Barter usług

Najdroższe i najtrudniejsze do wykonania bywają usługi nietypowe. Jest to związane z indywidualizacją pewnych działań i brakiem powtarzalności technologicznej stosowanej z powodzeniem w procesach seryjnych.

Najdroższe i najtrudniejsze do wykonania bywają usługi nietypowe. Jest to związane z indywidualizacją pewnych działań i brakiem powtarzalności technologicznej stosowanej z powodzeniem w procesach seryjnych.

Niedawno powierzyłem znajomemu samochód, aby trochę przy nim pomajstrował. Skoro zna się na tym i ma zaplecze, to czemu nie skorzystać, tym bardziej że tzw. autoryzowane serwisy pewnych rzeczy nie wykonują, zwłaszcza jeśli wymagane jest niestandardowe podejście do tematu. Komercyjne serwisy najlepiej potrafią przeprowadzić wymianę elementów na nowe, bez wnikania w szczegóły. Od znajomego otrzymałem w zamian komputer. Oczywiście nie jako nagrodę czy podziękowanie za udostępnienie możliwości "pogmerania" przy moim aucie, ale do naprawy. Komputer sprzętowo był sprawny, natomiast Windows 2000 się popsuł, a raczej należałoby powiedzieć, że został zepsuty. Proces logowania, na jedyne konto administratora bez hasła, kręcił się w kółko, w zapętleniu logując się i wylogowując samoczynnie i bez przerwy. No i wejdź tu człowieku "do systemu", aby cokolwiek pomajstrować. Oczywiście nie muszę już wspominać, że różne kombinacje rozruchu awaryjnego oraz przytrzymywanie klawisza Shift nie zmieniły ani na jotę stanu rzeczy. Co gorsza, naprawa systemu (podmiana plików systemowych) z oryginalnej wersji instalacyjnej nie wnosiła do sprawy niczego nowego.

Podchodząc do tematu wg utartej technologii, jak to się robi nagminnie, należałoby przeinstalować system. Ja tego jednak nie chciałem, bo po pierwsze nie lubię iść na łatwiznę, a po drugie żal było utracić zainstalowane aplikacje. Otóż postanowiłem więc dostać się do zawartości dysku nieco z boku, używając w tym celu Linuksa o nazwie Knoppix, który jest w pełni "wypasiony" i nie wymaga instalacji. Po prostu uruchamia się go z CD i już mamy zawartość systemu plików NTFS z Windowsami jak na dłoni, z możliwością edycji zresztą.

W pierwszym rzędzie podejrzewałem folder profilu administratora. Jednak nie tu tkwiła przyczyna. Dalej zainteresowałem się rejestrami i już chciałem je podmieniać, kiedy to zauważyłem binarny plik zdarzeń programu antywirusowego . Analizując zawartość (dużo krzaczków przeplatanych tekstem) wyszperałem informacje o zainfekowanych jakoby plikach systemowych. Następnie, kierując się nazwami tych plików, stwierdziłem ich brak w katalogu, gdzie zazwyczaj są spodziewane. A więc byłem "w domu" - monitor antywirusowy, działając jako usługa, za każdym razem usuwał pewne pliki systemowe, które akurat miały związek z logowaniem. Stąd też żadne standardowo przeprowadzane naprawy systemu nie mogły dać rezultatu pozytywnego. Używając Knoppiksa zmieniłem nazwę katalogu, w którym była wykonywalna wersja programu antywirusowego, aby przy starcie systemu aplikacja nie została odnaleziona. Następnie jeszcze raz wykonałem procedurę ratunkową Windowsa. I wreszcie zadziałało. Na zakończenie przeskanowałem dysk programem , który znalazł zaledwie jednego trojana i to w katalogu tymczasowym. W tej sytuacji zupełnie nie rozumiem dlaczego Avast narobił takiego zamieszania. Ale już więcej tego nie uczyni na tym komputerze.

Dobrze, że ludzie wspomagają się wzajemnie podłóg swoich umiejętności. Dobrze też, że jeden system operacyjny potrafi podratować inny system, gdy ten popadnie w tarapaty. Chociaż w tym przypadku akurat brak wzajemności