Bazowe relacje

Do końca nie wiadomo, czy w miejscu pracy lepiej pracować, czy też zająć się budowaniem relacji z otoczeniem. Jeśli wybierzesz to pierwsze, ludzie stwierdzą żeś mruk i pracuś, a jeśli to drugie, to przylgnie do ciebie określenie nieroba i kombinatora, a czasem nawet i bawidamka.

Budowanie relacji zabiera czas niezbędny do wykonania pracy merytorycznej, czyli jest to czas stracony, chyba że budowanie relacji uznamy za pracę, to znaczy budowanie swojej kariery nie na produkcie ale na znajomościach i układach. A na to pozwalamy sobie tylko na szczeblach menedżerskich, przystoi to także (a wręcz jest wymagane) handlowcom. Jeśli zamiast produkować kod, administrować czy co tam jeszcze potrafisz, zaczniesz chadzać na kawkę do jednego, to do drugiego działu, to będziesz miał niezłą rozrywkę i urozmaiconą, a często i sympatyczną pracę. Nie sądzisz chyba jednak, że z tego będą cię rozliczać przełożeni. Jeśli tak jest, to nie wiadomo, dlaczego ta firma jeszcze istnieje. I jeszcze jedno: gdy otrzymasz wymówienie, nikt z tych, z którymi wszedłeś w relacje, nie pomoże, bo niby jak. Do szefa będą chodzić w obronie? Strajk solidarnościowy założą? Nie jesteś dla nich na tyle ważny, a oni boją się o swoje. No, chyba że budujesz relacje z szefami, czyli punktujesz. Ale te relacje też są dobre do czasu, bo łaska pańska na pstrym koniu jeździ. Zawsze przychodzi moment rozliczenia merytorycznego, w najmniej spodziewanym momencie. Okazuje się, że konkurencja już coś ma, do czego my nie zdążyliśmy się nawet przymierzyć. Jak się wtedy wytłumaczysz? Że budowałeś relacje i nie miałeś czasu zająć się problemem?

O pożytku ze smartfona można powiedzieć tyle, że jest pożyteczny najbardziej, gdy jest zepsuty. Ma naturę o tyle przewrotną, że pozwala na przenoszenie problemów z pracy do życia prywatnego i odwrotnie. Prawdziwą plagą są maniakalni koledzy wyposażeni w te ustrojstwa. W pracy trudno z nimi coś załatwić, bo zajęci są oburącz - pisaniem lub odbieraniem wiadomości, oczywiście dotyczących spraw prywatnych. Gdy już dopadniemy ich w chwili manualnej bezczynności, to i tak żadnego wątku nie warto rozwijać, gdyż wiadomo, że zaraz rozlegnie się dzwonek, buczek czy wibrator ich urządzenia, co spowoduje, że osobnik oddali się w odosobnienie na rozmowę. A potem pójdzie gdzieś dalej, zapominając gdzie był poprzednio. Zupełnie jak kula bilardowa. Po godzinach jest symetrycznie. Siedzisz z takim w barze, ale on przebywa w tym miejscu tylko ciałem. Duchem jest w pracy, załatwiając zaległą pocztę służbową i pisząc wiadomości. Przecież musi to kiedyś w końcu wykonać.

Metoda porozumienia z fanatykiem smartfona, oczywiście, jest. Trzeba sobie kupić podobne urządzenie i komunikować się tą drogą. Pamiętać jednak należy o jednym: w pracy poruszamy sprawy prywatne, a wieczorami zawodowe. Nigdy odwrotnie, bo nie uzyskamy synchronizacji.


TOP 200