też zakupiono już przerobione w ten sposób systemy ewidencji czasu pracy, kosztorysowania, kadrowy oraz profilowanego wyszukiwania informacji internetowej. "Może by zmienić nazwy tych kolumn, bo użytkownik nie będzie wiedział, o co chodzi" - podsunął pomysł Lokalny. "No właśnie, będzie się gapił jak cielę na omłoty" - Inwestycyjny wyszczerzył się w uśmiechu co drugim zębem, bo akurat nie miał więcej przy sobie. Magister Dyrektor przystał na to, notując na boku, o ile wzrośnie cena. "A jakieś zestawienia zbiorcze będą?" - z zawziętością godną lepszej sprawy drążył dziurę w brzuchu Lokalny. "Oczywiście, wszystko można wyeksportować do arkusza kalkulacyjnego" - przedstawił rewolucyjne rozwiązanie Magister Dyrektor. "Tylko, że użytkownicy nic z tego nie będą rozumieć" - Lokalny jakby się uwziął. "Będą się gapić jak cielę na omłoty" - z szerokim uśmiechem przyszedł w sukurs Inwestycyjny. "To się ich przeszkoli" - podsumował Magister Dyrektor, notując na boku dodatek cenowy za szkolenie i podsuwając sumę globalną Inwestycyjnemu pod nos. Inwestycyjny gapił się na to, jak cielę na malowane wrota i wstępnie zaakceptował propozycję.

Pytanie: dlaczego wyrażono zgodę na zakup knota za duże pieniądze? Bo firma Ryjek i Stryjek jest ulubioną firmą Szefa, a Inwestycyjny ma działać tak, aby mu się nie narażać. Lokalny z kolei nie ma nic zupełnie do gadania, a do rozmów jest delegowany, bo ktoś musi zadawać nurtujące pytania.