Bądźmy (trochę) wynalazcami

Napisałem z okazji wyborów o starej dziś już, amerykańskiej 'maszynie do głosowania'. Był to swoisty hymn ku czci wszystkich zalet, prostej, niedostępnej dla 'hakerów' techniki. Pozwalała ona od lat i nadal pozwala szybko i na bieżąco podawać wyniki głosowania, a jednocześnie chroni przed 'cudami nad urną'.

Napisałem z okazji wyborów o starej dziś już, amerykańskiej 'maszynie do głosowania'. Był to swoisty hymn ku czci wszystkich zalet, prostej, niedostępnej dla 'hakerów' techniki. Pozwalała ona od lat i nadal pozwala szybko i na bieżąco podawać wyniki głosowania, a jednocześnie chroni przed 'cudami nad urną'.

Pomyślałem sobie jednak, że byłoby ciekawe, gdybyśmy w gronie Czytelników i Autorów CW pomyśleli - przynajmniej dla treningu umysłowego - jak mogłaby dziś, czy raczej w niedalekiej przyszłości, wyglądać technika wyborów.

Różni Amerykanie od lat forsują ideę teległosowania. W różnych wariantach. Przez telefon - zakładając, że każdy obywatel ma dostęp do telefonu. Przez fax - zakładając podobną dostępność tego udogodnienia, które wydawało się taką rewolucją jeszcze parę lat temu... Wreszcie, teraz, poprzez sieć, poprzez Internet; znowu - przyjmując, że możemy stopniowo zapewnić każdemu obywatelowi dostęp do komputera w sieci.

Jestem zaprzysięgłym wyznawcą komputerowego postępu. Wiem, że "ogłupiające" gry, które na tak długie godziny przykuwają do komputera dzieci, będą miały swoją fazę wyższą, a nigdy nie wyeliminują prostych zabawek, fizycznie dotykalnych. Wiem, że promieniujący ekran kineskopu ustąpi miejsca ekranom sterowanym cyfrowo - bez żadnego promieniowania, które dociera do ciała użytkownika. Tak jak powszechność użytkowania komputerów ostatecznie wyeliminuje analfabetyzm (przemilcza się u nas fakt, że mamy w Polsce analfabetów i że wcale nie jest ich tak mało).

Rzecz jednak nie w takich nadziejach. Telewybór przekreśla solenność (tak, to stare słowo najlepiej tu pasuje) aktu głosowania. Obywatel winien pofatygować się, moim zdaniem, do lokalu wyborczego (pomijam osoby chore) - osobiście. Ze świadomością, że robi coś ważnego, podejmuje decyzje niecodzienne, przesądzające o życiu swego państwa czy też społeczności lokalnej na parę lat. Nie trzeba robić z głosowania czy referendum - codzienności. Nie po to wybieramy władzę, czyli kogoś, kto lepiej od nas zajmie się rozwiązywaniem pewnych problemów i lepiej się na nich (w założeniu) zna, żeby z każdym drobiazgiem zwracał się do nas. My mamy zabierać głos w sprawach ważnych lub wszystkich nas dotyczących. On ma swoją "działkę" spraw i rozliczymy go na koniec kadencji czy też po jakimś okresie sprawozdawczym. Bo wybory władz to wręcz kwestia podziału pracy.

Osobista fatyga chroni także system wyborczy przed teleniebezpieczeństwami, równie groźnymi w konsekwencjach, jak fałszowanie wyników przez komisje wyborcze. Innymi słowy, proponuję zdjąć taki temat z porządku dziennego.

Pozostaje pytanie, co może zrobić technika komputerowa dla wzbogacenia klasycznej "maszyny do głosowania" (warto zaś odnotować, że patent na taką konstrukcję otrzymał we Francji, na długo przed Edisonem, nasz emigrant Józef Ignacy Baranowski, bardzo utalentowany, a zapomniany wynalazca).

Nie chciałbym niczego tu przesądzać. Wydaje mi się jednak, że "maszynę" mógłby uzupełnić komputer z pamięcią ROM, w której zarejestrowano uprzednio listę uprawnionych do głosowania wraz z ich numerami PESEL, tak by przed samym aktem wyborczym sprzężony z tym komputerem czytnik pisma, otrzymawszy otwarty w odpowiednim miejscu dowód osobisty, sprawdził dane, wykluczając jednocześnie tym samym powtórne głosowanie.

Zliczanie pozostawiłbym - mechaniczne. To zabrzmi śmiesznie, ale, mimo wszystko, jest pewniejsze. Wynik tylko mógłby być - poza ukazaniem go przez maszynę w tradycyjnym trybie - przekazywany do komputera, by ten przekazał go dalej. Sieć mogłaby wtedy zapewnić bieżącą szybszą relację z przebiegu głosowania...

Czekam na pomysły. Na razie wybieram się do Klubu Książki i Prasy na Plac Unii Lubelskiej, gdzie warszawski "Ruch" zainstalował dwa stanowiska z dostępem do Internetu, przez który mogę sprawdzić w kilkuset czasopismach świata, czy ktoś już nie zajął się tym problemem...


TOP 200