Ariergarda awangardy

Myślę, że zdecydowana większość Czytelników CW należy do szeroko rozumianej branży telecom. Od dobrych kilku lat mamy wszyscy świadomość, że to nasza branża jest motorem postępu i nadzwyczajnego rozwoju cywilizacji, przenikając powoli, acz nieustępliwie do wszystkich dziedzin życia i wywierając na ludzi olbrzymi wpływ.

Myślę, że zdecydowana większość Czytelników CW należy do szeroko rozumianej branży telecom. Od dobrych kilku lat mamy wszyscy świadomość, że to nasza branża jest motorem postępu i nadzwyczajnego rozwoju cywilizacji, przenikając powoli, acz nieustępliwie do wszystkich dziedzin życia i wywierając na ludzi olbrzymi wpływ.

Jak olbrzymi, tego ciągle jeszcze nie jesteśmy w stanie oszacować, ale chyba wszyscy zgadzamy się, że komputery zmieniły standard życia, przysparzając ludzkości nowych możliwości rozwoju. W kilku słowach można to streścić powiedzeniem, że "komputeryzacja awangardą postępu".

Czy jednak rzeczywiście? Czy zastosowanie komputerów spowodowało obserwowaną w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku eksplozję rozwoju gospodarczego i wzrostu dobrobytu? Czy komputerowcy są w awangardzie cywilizacji i postępu? Emerytowany profesor MIT oraz noblista z roku 1987 (ekonomia) Robert Solow twierdzi, że nie (http://web.mit.edu/newsoffice/tt/2001/nov07/cmi.html). R. Solow wraz z brytyjskim ekonomistą Rowthornem przeanalizowali dane z gospodarki USA oraz brytyjskiej z ostatnich kilkunastu lat i uważają, że wzrost produkcyjności w latach 1987-2000, zauważalny przede wszystkim poprzez gwałtowny wzrost indeksów giełdowych, był efektem zmian tylko w sześciu spośród 59 głównych gałęzi przemysłu.

Mało kto potrafiłby a priori wyliczyć te sześć przemysłów, szczególnie pierwsze trzy. Były to bowiem: sprzedaż hurtowa, sprzedaż detaliczna oraz giełdy towarowe. Według szacunków Solowa i Rowthorna, wymienione trzy gałęzie miały trzykrotnie większy wkład we wzrost produkcji niż następne trzy, którymi były tak jak byśmy oczekiwali: produkcja urządzeń elektronicznych, produkcja urządzeń przemysłowych (w tym komputerów) oraz telekomunikacja. Można oczywiście powiedzieć, że postęp w obrocie towarami jest wynikiem zastosowania komputerów, ale będzie to tylko część prawdy. Innymi czynnikami były bowiem centralizacja magazynów, automatyzacja procesu przepływu towarów oraz usprawnienie zarządzania. Szczególnie w sprzedaży detalicznej wydaje się, że łatwo wskazać na nowy model, nazwany fenomenem Wal-Mart, czyli amerykańskich supermarketów. Spowodowały one, że wszyscy sprzedawcy musieli ponownie przeanalizować efektywność swoich modeli biznesowych.

Tymczasem dla nas w branży komputerowej Solow ma raczej złe wieści. To przeinwestowanie w technologie informatyczne (czyli wzrost sprzedaży żelastwa oraz oprogramowania) wyzwoliło obecną recesję gdzieś w połowie roku 2000. Nie należy więc być dumnym z olbrzymich wzrostów obrotów, bo były one tylko początkiem końca. W najbliższych 5 latach Solow nie przewiduje podobnego wzrostu, tym bardziej że istnieje ciągle duża różnica między gospodarką amerykańską a europejskimi, co dobrze widać na przykładzie gospodarki brytyjskiej. Otóż, w usługach firmy amerykańskie są wydajniejsze o 20%, ale w produkcji już o czynnik dwa. Co więcej, firmy amerykańskie w ciągu ostatnich 25 lat zwiększyły produkcję dwa razy przy podobnej liczbie pracowników, zaś brytyjskie produkują dziś z grubsza tyle samo, ale przy dwa razy mniejszej liczbie zatrudnionych.

Wnioski dla nas w Polsce nasuwają się same. Jeśli będziemy powielali model amerykański, to powstanie więcej supermarketów i będzie więcej bezrobotnych. Tak działo się m.in. w Hiszpanii, której nie pomogło członkostwo w Unii Europejskiej. A branża komputerowa może oczekiwać dalszego wzrostu sprzedaży, szczególnie oprogramowania. Pozostaniemy jednak w ogonie postępu. Czy to źle? Nie wiem.


TOP 200