Awaria na biegunie

Oj, nie miał szczęścia Mikołaj w tym roku. Najpierw związki zawodowe elfów wszczęły strajk, domagając się lepszych warunków pracy i wyższej temperatury w warsztatach. Co było robić - trzeba było zamontować dodatkowe ogrzewanie, co przy dzisiejszych cenach paliw nawet świętego mogło przyprawić o ból głowy.

Oj, nie miał szczęścia Mikołaj w tym roku. Najpierw związki zawodowe elfów wszczęły strajk, domagając się lepszych warunków pracy i wyższej temperatury w warsztatach. Co było robić - trzeba było zamontować dodatkowe ogrzewanie, co przy dzisiejszych cenach paliw nawet świętego mogło przyprawić o ból głowy.

Potem miała miejsce negatywna kampania w mediach - centra handlowe zaczęły przekonywać ludzi, że żaden Mikołaj nie istnieje i żeby bliscy dostali prezenty, to trzeba je im wcześniej kupić i położyć pod choinką. Ludzie - naiwni jak małe dzieci! - uwierzyli i hurmem ruszyli do sklepów. Ci, którzy napisali do Mikołaja, mieli życzenia albo niemożliwe do wykonania w mikołajowych warsztatach ("zdrowia, szczęścia pomyślności"), albo zbyt wygórowane - jak jeden facet, który rozbił minivana i prosił o nowego.

No, ale najgorsze wydarzyło się teraz. Awaria głównego serwera zaskoczyła wszystkich - a najbardziej krasnoludki odpowiedzialne za jego utrzymanie. Mikołaj nie mógł sobie podarować kilku gorzkich słów pod ich adresem: na co dzień pomagały wielu organizacjom w administrowaniu serwerami. Wystarczy spytać każdego pracownika większej firmy niezwiązanego z informatyką, kto administruje ich serwerami. Większość zrobi wielkie oczy - to serwerami trzeba administrować? A to właśnie krasnoludki od świętego Mikołaja! Ale o własny park serwerowy zadbać nie potrafiły. Awaria macierzy dyskowej sprawiła, że dane o wszystkich tegorocznych prezentach licho wzięło. Owszem, były kopie zapasowe, ale przy tej objętości nie było ich nawet gdzie odtworzyć. Świąt nikt nie przełoży o miesiąc, a oferty dostawy i skonfigurowania nowych macierzy mówiły o czasie od trzech tygodni w górę. Krasnoludy broniły się, że już dwa lata temu dostarczyły Mikołajowi dokument zatytułowany "Analiza potrzeb stworzenia środowiska awaryjnego", ale wyrzucił je wtedy za drzwi, widząc cenę i zupełnie nie słuchał argumentów o zarządzaniu ryzykiem.

Słowem, Mikołaj został bez listy zakupów oraz adresów - i to poniekąd na własne życzenie. Wyglądało na to, że prezentów w tym roku nie będzie. Nie trzeba chyba nikogo przekonywać, ile rozczarowanych westchnień miałoby miejsce w domach, ile dziecięcych buź wygięłoby się w podkówkę... o nie, Mikołaj dobrze wiedział, że musi z tym coś zrobić.

Pomysł przyszedł mu do głowy, kiedy przeglądał stare pamiętniki z okresu szkolnego, kiedy jeszcze nie był żadnym świętym, tylko po prostu Mikołajem. Jedna z koleżanek (ach te błękitne oczy!) wpisała się następującymi słowy: "Gdzie słyszysz śpiew tam wchodź, tam dobre serca mają". Mikołaj już wiedział co robić. Technologia technologią, ale przyda się czułe ucho i wyczucie miejsca. Zdemontował więc dzwonki w saniach, owinął reniferom kopyta miękką flanelą (ależ się zdziwiły, szczególnie Rudolf), naładował pełen worek prezentów i ruszył w świat.

I leciał w całkowitej ciszy nad domami, pilnie nasłuchując, z którego dochodzą melodie kolęd. Czułe ucho Mikołaja dobrze rozróżniało, kto śpiewa sam, a kto puszcza kolędy z płyt lub MP3. Może do Państwa też zawitał tej nocy? Jeśli znaleźli Państwo pod choinką coś wyjątkowego to na pewno był on. Jeśli zaś same prezenty z centrum handlowego - to pewnie ominął Państwa dom ze względu na odtwarzanie kolęd zamiast śpiewania.

Sam Mikołaj zaś znalazł książkę pod choinką. Miała długi i trudno zrozumiały tytuł, coś w rodzaju "Zarządzanie ryzykiem przerwania działalności operacyjnej w wyniku awarii kluczowych systemów informatycznych" czy jakoś tak. Przyda się na długie, bezczynne wieczory, których Mikołaj ma aż zbyt wiele między jednym a drugim Bożym Narodzeniem.


TOP 200