Bicie komputera

Wyobraźnia ludzka chodzi dziwnymi drogami. Niech mi na przykład ktoś wyjaśni, dlaczego tzw. grzech Onana, skądinąd kiedyś uważany za powód ślepoty i w związku z tym tępiony bezlitośnie, choć nieskutecznie, dziś w języku młodzieżowym nazywany bywa ''biciem konia''? Jeśli już trzeba jakoś nazywać ten akt samoprzyjemności, to w XXI w. prosiłoby się o jakieś bardziej współczesne konotacje.

Wyobraźnia ludzka chodzi dziwnymi drogami. Niech mi na przykład ktoś wyjaśni, dlaczego tzw. grzech Onana, skądinąd kiedyś uważany za powód ślepoty i w związku z tym tępiony bezlitośnie, choć nieskutecznie, dziś w języku młodzieżowym nazywany bywa ''biciem konia''? Jeśli już trzeba jakoś nazywać ten akt samoprzyjemności, to w XXI w. prosiłoby się o jakieś bardziej współczesne konotacje.

Na przykład delikwent oglądający strony z pornoskami i przy okazji chcący sobie ulżyć powinien czynności owe nazywać "biciem komputera". Myślę, że miałoby to o wiele więcej zdrowego sensu niż staroświecka analogia do konnej galopady, czyli czynności dziś praktycznie zapomnianej. Pozostaje jednak pewien problem.

Ludzie naprawdę biją komputery. Dosłownie. Przed laty popularnością na sieci cieszył się film demonstrujący defenestrację komputera przez sfrustrowanego użytkownikahttp://www.ahajokes.com/movie04.html . Większość takich obrazów okazuje się być inscenizowana (skąd np. druga kamera, gotowa do przejęcia akcji za oknem?), choć pretendują do pokazywania rzeczywistości. Myślę jednak, że prawdziwe okrucieństwo wobec niewinnych komputerów jest bardziej rozpowszechnione niżby się to wydawało z badań sieciowychhttp://lap.umd.edu/computer_rage/Tech_Report/written_comments/mac.html oraz okazjonalnych artykułów prasowych, zresztą na ogół będących ukrytą reklamąhttp://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,60935,2618472.html . W tym przypadku nie ma wątpliwości, kto sponsorował naiwne stwierdzenie, że bicie komputerów wynika z kradzionego oprogramowania oraz złej jakości osprzętu kupowanego na giełdzie.

Wygląda na to, że współczesny młodzieniec albo dziewczyna nie mogą oślepnąć od zbyt długiego oglądania na sieci treści kiedyś uważanych za jawnie pornograficzne. Ale kiedy ogarnie ich wściekłość na bezsens życia, to wtedy przykładają Bogu ducha winnemu komputerowi. Dotyczy to także ludzi w wieku produkcyjnym. Jak mniemam jest też powodem wielu dziwnych i tajemniczych wypadków uszkodzenia komputerów służbowych. Ostatnio zwróciła się do mnie o pomoc pewna pani profesor, której nigdy nie podejrzewałbym o napady szału. Jednakże laptop, który jakoby przestał działać, nosił ślady wyraźnego uderzenia o ścianę (resztki białej farby) z siłą wskazującą na ręczne wspomaganie (rzut w męża?). Liczba klawiatur, które zmuszony byłem w swoim życiu wymienić różnym użytkownikom pokazuje, że uderzenie pięścią jest podstawową reakcją każdego sfrustrowanego człowieka. Niestety, projektanci klawiatur nie przewidzieli, że klawisze powinny być specjalnie wzmacniane.

Od lat, nieco żartobliwie, wszystkim którzy zwracają się do mnie o pomoc komputerową zalecam codzienne, poranne głaskanie komputera, przytulanie monitora i wyraźne, werbalne dawanie do zrozumienia, że je kochamy. Ostatecznie kiedy mechanicznie powtarzamy dziecku jakie jest wspaniałe i genialne, to przecież tak naprawdę wychowujemy siebie samych. Tak więc moja porada, zresztą odnosząca wspaniałe skutki, jest niczym innym niż autoterapią. Drodzy Czytelnicy, nie bijcie komputerów, kochajcie je! A jeśli już coś musicie bić, to na pewno nie konia. Zwierzę też czuje, jak komputer.


TOP 200