Biurokracja

Przez lata szeroka publiczność wysłuchiwała władz o walce z biurokracją. Urzędy tymczasem rozrastały się. Dotychczasowe zmiany biurokracji nie zaszkodziły, a - jak twierdzą niektórzy - wręcz pomogły. Co na początku lat 90. jej uszczknięto, zaczęło odrastać. Teraz znów prof. Balcerowicz zapowiedział jej przetrzebienie i można tylko z nadzieją czekać

Przez lata szeroka publiczność wysłuchiwała władz o walce z biurokracją. Urzędy tymczasem rozrastały się. Dotychczasowe zmiany biurokracji nie zaszkodziły, a - jak twierdzą niektórzy - wręcz pomogły. Co na początku lat 90. jej uszczknięto, zaczęło odrastać. Teraz znów prof. Balcerowicz zapowiedział jej przetrzebienie i można tylko z nadzieją czekać.

Niektórzy twierdzą, że wejście do Europy spowoduje niebywały rozrost biurokracji. Coraz częściej trzeźwi i wnikliwi obserwatorzy dostrzegają, że biurokracja bujnie rozrasta się tam, gdzie pieniądze zabiera się jednym, a wspaniałomyślnie daje innym.

Słowa biurokracja używamy często nie wiedząc, co ono oznaczało. Max Weber przypisał biurokracji jako technicznie najsprawniejszej formie organizacji następujące atrybuty: precyzję, szybkość, jednoznaczność, znajomość zawartości zbiorów danych, ciągłość, rozwagę, jedność, jednoznaczne podporządkowanie, redukcję nieporozumień i ograniczanie kosztów. Takie jest oryginalne znaczenie i chyba najwięksi krytycy zaakceptują taką organizację. Rzecz jednak w tym, że biurokrację zazwyczaj pojmujemy zupełnie odmiennie. Dla większości cechy biurokracji są zaprzeczeniem profesjonalizmu i celowości. Jest więc dla nas biurokracja: rozlazła, powolna, niekompetentna, zatomizowana, nie dbająca o nic, oprócz własnego interesu pracowników, niezorganizowana, powodująca niejednoznaczności oraz nie licząca się z kosztami. Wszystkie te cechy powodują, że nie lubimy biurokracji i obawiamy się jej.

Z drugiej strony nie powinniśmy źle patrzeć na biurokrację ani na tę profesjonalną, ani na anegdotyczną. Jest ona w swej masie ogromnym klientem, który ma nieograniczone i nieskończone potrzeby. Taki klient, zauważmy, ma wielkie, ale proste potrzeby i jak pokazuje życie, całkiem niezłe zasoby. Spotkałem się nawet z opinią, że jesteśmy sojusznikami i informatycy wspierają biurokratów, a ci wywdzięczają się zamówieniami. Nadal szeroka publiczność nie jest przekonana o celowości zmian. Mimo wyraźnych oznak usprawniania działania np. administracji lokalnej, nie zmniejsza się niechęć do niej. Nie spada też liczba opowiadanych o niej historyjek. Mało, pojawiają się nowe. Wyobraźmy sobie scenę w tramwaju. Wsiada do niego dwóch notorycznie bezrobotnych, wyraźnie wysuszonych od poprzedniego wieczoru i rozpoczyna dialog. "Coś tam robił przez godzinę?" "Wysyłali mnie od drzwi do drzwi i dopiero po trzech wizytach poszedłem do kasy". "Ale aż godzinę?" "Wszędzie musiałem coś wypełniać i podpisywać". "Ja to przed pół rokiem załatwiłem w 15 minut". "A teraz to oni sobie komputery sprawili".

Zdarza się, że w jednym biurze petent wypełni formularz, urzędniczka przepisze to do komputera, coś wydrukuje, wręczy trzy egzemplarze i wyśle do następnych drzwi. Petent po odniesieniu tego do innego biura z osłupieniem patrzy, jak następna urzędniczka wklepie zawartość do swojego komputera, potem coś wydrukuje i wyśle dwa piętra wyżej, gdzie ... To oczywiście nie jest profesjonalna biurokracja. Zastosowania są też nieprofesjonalne. Wciąż zatem opłaca się źle pracować, robiąc byle co i byle jak. Przekonanie o braku profesjonalizmu biurokracji jest więc wciąż, mimo dostrzegalnej poprawy, w pełni uzasadnione.

Można powiedzieć, że biurokracji nie uda się uczynić sprawną w krótkim czasie. Że wymaga to lat i wiele wysiłku. Zgoda. Dodam jeszcze: wymaga chęci, wyobraźni i zdecydowania w działaniu. Inaczej również w tej dziedzinie zaczniemy tracić. Pierwszy raz opinia publiczna dowiedziała się o dużych stratach wynikłych z braku profesjonalizmu biurokratów (i polityków) z Komitetu Integracji Europejskiej. Kto ma dać wzór profesjonalnej biurokracji?