Biznes byznesu

Po latach publikowania w CW przyzwyczaiłem się, że Czytelnicy piszą listy do mnie raczej rzadko, głównie wtedy, kiedy poczują się czymś w felietonach dotknięci do żywego. Wtedy nie przebierają w słowach i walą prosto z mostu, rzekłbym w krótkich, żołnierskich frazach.

Po latach publikowania w CW przyzwyczaiłem się, że Czytelnicy piszą listy do mnie raczej rzadko, głównie wtedy, kiedy poczują się czymś w felietonach dotknięci do żywego. Wtedy nie przebierają w słowach i walą prosto z mostu, rzekłbym w krótkich, żołnierskich frazach.

Nic więc dziwnego, że kiedy ostatnio dostałem list od pewnego Czytelnika (imię, nazwisko oraz adres mailowy znane redakcji, ale nie do wiadomości publicznej, o czym za chwilę), to już sama jego długość poraziła mnie. Tak na oko więcej niż pół felietonu. Oto skrót, który pozwala zorientować się w sprawie:

Droga Redakcjo

Z niewiadomego powodu Wasze czasopismo [...] uporczywie [...] lansuje polską pisownię słowa "business" jako "byznes". Uderza mnie to przy każdorazowym wystąpieniu tej formy, co ma miejsce najczęściej w felietonach p. Tatarkiewicza. [...] Oprotestowana przeze mnie forma [...] nie ma zapewne na celu żartobliwego podkreślenia słowa (musiałaby wtedy być w cudzysłowie). [...] Proszę o pozostawienie mego adresu e-mail i nazwiska do wiadomości Redakcji.

Z poważaniem

[...]letni czytelnik (i długoletni prenumerator) CW

Odpowiedziałem natychmiast, informując mego korespondenta, że jako osoba staroświecka na określenie działalności zarobkowej oraz jej formy prawnej stosuję określenia "interes" i "przedsiębiorstwo", gdyż nie widzę żadnego powodu zastępowania tych słów anglicyzmem.

Jednakże od czasu do czasu, w celu podkreślenia mego stosunku do zwyrodniałych form prowadzenia przedsięwzięć lub firm, rzeczywiście zdarza mi się użyć słowa "byznes", choć bez cudzysłowów, gdyż felieton w swej naturze jest żartobliwy (a przynajmniej taki powinien być) i gdybym cudzysłowował wszystkie żarty, to moich tekstów nie dałoby się czytać.

Zapytałem natomiast, dlaczego jego nazwisko ma być utajnione. Podpisałem się jako "pięćdziesięciojednoletni felietonista CW".

List wysłałem, a potem dopiero zacząłem myśleć. Na szczęście komputery pozwalają w mgnieniu oka sprawdzić różne dziwne rzeczy, więc przeszukałem wszystkie 400+ felietonów, które dotąd ukazały się w CW na słowo "byznes". Oto wyniki tego przeszukania:

http://www.apple.com.pl/kuba/archiwum/34.html (2 razy)

http://www.apple.com.pl/kuba/archiwum/121.html (1 raz)

http://www.apple.com.pl/kuba/archiwum/142.html (1 raz)

http://www.apple.com.pl/kuba/archiwum/210.html (4 razy)

http://www.apple.com.pl/kuba/archiwum/223.html (1 raz)

http://www.apple.com.pl/kuba/archiwum/283.html (1 raz, cytat w tytule 223)

http://www.apple.com.pl/kuba/archiwum/302.html (1 raz)

http://www.apple.com.pl/kuba/archiwum/383.html (1 raz)

http://www.apple.com.pl/kuba/archiwum/404.html (7 razy)

Każdy Czytelnik może łatwo sprawdzić, że wszystkie użycia inkryminowanego słowa były ironiczne. Jak się domyślam, sprzeciw Czytelnika wywołał 404. Tam właśnie użycie słowa "byznes" (bez cudzysłowów) było jak najbardziej na miejscu. W sumie 18 razy, co jak na 8+ lat pisania jest niezbyt dużo. W 220 tysiącach słów, które dotąd opublikowałem w CW, to mniej niż 0,01 procenta. Dla ustalenia uwagi sprawdziłem, ile razy dotąd użyłem słowa "biznes": null, zero, nada - widać jestem wyjątkowo konsekwentny!

Wysłałem Czytelnikowi i te informacje, na co po kilku godzinach otrzymałem kolejny list, zdaje się jeszcze dłuższy, z którego wywnioskowałem, że korespondent pracuje w byznesie komputerowym, w którym lepiej nie być na oczach opinii publicznej. Cóż, rozumiem i doceniam, więc nie publikuję nawet inicjałów ani tym bardziej wieku, zakładając, że w tłumie prenumeratorów CW jakoś uda mu się zgubić. Z mojej strony mogę obiecać, że przez następne 400 felietonów nie będę używał słowa "byznes" częściej niż w przeszłości. Bez cudzysłowów.


TOP 200