Blogeriada

Sztuka czytania i pisania wykazuje wyraźne tendencje zwyżkujące dzięki modzie na blogi. Dotychczasowe obawy, że społeczeństwo przeobrazi się we wtórnych analfabetów za sprawą ikonografii komputerowej stają się bezpodstawne.

Sztuka czytania i pisania wykazuje wyraźne tendencje zwyżkujące dzięki modzie na blogi. Dotychczasowe obawy, że społeczeństwo przeobrazi się we wtórnych analfabetów za sprawą ikonografii komputerowej stają się bezpodstawne.

W zamierzchłych czasach, wobec braku innych możliwości, przekazywano informację ustnie. Dbano przy tym, aby przekaz był wierny, stąd rozwijano sztukę pamięciowego przyswajania istotnych treści, w celu zapewnienia ich niezmienności w wędrówkach przez pokolenia. Na dalszy plan schodziła natomiast kwestia zrozumienia tematu. Pomimo tego trudno było zachować oryginalność przekazu, zważywszy na tendencje ludzi do koloryzowania. Nieco stabilniejszym medium przekazu informacyjnego okazało się pismo, z tym że w swojej pierwotnej - obrazkowej czy węzełkowej - postaci nie pozwalało na wysoką precyzję i bogactwo wyrazu. Prawdziwym dobrodziejstwem dla ludzkości było wynalezienie druku. W kwestii szybkości i dostępności informacji nic nie może równać się z platformami multimedialnymi, czyli telewizją oraz internetem. Obawiano się, że komputery wykorzenią przyzwyczajenia czytelnicze. One je tylko zmieniły i to za sprawą internetu, który jest przede wszystkim nośnikiem treści tekstowej, często uzupełnianej innymi środkami wyrazu. Odrębną zgoła kwestią jest jakość merytoryczna, ale z tym mamy obecnie problem we wszelkiego rodzaju emisjach.

Blogi są gatunkiem osobistej twórczości pozwalającej publicznie głosić, co autorowi leży na wątrobie. Częściowo przejęły one funkcję tradycyjnego pamiętnika, dawniej skrzętnie skrywanego w szafie. W głównej jednak mierze są środkiem do nieskrępowanego wyrażania własnych opinii na różne tematy, z czego skwapliwie korzystają niemal wszyscy medialni ludzie. Po prostu posiadanie swego bloga jest dzisiaj modne. Aby czytać blogi (nie mówiąc już o ich pisaniu) trzeba mieć po pierwsze czas, a po drugie interesować się poruszanym tam profilem tematycznym.

Gdy zdarza mi się zajrzeć na blog Bywalca (dla przypomnienia - prowadzony w serwisie Computerworld online), mam nieraz identyczne odczucia, jak podczas wertowania jednej z tych kolorowych gazet dla kobiet, gdzie opisywane są pewne zdarzenia z udziałem podobno znanych aktorów. Napisałem "podobno", gdyż mam zazwyczaj poważny problem z kojarzeniem tych postaci, znanych najczęściej z udziału w pewnych serialach telewizyjnych, a przez to popularnych tylko wśród określonego grona odbiorców. To samo spotyka mnie w przypadku wzmiankowanego bloga, gdzie rozpoznaję jeszcze od biedy nazwy co większych firm, natomiast zupełnie nie mogę się połapać w informatycznych sferach wyższych. Najprawdopodobniej wynika to z mojej pozycji zawodowo-społecznej i zamieszkiwania na prowincji, co nie sprzyja rozeznaniu w informatycznej śmietance towarzyskiej. Przypuszczam, że większość szeregowych pracowników w naszej branży ma podobny problem. Nie skarżę się na ten stan rzeczy, uznając go za całkowicie normalny. Cieszę się, że kadra zarządzająca, nawet jeśli personalnie dla czytelników nierozpoznawalna, ma się dobrze i zdrowo, co pozwala patrzeć optymistycznie na rozwój branży w naszym kraju.

Mnie osobiście - i przypuszczam, że wielu z Państwa się pod tym podpisze - interesuje nie aż tak bardzo, co słychać na górze, ale o czym mówią na dole. Wyznania szeregowych pracowników, nawet tych sfrustrowanych, dodają atrakcyjnej (i nieraz pieprznej) autentyczności, uchylając rąbka tajemnicy spod nieraz pięknie wykreowanego wizerunku firmy i głoszonych publicznie frazesów. Prawda rzadko gości na salonach, ale można ją znaleźć pośród ludu - internetowego ludu.