Big Bunny

Musimy spojrzeć prawdzie w oczy: sfera życia prywatnego już nie istnieje - powiedział niedawno Scott McNealy, szef Sun Microsystems, jednej z najpotężniejszych światowych firm informatycznych. Żyjemy w szklanym domu, jesteśmy wolni, ale poddani nieustającej kontroli ze strony środków komunikowania, bez których nie potrafimy się obejść - tłumaczy to niepokojące zdanie francuski tygodnik "L'Express".

Musimy spojrzeć prawdzie w oczy: sfera życia prywatnego już nie istnieje - powiedział niedawno Scott McNealy, szef Sun Microsystems, jednej z najpotężniejszych światowych firm informatycznych. Żyjemy w szklanym domu, jesteśmy wolni, ale poddani nieustającej kontroli ze strony środków komunikowania, bez których nie potrafimy się obejść - tłumaczy to niepokojące zdanie francuski tygodnik "L'Express".

Powodzenie programu telewizyjnego Big Brother mogłoby wskazywać, że lubimy podglądać. Bohaterowie tego programu wyrazili zgodę na obecność kamer telewizyjnych, ale chyba nie przypadkiem został on wylansowany przez telewizję holenderską (sieć Veronica). W tym kraju bowiem okna mieszkań są zgodnie ze starą tradycją odsłonięte, tak jak gdyby ich mieszkańcy chcieli zademonstrować, że nie mają nic do ukrycia, że prowadzą się przyzwoicie. Czy jednak lubimy być poglądani? Na domiar - bez naszej nie tylko zgody, ale nawet wiedzy.

Tymczasem rozwój technologii informatycznych umożliwia coraz powszechniejsze poddawanie nas obserwacji ze strony zarówno instytucji publicznych, jak i w nie mniejszym, a nawet w rosnącym stopniu - rozmaitych firm prywatnych, zwłaszcza handlowych. Nie umiemy już wyobrazić sobie życia nie tylko zawodowego, lecz i prywatnego bez Internetu. Otóż każde nasze wejście do Sieci pozostawia ślad, odsłania coś, co niekoniecznie chcielibyśmy komunikować wszem i wobec ani upoważniać kogokolwiek do posługiwania się informacjami dla niego nie przeznaczonymi. Nasze życie prywatne i osobiste, cechy naszego charakteru i zainteresowania, nasza rodzina i krąg naszych przyjaciół zostają wystawione na widok publiczny albo - dokładniej mówiąc - stają się przedmiotem nieznanych nam operacji przetwarzania danych, krzyżowania informacji dla celów zgoła nam obcych, a często wręcz niewiadomych.

W słynnej powieści George'a Orwella Rok 1984 zarysowana została groźna wizja państwa wyposażonego w potężne środki technologii pozwalające podglądać obywateli dniem i nocą, w pracy i w życiu prywatnym. Okazuje się, że fikcja niewiele wyprzedziła współczesną rzeczywistość. Kilka tygodni temu w publicznym kanale telewizyjnym France 2 był emitowany angielski film dokumentalny o supertajnej amerykańskiej NSA - National Security Agency, która stanowi jakby globalną wersję orwellowskiego "Wielkiego Brata”: ogarnia wszystkie kontynenty, przechwytuje treść rozmów telefonicznych, kontroluje komunikację internetową, łamie szyfry obcych państw, wdziera się w tajemnice zagranicznych firm przemysłowych i handlowych, nie liczy się z prywatnością. Wiele wskazuje na to, że zdobyte tą drogą informacje służą nie tylko walce z międzynarodowym terroryzmem czy narkobiznesem, lecz są wykorzystywane przez koncerny amerykańskie dla wzmocnieniu ich pozycji przetargowej.

