Brytyjczycy i reszta świata

Opowiadała mi kiedyś pewna pani, jak to wybrała się na urlop do egzotycznego kraju, gdzie fotografowała zawzięcie, dokumentując w ten sposób swą wycieczkę życia. Przedostatniego dnia skończyło się jej miejsce na karcie pamięci, więc po powrocie do hotelu założyła inną, tak na wszelki wypadek, bo ostatni dzień pobytu obejmował tylko jakieś zakupy i pożegnalną kolację.

Opowiadała mi kiedyś pewna pani, jak to wybrała się na urlop do egzotycznego kraju, gdzie fotografowała zawzięcie, dokumentując w ten sposób swą wycieczkę życia. Przedostatniego dnia skończyło się jej miejsce na karcie pamięci, więc po powrocie do hotelu założyła inną, tak na wszelki wypadek, bo ostatni dzień pobytu obejmował tylko jakieś zakupy i pożegnalną kolację.

Karta pamięci była duża, gdy wziąć pod uwagę jej pojemność, mała zaś, gdy uwzględnić wymiary. No i przy pakowaniu bagaży okazało się, że karta ze zdjęciami gdzieś przepadła i na nic zdało się nawet kilkukrotne przeszukanie hotelowego pokoju. Wszystko więc, co z tej wyprawy owa pani przywiozła, to wspomnienia i kilka zdjęć z bazaru i wspomnianej kolacji.

Łatwo zauważyć, że zdjęcia te na filmach zajmowałyby kilkanaście rolek i trudniej byłoby je zgubić. Elektronika natomiast jest coraz mniejsza i coraz większe ma pojemności, więc coraz łatwiej ją zgubić, a straty z takiej zguby wynikłe stają się coraz dotkliwsze. O szczęściu można jednak mówić, gdy coś tak małego przepada na dobre (np. zassane z podłogi przez odkurzacz) i nikt nigdy już tego nie znajduje. Bo bywa też - jak to zdarzyło się w świeżym jeszcze przypadku brytyjskim - że kupi ktoś komputer za 70 dolarów na eBay i przekona się, że z dobrodziejstwem inwentarza dostał również pełne dane osobowe (do nazwisk panieńskich matek włącznie) i bankowe (łącznie z wzorami podpisów) miliona klientów dwóch dużych banków i znanej organizacji firmującej karty płatnicze.

Kiedyś, głównie na filmach, można było zauważyć łańcuszek łączący elegancką teczkę z obrączką na przegubie ręki niosącej ją osoby, co zabezpieczało taką teczkę nie tylko przed łatwą kradzieżą, ale też posiadacza teczki przed nim samym, żeby teczki gdzieś przypadkowo nie zostawił. Przydałoby się coś podobnego również przy torbach do przenośnych komputerów, bo ludzie, zagonieni i zaaferowani różnymi sprawami, zostawiają je masowo w pociągach, taksówkach, restauracjach i na lotniskach. Nieliczne się znajdują, większość przepada.

Skoro więc giną całe (i nie tak znowu małe) komputery, to co dopiero musi się dziać z niepozornymi kartami pamięci do aparatów fotograficznych, czy pamięciami typu pen-drive, a nawet płytami DVD i CD. Wszystkie one giną wcale nie dlatego, że ktoś je ukradł, lecz przez zwykłą nieuwagę i lekceważenie, właśnie dlatego, że są małe. Ktoś, kto to znajdzie (o ile w ogóle, bo np. pen-drive przypomina plastikową zapalniczkę, po którą dziś nikt się nawet nie schyli), obejrzy zawartość, - która zazwyczaj nie ma dla niego żadnej wartości, więc ją skasuje - i będzie korzystać z czyjejś zguby, aż sam jej gdzieś nie zapodzieje.

Gorzej jednak, gdy nośnik taki zawiera dane, które nie powinny dostać się do obiegu publicznego. A coś takiego przytrafia się ostatnio niemal systematycznie Brytyjczykom. Poza wspomnianym komputerem na eBay, głośna była sprawa płyt DVD, które zaginęły w drodze między jedną agendą rządową a drugą. Płyty te zawierały, w żaden sposób nie chronione, dane o dzieciach uprawnionych do dodatków (wszystkie dzieci do 18 lat w Zjednoczonym Królestwie) i o osobach upoważnionych do ich otrzymywania.

Niedawno zaś zaginął im pen-drive z danymi osobowymi kilkudziesięciu tysięcy więźniów i notorycznych przestępców, a w międzyczasie do BBC dostarczył ktoś znaleziony w pociągu komputer, ze ściśle tajnymi danymi o organizacji Al-Quaeda i irackich siłach bezpieczeństwa.

Czytam sobie o tych wszystkich przypadłościach Brytyjczyków i zastanawiam się: czy to oni są bardziej od innych nacji gapowaci i ciągle coś gubią, czy też ci inni stawiają może na sztukę milczenia?


TOP 200