Biznes i etyka

"Z punktu widzenia drobnego przedsiębiorcy - a takich jest 90% - zasady etyczne i normy religijne generalnie przeszkadzają w zarabianiu pieniędzy. Patrzę na tę sprawę bardzo praktycznie i napotykam takie problemy codziennie. Kontrakty, umowy, wzajemne rozliczenia itp. zmuszają do myślenia w kategoriach wygrany-przegrany.

"Z punktu widzenia drobnego przedsiębiorcy - a takich jest 90% - zasady etyczne i normy religijne generalnie przeszkadzają w zarabianiu pieniędzy. Patrzę na tę sprawę bardzo praktycznie i napotykam takie problemy codziennie. Kontrakty, umowy, wzajemne rozliczenia itp. zmuszają do myślenia w kategoriach wygrany-przegrany.

W takiej sytuacji automatycznie starasz się nagiąć rzeczywistość, podbarwić jej obraz, żeby wygrać, żeby w przyszłości zająć lepszą pozycję, żeby pokonać konkurencję. Bardzo blisko jest się wtedy granicy kłamstwa i oszustwa. (...) Czy stan prawa i sposób funkcjonowania organów państwowych skłania do łamania norm moralnych? Zacząłem pracować w swojej firmie w roku 1988. Wtedy naprawdę było ciężko pracować ze względu na dużo większą ilość koncesji, licencji, zezwoleń. Wyraźnie dawał się odczuć układ my-oni. Moralnie łatwiej było oszukiwać państwo. (...) Nakłada się na to duża ilość zmieniających się przepisów, z których wiele interpretowanych jest na różne sposoby. To zaczyna w końcu złościć i daje argumenty za oszukiwaniem. Dla mnie momentem przełomowym była decyzja ministra Osiatyńskiego o utrzymaniu na wcześniejszym poziomie kwot do opodatkowania. ÇMójČ rząd złamał umowę ze mną, w sposób jawny tłumacząc się, że potrzebne są mu pieniądze. Mnie też są potrzebne. Potem nadeszły rządy koalicji SLD-PSL. Nagle zaczęła zwiększać się ilość koncesji, firmy ÇustawioneČ politycznie zaczęły dostawać lepsze kontrakty. To również ułatwia rozgrzeszanie siebie z naciągania prawa i oszustw". Ten obszerny cytat - myślę, że nie wypada go komentować - pochodzi z wypowiedzi anonimowego przedsiębiorcy, symbolicznie podsumowującej (wypowiedź wydrukowana jest na końcu) ankietę miesięcznika Znak, której uczestnicy m.in. odpowiadają na pytanie: "Jaki powinien być wzór osobowy polskiego biznesmena?".

Ta wypowiedź praktyka potwierdza wcześniejsze wypowiedzi teoretyków, że nie jest najlepiej. W zasadzie wszyscy są zgodni, iż powodem rozminięcia się w Polsce biznesu i etyki jest rodowód przedsiębiorców. Jan Winiecki tak to podsumowuje: "Polscy przedsiębiorcy wywodzą się głównie z czterech środowisk: byłej nomenklatury, legalnych "prywaciarzy" czasów komunizmu, szarej strefy i wreszcie ludzi, którzy mają za sobą doświadczenia z Zachodu: pracy, oszczędzania, przedsiębiorczości (zakładania własnych firm). Z tych czterech grup tylko większość przedsiębiorców ostatniej grupy przyswoiła sobie zapewne w znacznej mierze zachodnie standardy solidarności (mocno zresztą tam nadwerężone). W innych grupach takie jednostki są ewidentnie w mniejszości". Nikt jednak nie rozdziera szat, uznając aktualną sytuację za efekt takiego, a nie innego historycznego rozwoju. Nikt też nie spodziewa się nagłej poprawy. Pada nawet stwierdzenie "wzór osobowy polskiego biznesmena będzie się kształtował przez pokolenia". Tego, co obserwujemy dzisiaj, nie można uznać za wykształconą obyczajowość.

Można by jednak zadać pytanie, dlaczego akurat mamy zajmować się etyką przedsiębiorców? Przecież nie od dziś wiadomo, że biznes powinien być uczciwy, że powinien poruszać się w granicach akceptowanego przez społeczeństwo systemu wartości, że służyć powinno mu dobre prawo. Dlaczego działalność tę ma regulować specjalny kodeks? Etyka człowieka prowadzącego interesy jest inna niż etyka urzędnika, nauczyciela, lekarza? Nie jest też tak, że "ludzie pieniądza" dyktują całemu społeczeństwu normy, według których ma ono postępować. Czym więc działalność ta różni się od pozostałych sfer ludzkiej aktywności, że element etyczny jest w niej tak istotny? Bezwzględność, różni się bezwzględnością i dyskutanci jednoznacznie wskazują, że ten element zdominował polski biznes. "Czy jest się czym martwić - pisze Janusz Jankowiak - że nasi biznesmeni nie budzą dziś entuzjazmu, mają pokręcone biografie, swój sukces zbudowali na nomenklaturowych dojściach i znajomościach? Że nie dysponują żadnymi wzorcami osobowymi, bo nigdy nie słyszeli o intelektualnym menedżeryzmie? Że nie przestrzegają żadnych zasad, a pytanie, czy coś jest moralne, prowokuje ich do pustego rechotu? Jasne, że człowiekowi przykro, że na takim Światowym Forum Ekonomicznym w Davos reprezentacja naszego biznesu przyprawia dosłownie o skręt kiszek". Uczestnicy ankiety przyjmują jednak dzisiejszą rzeczywistość nad wyraz spokojnie, stwierdzając, że klasa polskiego biznesu będzie rosła wraz ze wzrostem klasy całego społeczeństwa (są przecież wyjątki i wcale nierzadkie). Jeśli ta pierwsza pozostawia wiele do życzenia, to dlatego że - jak pisze Jacek Fedorowicz - "Podejrzewam, że procent ludzi kierujących się zasadami etyki jest mniej więcej taki sam wśród biznesmenów, jak wśród hydraulików, szewców, kopaczy rowów, a także artystów, ekspedientek i urzędników magistrackich. Fakt nieposiadania pieniędzy nie czyni z człowieka anioła".

I to jest najtrafniejsza konkluzja tego zapętlonego, jak się okazuje, problemu etyki. Teresa Bogucka w swej książce "Polak po komunizmie" trafnie zauważyła: "Doskonale wiemy, co winien Polak robić w leśnej partii, w Legionach, na barykadzie, w podziemiu, ale przekaz zbiorowej pamięci milczy na temat tego, jak być dobrym Polakiem na dorobku". Czyli jak przejść z nędzy do pieniędzy. Jak?


TOP 200