I tu tkwi sedno problemu. Do niedawna można było sądzić, że głównym zagrożeniem naszej prywatności są informacyjne apetyty struktur państwowych. Te zresztą nie osłabły, czego dowodem są: funkcjonujący w USA system "Carnivore”, wyłapujący w Internecie dla FBI słowa-klucze mogące mieć związek z przestępczością, ogłoszona niedawno w Wielkiej Brytanii ustawa zezwalająca policji na odczytywanie korespondencji przesyłanej pocztą elektroniczną czy równie świeżej daty francuska ustawa zobowiązująca dostawców usług internetowych do przechowywania danych o każdym wejściu do Sieci i ujawniania tożsamości ich autorów. Istniejące w wielu krajach internetowe kartoteki policyjne zawierają dokładne dane milionów osób, które popełniły nie tylko przestępstwa, lecz nawet wykroczenia, a wpisywane do Sieci kartoteki sądowe są narażone na wykorzystywanie dla innych celów.

Ale coraz większym wrogiem prywatności staje się przede wszystkim agresywny biznes. Cytowany "L'Express” przytoczył przykład edukacyjnego CD-ROMu dla dzieci noszącego niewinną nazwę Sprytny króliczek. Zawierał on program notujący i przekazujący po kryjomu producentowi, amerykańskiej firmie Mattel (tej od lalki Barbie), informacje o sposobie, w jaki dziecko posługuje się tą internetowa zabawką. Oburzeni rodzice doprowadzili do wycofania tego domowego szpiega, zasługującego na trawestujące Orwella miano "Big Bunny”. Intel - główny w świecie producent mikroprocesorów - znaczył egzemplarze serii Pentium III tak, że można było na odległość identyfikować komputer i jego użytkownika. Dopiero głośne protesty zmusiły firmę do zrezygnowania z tej innowacji, podobnie zresztą jak Double Click i Microsoft.

Mnożą się sygnały o nagminnych praktykach wielkich firm zdobywających za pomocą najnowocześniejszych technologii dane osobowe, które na ogół ludzie wolą zachować dla siebie: nie tylko datę urodzenia, ale osobiste skłonności, usposobienie, stan zdrowia itp. Ale już posługiwanie się zwykłą kartą płatniczą umożliwia prześledzenie naszych wizyt w restauracjach, hotelach, supermarketach czy przejazdów przez bramki na autostradzie.

Nawet przedmioty powszechnego użytku wyposaża się w urządzenia niby nam pomocne, ale tak naprawdę nas szpiegujące: lodówka Screenfridge firmy Electrolux rejestruje przechowywane w niej artykuły i sygnalizuje ich wyczerpywanie - następnym krokiem może być alarmowanie, że jej właściciel spożył za dużo alkoholu czy masła. A już jawnie szpiegowski charakter ma sprzedawany w Stanach Zjednoczonych program "Net Detective", umożliwiający odczytywanie znajdujących się w Internecie kartotek firm ubezpieczeniowych, instytucji kredytowych czy sądów.

Nie trzeba zresztą sięgać tak daleko. Każdy internauta, uczestnik forum dyskusyjnego czy autor banalnej korespondencji e-mailowej lub połączenia WAP może być zidentyfikowany. Nikt nie zaręczy, że uzyskane tą drogą informacje na temat jego poglądów czy zachowań nie zostaną wykorzystane w zupełnie innym kontekście, w życiu zawodowym czy np. w procesie rozwodowym.

W obliczu tych faktów, tworzących niespotykane do niedawna sytuacje, burzących słodkie przeświadczenie, że nasz dom jest - jak mówią Anglicy - naszą twierdzą, powstaje już front sprzeciwu. W Ameryce coraz głośniej dają znać o sobie obywatelskie inicjatywy zmierzające do znalezienia środków ocalenia sfery prywatnej, w Parlamencie Europejskim pracuje się nad projektem wpisania poszanowania prywatności na listę podstawowych praw człowieka. Czy bowiem geniusz ludzki zaklęty w zdobyczach nauki i technologii powinien się obracać przeciw swojemu twórcy, człowiekowi?