Arab Girls, czyli - co widać na ekranie?

No i miał tu być dalszy ciąg pogodnego tekstu z ubiegłego tygodnia, po Arab Girls miała iść frywolna marka Sekret Wiktorii, a tu niespodziewanie pojawił się nam złowrogi cień. Cień zidentyfikowanego obiektu kosmicznego.

No i miał tu być dalszy ciąg pogodnego tekstu z ubiegłego tygodnia, po Arab Girls miała iść frywolna marka Sekret Wiktorii, a tu niespodziewanie pojawił się nam złowrogi cień. Cień zidentyfikowanego obiektu kosmicznego.

A wszystko przez naszą telewizję, o której już przed tygodniem pisałem, że najlepiej jej nie oglądać. Ale - stało się: zajrzałem w nieodpowiednim momencie do sąsiedniego pokoju, a tam na cały ekran nagłówek lokalnej gazety krzyczący, że jakiś satelita niechybnie spadnie na Leszno. No to szybko do kiosku, kupuję gazetę, której od lat już nie miałem w ręce i czytam, co też temu Lesznu grozi. Bo jak w niebezpieczeństwie jest Leszno, to i w jakimś sensie ja sam, bo to przecież na drodze z Poznania do Wrocławia.

Z gazety niewiele wynika, zmieniam więc kanały naziemne i satelitarne, ale nigdzie nic o tym. O, myślę sobie, to jeszcze jakaś zmowa milczenia, a ten, tam w górze, lata nad nami i tylko mierzy, by trafić w to Leszno i mój pociąg. Okazuje się też, że jak zwykle w trudnych przypadkach, na władze liczyć nie można. Prezydent na Litwie, premier na urlopie i znów zdani jesteśmy sami na siebie.

A przecież zwyczajnym takim pociągiem nie pojadę. Resztki pancernego po powstańcach wielkopolskich stoją pono gdzieś w Poznaniu, ale do jazdy chyba się nie nadają. Zresztą, nigdy nie dotarł on dalej jak za Rawicz, gdzie od wojny do dziś każda kolejna granica między Wielkopolską a Dolnym Śląskiem biegnie po linii granicznej Polski z Trzecią Rzeszą.

Jechać, nie jechać? Nikt nie mówi, kiedy to-to ma spaść. Przydałby się chociaż któryś ze starych kolegów, co to jak kończyli matematykę na UAM, Wojsko Polskie brało ich na rok do artylerii w Toruniu i robiło z nich osobiste komputery. To znaczy, każda osoba była takim komputerem i wyliczała trajektorie pocisków lecących ileś kilometrów nad poligonem, który przecina linia kolejowa Poznań-Toruń. No to, żeby nie trafili przypadkiem w pociąg, oprócz papieru i ołówka dostawali jeszcze rozkład jazdy PKP i mieli tak liczyć, by pocisk nie krzyżował się z pociągiem, chyba żeby ten ostatni spóźnił się albo pospieszył, co byłoby już winą braku (wojskowej) dyscypliny na PKP.

Na razie jeszcze nie jadę, wróćmy więc do telewizji z poprzedniego felietonu. Na ostatniej wystawie elektroniki w Las Vegas, o której wystawcy i zwiedzający zgodnie mówią, że wielkością przerosła już samą siebie, płaski ekran o rekordowej przekątnej 150 cali pokazał Panasonic. Dla lepszego efektu z ekranów takich ułożono tam całą ścianę, którą jednak niespodziewanie i w całości wygasiła, ukryta w tłumie zwiedzających grupa dowcipnisiów, posługująca się słynnymi już pilotami, potrafiącymi niezauważenie wyłączyć każdy telewizor.

A podczas transmisji Super Bowl szczytem reklamowym okazała się bielizna damska firmy Victoria's Secret, co w jednym momencie obejrzało podobno ponad 100 mln widzów. Chciałoby się zbudować paralelę słowną i rzec - w sam raz coś dla tytułowych Arab Girls, ale one tej akurat bielizny nie noszą, a nawet idą jeszcze dalej - bo na ekranie nie noszą w ogóle żadnej.

Można spierać się o plazmy i LCD, o liczbę linii na ekranie, jakie jesteśmy w stanie dostrzec i nawet o to, czy polskie przejście na nadawanie cyfrowe będzie ostatnie w Europie, czy może ostatnie na świecie. Najbardziej interesujące w tym kontekście są tu jednak wyniki uzyskane przez firmę badania opinii Leichman Research. Wynika z nich, że w USA ponad połowa posiadaczy telewizorów wysokiej rozdzielczości w ogóle nie ma dostępu do programów tego rodzaju. Połowie z tej połowy nie przeszkadza to jednak pozostawać w przekonaniu, że takowe ogląda.

Syndrom Arab Girls?


TOP 200