Bank bez papieru

Na wstępie chciałbym odwieść od dalszego czytania tego tekstu wszystkich, którzy mają nadzieję znaleźć tu coś o tzw. biurze bez papieru, przez niektórych postrzeganym jako szczytowe osiągnięcie informatyki. Zamiast tego będzie to raczej okazja do retrospekcji lat minionych, kiedy to także było trudno o papier w rolkach, chociaż zupełnie innego rodzaju.

Na wstępie chciałbym odwieść od dalszego czytania tego tekstu wszystkich, którzy mają nadzieję znaleźć tu coś o tzw. biurze bez papieru, przez niektórych postrzeganym jako szczytowe osiągnięcie informatyki. Zamiast tego będzie to raczej okazja do retrospekcji lat minionych, kiedy to także było trudno o papier w rolkach, chociaż zupełnie innego rodzaju.

Podwładni mego Ojca mieli go za szefa wyrozumiałego, od czego był jednak wyjątek: bezwzględnie odsyłał tych, którzy przedstawiali mu do podpisu pismo napisane na maszynie, mającej zabrudzone czcionki i drukującej niektóre litery z zaczernionym środkiem, czyniąc np. czarne kółko z litery "o".

Podobnego niechlujstwa doświadczamy i dziś, kiedy wręcza się nam rachunki, kwity kasowe w sklepach czy potwierdzenia transakcji z bankomatów, sporządzone z wykorzystaniem kiepskiej, zużytej ponad miarę taśmy barwiącej. Gdy dodać do tego wyeksploatowaną głowicę drukującą, w której igły z trudem sięgają papieru, efekt jest wiadomy.

Dokonując zakupów, mam takie szczęście, że często, gdy dochodzę do kasy, akurat kończy się tam rolka taśmy papierowej. To jednak, co spotkało mnie w niedzielne popołudnie 6 maja, zdarzyło mi się pierwszy raz.

Otóż, chciałem się przekonać, jak mają się sprawy w banku, który miał poważne problemy związane z przejściem na inny system informatyczny, co było wynikiem próby połączenia z drugim bankiem. O niektórych, związanych z tym perypetiach, pisałem już przed dwoma tygodniami. Poszedłem więc na spacer, wstępując po drodze do wspomnianego banku, gdzie - na próbę - postanowiłem uzyskać skrócony wyciąg z ostatnimi operacjami.

Zamiast tego jednak na ekranie monitora zobaczyłem informację, że mojego życzenia nie można wykonać, bo... w bankomacie skończyła się rolka z papierem. Ponieważ sąsiedni bankomat już na wstępie informował, że "chwilowo nie działa", zakończyłem eksperyment i uznałem, że kłopotom w tym banku końca nie widać.

Obawy te potwierdziły się cztery dni później, gdy w czwartkowy wieczór przechodziłem obok oddziału tego banku we Wrocławiu. Na obu bankomatach widniały plakaty informujące, że gotówkę można uzyskać tylko u doradców, do których ustawiła się już spora kolejka klientów.

Kolejna próba przypadła na sobotę, 12 maja, czyli na koniec trzeciego tygodnia od dnia połączenia. Otóż - w tym samym oddziale co przed tygodniem - oba bankomaty informowały o tym, że nie ma w nich papieru, co uniemożliwia wydrukowanie mojego wyciągu.

Idę do doradców, którzy wyrażają ubolewanie z tego powodu. Pytam, czy rzeczywiście papieru brakuje od tygodnia? Tak, od tygodnia - słyszę w odpowiedzi. Czy wobec tego oni mogą mi wydrukować wyciąg? Tak, ale za opłatą, chyba że odczytają mi z ekranu, a ja sobie zapiszę...

Ponieważ brak papieru wydaje mi się problematyczny, idę do pobliskiego, innego oddziału. Tam w bankomatach również brak papieru!!! Jednak pani obsługująca stanowisko informuje mnie, że papier w ogóle jest, tylko z bankomatu nie można dostać wyciągu. Wyciąg taki, z operacjami od dnia połączenia, dostaję jednak z drukarki na stanowisku, z pieczęcią, podpisem i zapewnieniem, że nie poniosę w związku z tym żadnych kosztów.

Do dziś zastanawiam się, czy w pierwszym oddziale doradcy kłamali na polecenie, czy sami z siebie, mając już dosyć problemów, które zesłała na nich ich własna firma.

A jeszcze w piątek zamierzałem napisać tu o eLizie, nowej inicjatywie firmy IBM, która ma zrewolucjonizować świat serwerów. eLiza będzie za tydzień, bez względu na ewentualne dalsze trwanie problemów, których przedstawienie wypełniło ten felieton.


TOP 200