Bez pcheł

Polska edycja serwisu eBay ogłosiła "nowe otwarcie" i z tej okazji nie omieszkano obśmiać w mediach wpadek naszej narodowej edycji największego serwisu aukcyjnego na świecie, takich jak fikcyjne licytacje, niska funkcjonalność czy wręcz błędy ortograficzne. Teksty pełne schadenfreude nie omieszkały przy tym pokazać rodzimego kontrprzykładu: serwisu Allegro.pl, prowadzonego przez poznańską spółkę QXL Poland sp. z o.o.

Polska edycja serwisu eBay ogłosiła "nowe otwarcie" i z tej okazji nie omieszkano obśmiać w mediach wpadek naszej narodowej edycji największego serwisu aukcyjnego na świecie, takich jak fikcyjne licytacje, niska funkcjonalność czy wręcz błędy ortograficzne. Teksty pełne schadenfreude nie omieszkały przy tym pokazać rodzimego kontrprzykładu: serwisu Allegro.pl, prowadzonego przez poznańską spółkę QXL Poland sp. z o.o.

Znajomy ostatnio zwrócił mi uwagę, że Allegro.pl w coraz mniejszym stopniu jest serwisem aukcyjnym, gdzie za dobre pieniądze można nabyć używane rzeczy, które przestały być potrzebne dotychczasowemu właścicielowi. Coraz bardziej jest to serwis grupujący profesjonalnych i półprofesjonalnych sprzedawców, którzy traktują Allegro jako podstawowy albo dodatkowy kanał dystrybucji dóbr, którymi handlują zawodowo. Świadczy o tym stosunkowo duża liczba osób mających naprawdę wiele sprzedanych przedmiotów (rzędu setek i tysięcy), liczne oferty "Kup teraz", bardzo wyszukane strony i sposoby prezentacji, a także częste obietnice dołączenia faktury VAT albo paragonu do sprzedawanego towaru.

Nie wiem, czy podobnie nie stanie się z polskim eBayem (w Ameryce serwis jest przedmiotem badań naukowych i tematem doktoratów, z którymi wszelako nie miałem szansy się zapoznać), ale warto na chwilę zastanowić się, dlaczego Allegro powoli przesuwa się w stronę uniwersalnej platformy handlowej dla drobnego biznesu, choć w założeniach miał być typowym pchlim targiem, na którym ludzie tacy jak Państwo czy ja kupują i sprzedają drobiazgi. Kto nie wierzy, niech wpisze w wyszukiwarkę serwisu słowo "krzesło" - będę zdziwiony, jeśli znajdzie choć kilka krzeseł z drugiej ręki (nie licząc antyków).

Przede wszystkim uważam, że Allegro doskonale łączy bogatą funkcjonalność z prostotą w jej obsłudze. Jego katalog jest znacznie mniej rozbudowany niż typowego portalu. Wyszukiwać można w katalogu, według słów kluczowych, ceny, rodzaju towaru, czasu zakończenia aukcji itd. Serwis jest przy tym stabilny i skalowalny - i jako informatyk wiem, że nie jest to dane samo przez się i raz na zawsze, a wymaga mrówczej pracy zespołu programistów.

Ale myślę, że prawdziwa tajemnica tkwi w braku konkurencji - czyli miejsca, gdzie sprzedawcy rzeczy nowych mogliby w sposób spójny prezentować swoją ofertę i przeprowadzać transakcje handlowe. Allegro narzuca każdemu sprzedawcy podawanie tych samych informacji na temat towaru w jednorodny sposób. Alternatywa (wyszukiwanie wśród tysięcy autonomicznych stron WWW tworzonych przez same sklepy) po prostu się nie sprawdziła. Katalogi portali każą sobie płacić za samo umieszczenie informacji.

Allegro de facto pobiera opłatę dopiero po dokonaniu transakcji, bo prowizje za wystawienie są dużo niższe niż minimalna kwota, po której serwis wzywa do zapłaty - aktualnie 10 zł. Wirtualne pasaże handlowe grupujące sklepy nie dają realnie możliwości umieszczenia w treści serwisu metadanych, co klientowi uprościłoby wyszukiwanie towaru albo porównywanie ofert wedle jednorodnych kryteriów. Nie zapewniają też poziomu zaufania, na który pozwala mechanizm komentarzy w serwisach aukcyjnych.

Allegro.pl silne jest słabością swoich przeciwników. Życząc serwisowi jak najlepiej (sam regularnie z niego korzystam, gdy potrzebuję kupić niedrogo coś fajnego), chcę jedynie powiedzieć, że rozumiem żale mojego kolegi. Dlatego dziś pozwalam sobie wskazać wszystkim informatykom lukę na rynku wirtualnego handlu: zróbcie takie Allegro, tylko dla rzeczy nowych, a odnajdziecie żyłę złota. Czekają na was miliony klientów!


TOP 200