Chomik dyskowy

Czasownik "chomikować" ma znaczenie ujemne, jest synonimem tworzenia zbytecznych zapasów i przesadnej zapobiegliwości. W rzeczywistości zwierzątko zwane chomikiem pracowicie zbiera pojedyncze ziarenka zboża, wypełniając nimi policzki, które sięgają mu aż na plecy. Gdy nazbiera tyle, że już trudno mu to dźwigać, biegnie do swej kryjówki, gdzie zostawia, co uzbierało, tworząc w ten sposób zapasy na zimę.

Czasownik "chomikować" ma znaczenie ujemne, jest synonimem tworzenia zbytecznych zapasów i przesadnej zapobiegliwości. W rzeczywistości zwierzątko zwane chomikiem pracowicie zbiera pojedyncze ziarenka zboża, wypełniając nimi policzki, które sięgają mu aż na plecy. Gdy nazbiera tyle, że już trudno mu to dźwigać, biegnie do swej kryjówki, gdzie zostawia, co uzbierało, tworząc w ten sposób zapasy na zimę.

W swej zapobiegliwości chomik potrafi nazbierać naprawdę dużo. Zdarzało się dawniej, że na wsi rozkopywano chomicze nory dla zgromadzonych tam zapasów zboża.

Jestem tak stary, że pamiętam jeszcze komputery bez pamięci dyskowej, w których system operacyjny był zapisany na taśmie magnetycznej. Jednocześnie jestem na tyle młody, by komputery, które w ogóle nie miały takiego systemu, znać tylko z opowiadań.

Pamiętam pamięci dyskowe, zwane wymiennymi, o zawrotnych pojemnościach: 2, 8, 30 i 60 megabajtów. Sama wymienność polegała tam na możliwości wyjęcia jednego zestawu talerzy zwanego pakietem i zastąpienia go innym, co było prostym i jedynym sposobem na zwiększenie pojemności. Wymiana była prostą czynnością, zajmującą około minuty łącznie z kosmetyką pakietu, wykonywaną automatycznie po jego założeniu.

Na dysku 30-megabajtowym mieścił się cały system operacyjny dużego (wówczas) komputera wraz z katalogiem kilku tysięcy użytkowników i ich zasobów, programy pomocnicze, kilkanaście kompilatorów, system przetwarzania transakcyjnego, biblioteki programowe itp.

Pamięć taka była bardzo kosztowna: na początku lat 60. roczna dzierżawa pamięci dyskowej kosztowała blisko 11 tys. USD za gigabajt. Trzydzieści lat później stawka ta była dziesięć tysięcy razy niższa.

Na początku lat 90. w Polsce jeden megabajt pamięci dyskowej można było kupić za nieco ponad 2,5 zł. W połowie tych lat cena ta spadła do jednego złotego, a po następnych pięciu latach do czterech groszy.

Równoległe rosła pojemność pojedynczych napędów, która niedawno przekroczyła magiczną granicę stu gigabajtów. Dysk taki można kupić już i u nas za cenę jednego grosza za megabajt.

Co na takim dysku można zmieścić? Oto lista: 2 tys. zdjęć cyfrowych, 5 godzin filmu o cyfrowej jakości, 45 godzin muzyki, 22 gry i 35 programów (źródło: NewsFactor Network).

Kiedyś mawiało się o programistach, że zapełnią pamięć dyskową o dowolnie dużej pojemności, utrzymując w niej wszystkie kolejne wersje tworzonych programów oraz dwa razy tyle wersji eksperymentalnych i zakładając tam liczne własne biblioteki, tajemnice organizacji i zawartości, które znali tylko oni sami.

Dziś to samo możemy rzec niemal o każdym z nas: podobnie jak wspomniane chomiki, gromadzimy na dyskach wszystko, co tylko kiedyś może się przydać. To samo zresztą robimy również z najróżniejszymi drobiazgami i przedmiotami. Gdy jednak nadchodzi taki moment, kiedy czegoś potrzebujemy, to albo w ogóle nie pamiętamy, że to mamy, albo trud poszukiwania jest zbyt duży i łatwiej po prostu pójść gdzie trzeba i kupić. Sygnałem do porządków w takich zbiorach jest dopiero ostateczne przekroczenie pojemności dostępnych schowków, kiedy to, z ciężkim sercem, trzeba dokonać wyboru i rozstać się z częścią kolekcji.

A teraz mamy przecież jeszcze Internet. Tysiące, miliony artykułów, melodii, obrazów, ba, nawet całe książki, wszystko to w zasięgu przycisku myszki. A wiadomo - co dziś w sieci jest, niekonieczne musi tam być jutro, więc jak najszybciej trzeba to mieć u siebie, gdzie nikt nam już tego nie odbierze.

W przeciwieństwie jednak do cennych ziarenek z nory chomika nasze zasoby mało kogo, poza nami, interesują. Naprawdę są tylko nasze.


TOP 200