Berlin 2008

Zamiast Cafe du Nord była stacja Berlin Messe Süd, a poranek nie był - jak w wierszu u Tuwima - ani mglisty, ani śnieżny, bo - jesiennie już - słoneczny i ciepły. Nie najlepsza więc to chyba okazja do takich, tuwimowskich skojarzeń, od których jakoś nie mogę się uwolnić, ilekroć jestem w Berlinie.

Zamiast Cafe du Nord była stacja Berlin Messe Süd, a poranek nie był - jak w wierszu u Tuwima - ani mglisty, ani śnieżny, bo - jesiennie już - słoneczny i ciepły. Nie najlepsza więc to chyba okazja do takich, tuwimowskich skojarzeń, od których jakoś nie mogę się uwolnić, ilekroć jestem w Berlinie.

Gdy więc pociąg berlińskiej kolejki miejskiej zatrzymuje się tuż przed 10-tą na rzeczonej stacji Messe Süd, wydaje się, że dalej, w kierunku Spandau, nie jedzie już nikt, bo wszyscy właśnie tu wysiedli, by udać się na coroczną wystawę elektroniki użytkowej na Targach Berlińskich. Gęsty tłum szybko jednak znika z peronu, bo na czas imprez targowych otwiera się tu wiodące wprost do wejścia przejście, specjalnym pomostem nad torami.

Mimo tłumu, targowe kasy biletowe niemal nie mają zajęcia, bo większość gości zaopatrzyła się zapewne w tańsze (10 euro zamiast 14) bilety w internetowej przedsprzedaży, bądź w którejś z kas komunikacji miejskiej, gdzie też było taniej.

Jak na imprezę elektroniczną przystało, pierwsze spotkanie z elektroniką jest już przy wejściu, gdzie bilety kontroluje się ręcznymi skanerami kodów kreskowych. I tak elektronicznie jest dalej, aż do samego końca. Nawet obecny tam pierwszy raz w tym roku sprzęt AGD naszpikowany był elektroniką, bo chyba tylko proste miksery i odkurzacze nie miały np. wyświetlaczy. Niektóre lodówki natomiast wyglądały, jakby ktoś w drzwiach zamontował im mały laptop.

No i ekrany są wszędzie - różnego rodzaju, wielkości i rozdzielczości. Można zaryzykować tezę, że współczesny dom ma obracać się wokół centralnego ekranu, który organizuje całą resztę domowej przestrzeni. Gdzieś w niej są jeszcze kolejne ekrany, ale korzystającym dają one znacznie mniejszy zakres władzy niż ekran główny.

Składnikiem każdego takiego systemu jest i komputer. Pozostaje on jednak w tle, przeważnie w innym nawet pomieszczeniu, skąd - radiowo - stanowi źródło filmów i muzyki - ze swych własnych zasobów albo z Internetu.

W ogólności tegoroczną wystawę zdominowała Azja: nie tylko poprzez oddzielne pawilony tamtejszych gigantów, ale również przez setki stoisk małych firm, zgrupowanych geograficznie w osobnych halach i alejkach (Chiny, Hongkong, Korea, Taiwan, chiński rejon Shenzhen).

W tej, zajmującej kilka sporych hal, części wystawy było mnóstwo drobnicy, takiej jak np. elektroniczne ramki do zdjęć, zegarki i zegary elektroniczne, niewielkie odbiorniki radiowe, odtwarzacze kieszonkowe dźwięku i obrazu itp.

Gdybym miał coś z tego wybrać, to z pewnością byłaby to koreańska "inteligentna listwa zasilająca do komputera i jego urządzeń". Lista ta wpisywała się zresztą dobrze w przewodnie hasło całej wystawy, stawiające na "zieloność" energetyczną (nawet pralki reklamowano hasłem: czyste nie tylko pranie, ale i środowisko).

Rzeczona listwa, otóż, ma filtry, jak każda, i dwa rodzaje gniazd: zasilane stale i pod kontrolą współpracującego, poprzez łącze USB, z zasilanym z listwy komputerem. Specjalny program bieżąco pokazuje na jego ekranie zużycie prądu w każdym z gniazd i wylicza oszczędności, jakie udało mu się uzyskać, wyłączając urządzenia chwilowo nieaktywne lub wskazane w parametrach sterujących.

Spora chińska firma (Hualu, 12 tys. pracowników), która produkuje m.in. dla Panasonica i ma już w ofercie nawet odtwarzacze na dyski Blu-ray, pisze w swym prospekcie, że "podlega bezpośrednio Centralnemu Komitetowi Partii" i chwali się, że obecnie przynosi znaczne zyski (więc pewno kiedyś ich nie przynosiła).

Widać - w tym swoistym, chińskim oświeconym absolutyźmie - spore zyski nie przeszkadzają komitetowi, za co odwdzięcza się on tym, że i sam stara się nie przeszkadzać firmie.


TOP 200