Bariera wyobraźni

Syn dostał na urodziny przenośny odtwarzacz mediów, tzw. empeczwórkę. Z głupia frant przeczytałem umowę licencyjną pomiędzy mną jako opiekunem prawnym syna oraz firmą, która urządzenie wytworzyła. Między innymi dowiedziałem się z niej, że wszelkie integrowanie odtwarzacza i dostarczonego z nim oprogramowania z innymi systemami jest zabronione, chyba że zgodzi się na to jego producent, a wszelkie przeróbki samego sprzętu i oprogramowania na nim zainstalowanego są ciężkim naruszeniem warunków licencji i mogą sprowadzić na mnie straszliwe kary.

Syn dostał na urodziny przenośny odtwarzacz mediów, tzw. empeczwórkę. Z głupia frant przeczytałem umowę licencyjną pomiędzy mną jako opiekunem prawnym syna oraz firmą, która urządzenie wytworzyła. Między innymi dowiedziałem się z niej, że wszelkie integrowanie odtwarzacza i dostarczonego z nim oprogramowania z innymi systemami jest zabronione, chyba że zgodzi się na to jego producent, a wszelkie przeróbki samego sprzętu i oprogramowania na nim zainstalowanego są ciężkim naruszeniem warunków licencji i mogą sprowadzić na mnie straszliwe kary.

Represyjne zapisy licencji stanowią pojęciowy i językowy zgrzyt w konfrontacji z samym urządzeniem. Jest ono śliczne i estetyczne, proste w obsłudze, ma bogatą funkcjonalność i znakomity zestaw aplikacji, które pomagają przenosić media na urządzenie. Słowem, ktoś kto je zaprojektował, musiał mieć bardzo wiele wyobraźni oraz "empatii rynkowej", czyli umiejętności wsłuchiwania się w oczekiwania klienta. Dlaczego człowiek, który robi rzeczy dobre, piękne i bogate funkcjonalnie, do pisania licencji zatrudnił prawnika o, nie bójmy się tego słowa, stalinowskiej mentalności?

Przecież w interesie każdego producenta powinno leżeć wyprodukowanie urządzenia, które uruchamia ludzką kreatywność! Przenośny odtwarzacz posiada dość dużą moc obliczeniową oraz sporą pamięć. Doskonale mogę sobie wyobrazić przeprogramowanie go na domową ramkę do zdjęć, minutnik do jajek, zabawkę tamagotchi albo budowę oprogramowania do prostych sieci peer-to-peer opartych o takich odtwarzaczach. Ale producent, zamiast zachęcać do takich modyfikacji udostępniając specyfikację API, opis interfejsów oraz forum wymiany informacji dla domorosłych programistów, zdecydował się na restrykcyjną licencję delegalizującą wszelkie modyfikacje i integracje.

Piesek Aibo wypuszczony w 1999, został "złamany" przez niezależnych programistów. Firma Sony, po krótkiej batalii prawnej, nie tylko dopuściła nieautoryzowane modyfikacje oprogramowania pieska, ale pod naciskiem klientów zrozumiała, że w jej interesie jest taka spontaniczna twórczość. Potem wręcz zachęcała do eksperymentów z Aibo, publikując tzw. programmer's kit.

Wydawało mi się, że to dość wymowna lekcja, ale najwyraźniej myliłem się. Producentowi empeczwórki mojego syna wystarczyło wyobraźni, aby zaprojektować bogate funkcje urządzenia, ale nie starczyło na stworzenie mechanizmów, by wyobraźnia użytkowników mogła znaleźć ujście. Smutna to lekcja dzisiejszego świata, który chyba jednak na wyrost określamy mianem Rzeczywistości 2.0.


TOP 200