Ciągłe doskonalenie

Już ani matura, ani chęć szczera nie zrobi z ciebie menedżera. Już nawet nie studia MBA, ani tym bardziej podyplomowe. Do tego trzeba mieć po prostu niezły support, czyli po naszemu - wsparcie, najlepiej w postaci dobrej znajomości.

Lokalny Informatyk zdaje się ciągle o tym nie wiedzieć. Zawsze myślał, że poprzez zdobywanie rzetelnej wiedzy informatycznej zostanie doceniony w firmie, przez co uzyska awans i jego kariera potoczy się po jakiejś przewidywalnie zwyżkującej trajektorii. Jak bardzo się mylił, stwierdził dopiero po upływie wielu lat. Niestety, było już za późno na prostowanie swych ścieżek, przynajmniej w tej firmie.

A wszystko wyglądało mniej więcej tak. Najpierw zgłębiał tajniki architektury komputerów oraz wszystkich zależności pomiędzy sprzętem a oprogramowaniem niskiego poziomu. Na marginesie mówiąc, niektórym niskopoziomowe kojarzy się z niskim poziomem jako takim, czyli czymś znacznie gorszym niż wysokopoziomowe. Jest to podobna klasa błędu klasyfikacji, co kojarzenie programowania obiektowego wyłącznie z kreacją obiektów graficznych przy pomocy prostych operacji manualnych. Aby więc nie być szufladkowanym przez zlaicyzowanych informatycznie decydentów w sferze zawodowców najniższego gatunku niskopoziomowego, zabrał się do zdobywania wiedzy z zakresu sieci i systemów operacyjnych. A było tego całkiem sporo, gdyż nie jeden OS jest na świecie. Mimo wszystko, jednak, jego przełożeni jakoś nie docenili tych wysiłków i zdobytych umiejętności. Może dlatego, że zupełnie się na tym nie znali. W końcu prowadzenie hurtowni spożywczej nie wymaga znajomości techniki, chyba że urządzeń chłodniczych i techniki sprzedaży.

Zaczął więc Lokalny bawić się w tworzenie oprogramowania użytkowego w oparciu o takie standardy jak UML i wzorce projektowe. W dalszym jednak ciągu właściciele firmy nie rozumieli w czym rzecz, a Lokalny był rozliczany z działania komputerów. Nawet gdy uruchomił program własnego autorstwa, który rzetelnie wspomagał zarządzanie analizując w pomocny sposób dane sprzedaży, nadal był rozliczany poprzez pryzmat niezawodności sprzętowej. Nasycenie Lokalnego wiedzą informatyczną było ogromne, jednakże proporcjonalnie do tego zmniejszało się uznanie ze strony przełożonych. W końcu doszło do tego, że zatrudniono siostrzeńca Dyrekcyjnego, świeżego absolwenta jakiegoś kierunku zarządzania, który na komputerach się znał, bo lubił. Lokalnego natomiast odesłano do wszystkich diabłów z tą jego wiedzą, bo i na co komu ona.

Wynika z tego, że wiedza nie zawsze i wszędzie jest dobrze widziana. Znacznie bardziej pomocne okazują się często znajomości. A do tego nie trzeba pozyskiwać wiedzy, tylko należy pracować nad rozwijaniem znajomości i budować poprawne układy z pryncypałami.


TOP 200