Bez końca

Wszyscy jesteśmy bałaganiarzami. Wskazuje na to chociażby zwykły, codzienny nieporządek, który nas otacza, a z którym od czasu do czasu, stosując radykalne środki, jakoś próbujemy sobie radzić.

Wszyscy jesteśmy bałaganiarzami. Wskazuje na to chociażby zwykły, codzienny nieporządek, który nas otacza, a z którym od czasu do czasu, stosując radykalne środki, jakoś próbujemy sobie radzić.

Pozostawia to krótkotrwałe poczucie porządku, który już od momentu zaistnienia podlega erozji i stopniowo ustępuje nowemu bałaganowi. Więcej - sam doświadczam tego, że po każdym porządku "w papierach" zostaje mi stosik spraw nie mających ze sobą związku i nie dających się przypisać czemukolwiek. Taka pozostałość staje się zaczynem nowego bałaganu, który skalą szybko dogania poprzedni...

Cały świat jest pełen dzieł nie dokończonych lub doprowadzonych do końca na skróty. Są drogi wiodące donikąd i są takie, które nagle, w miejscu gdzie ambitne zamiary zderzyły się z rzeczywistością, z rozpasanej autostrady przechodzą w wąską, prowincjonalną niemal dróżkę. Są świątynie i pałace, których dokończyć nie pozwoliła historia i tak już zostało na wieki. Są też wśród budowli takie, na które nie wystarczyło środków, energii, cierpliwości, a czasem i życia, by dzieło dokończyć w kształcie, jaki pierwotnie zakładano.

Ile dróg bez końca, a właściwie nawet bez początku, jak drogowskazy kierujące w pole, tkwi w programach komputerowych, wiedzą tylko ich autorzy. Coraz częściej jednak staje się to widoczne dla wszystkich. Myślę tu o stronach internetowych, których nigdy nie było.

Szczególnie często zdarza się to na tzw. stronach prywatnych, na których ludzie prezentują siebie, swoje rodziny i znajomych. Spisy treści dowodzą tam bogatych zamiarów, z których większość pozostaje jedynie intencją i zapewne nigdy nie doczeka się rozwinięcia.

Najbardziej dojmujące, a nie dokończone sprawy tkwią jednak głęboko w nas samych. Są pośród nich takie, które dobrze pamiętamy, mimo upływu lat, ale nie brak i nowych.

Znajdzie się tu rzucone na odczepne i nigdy nie wykonane "zadzwonię do ciebie", ale także zadana pochopnym słowem rana, której nie było i nie będzie już nigdy okazji całkiem innym słowem zagoić.

Są tu też rozmowy, które nagle zawisły w powietrzu, nie mogąc znaleźć dalszego ciągu, bo z góry i bezpodstawnie założyliśmy, że i tak nie ma on sensu. Są aluzje, które do nikogo nie docierają, bo wydają się zbyt hermetyczne, jak poezja, której poza poetą nikt nie rozumie. Są nie spełnione nadzieje, których brak spełnienia wziął się z nas i tylko z nas, bo chcieliśmy czegoś, o czym z góry było wiadomo że jest nieosiągalne. Są ważne kwestie, które tak bardzo chcieliśmy usłyszeć, a które nigdy nie zostały wypowiedziane, bo w swym zadufaniu zwyczajnie nie dopuściliśmy kogoś do głosu.

Czy to nie nam zdarzało się prowadzić długie i nijakie rozmowy zastępcze, w których starannie unikaliśmy tego, co najbardziej chcieliśmy powiedzieć? Ile głupich gestów i zachowań, które wzięły się bardziej z naszej nieporadności niż intencji, pozostało w pamięci drugich jako jedyny, a fałszywy nasz obraz? Czy to nie my właśnie, w przekonaniu o bezgranicznej hojności losu, niezliczenie wiele razy powiadaliśmy sobie, że chociaż się odwlecze, to przecież nie uciecze? I uciekło. I już się nie powtórzy. Bo był to ten jeden, jedyny raz, którego nie potrafiliśmy na czas rozpoznać.

Rosnąca latami liczba spraw nie dokończonych, ważnych i błahych, dużych i drobnych, otacza nas w końcu ze wszystkich stron, odbierając nam stopniowo, po kawałeczku, to, co określa się radością istnienia. I nieważne już, czy to cecha naszej strony internetowej czy nas samych. Bo nawet nadejście przyczyny, dla której Schubert nie dokończył symfonii, niczego tu nie zmieni. ENDIF. w

<hr>

bogdan.pilawski@bzwbk.pl