Bąbel z cyfrowym dopalaniem

Pewna agencja turystyczna namawiała mnie tego lata na wakacje w Turcji albo w Tunezji (nie pamiętam dokładnie).

Pewna agencja turystyczna namawiała mnie tego lata na wakacje w Turcji albo w Tunezji (nie pamiętam dokładnie).

Starano się wdrukować w moją świadomość obraz "wymarzonych wakacji": zamieszkam w komfortowym hotelu, położę się na leżaczku nad basenem, gdzie hotelowy boy będzie serwował mi drinki. Mój komfort miała powiększyć polska rezydentka, mówiąca składnie po polsku obsługa hotelowa oraz zestaw polskich kanałów informacyjnych w hotelowej kablówce. Zaś niezbędną porcję egzotyki otrzymam podczas jednego wieczoru, gdzie wystąpi lokalny zespół folklorystyczny.

Badacze tematu piszą o "środowiskowym bąblu", w jakim znajduje się współczesny turysta. Rzekomo, szukając innego świata, życia innych ludzi, turysta de facto wiezie z sobą "kokon" własnego środowiska: hotel w europejskim standardzie, klimatyzowany autokar, higienę, do jakiej jest przyzwyczajony i docierające wszędzie media z kraju pochodzenia. Tego oczekuje klient - i to właśnie funduje mu masowy przemysł turystyczny.

Każdy, kto widział film "Vabank 2", pamięta szatański pomysł, jaki posłużył Kwincie i Duńczykowi do zemsty. Z rekwizytów teatralnych zmontowano niby-granicę, a potem wsadzono bankiera do samolotu i po dwugodzinnym locie w kółko wylądowano koło domu wystylizowanego na szwajcarską willę. Dopiero rano, jak przyjechała policja, Kramer i jego kompan zorientowali się, że wystrychnięto ich na dudka i zamiast do Szwajcarii przewieziono ich w okolice Zegrza.

Zastanawiam się, kiedy przemysł turystyczny wpadnie na oczywisty pomysł: nie trzeba ludzi wozić do Tunezji albo Turcji. Można ich wsadzić do samolotu na lotnisku, pobujać trochę (no dobrze, można nawet wystartować i wylądować), a potem zawieźć do hotelu "Sheikh's Tropical Garden" gdzieś pod Sieradzem, gdzie smaglolicy hotelowi boye (przyda się solarium) podadzą drinki o egzotycznie brzmiących nazwach. Technologie informatyczne mogą w takiej "wirtualizacji" wakacji bardzo pomóc, kreując np. błękitne niebo, pejzaż palm za oknem albo sterując kwarcowym oświetleniem zapewniającym ciepły i słoneczny dzień.

Korzyści ze zredukowania turystyki do samego "bąbla" będą trudne do przeceniania: zatrudnienie dla wielu osób w kraju, zmniejszona emisja gazów cieplarnianych w związku z ograniczeniem przelotów itd. Warto wspomnieć o jakże ważnym ograniczeniu napięć społecznych, jakie niepowstrzymana fala turystów wywołuje w niektórych krajach. Wyższe marże powinny ostatecznie przekonać przemysł turystyczny, że warto.

Słowem, jestem przekonany, że "wirtualizacja wakacji" to następny, przyszłościowy trend w biznesie, a informatycy wesprą go mocą posiadanej przez siebie wiedzy o technologii.