Analfabetyzm komputerowy

Moje noworoczne postano-wienie poprawy1 (leniwym oraz bez dostępu do internetu przypominam: w roku 2008 nikomu nie pomagam w problemach komputerowych) ma swoje podłoże w prostych faktach.

Moje noworoczne postano-wienie poprawy<sup>1</sup> (leniwym oraz bez dostępu do internetu przypominam: w roku 2008 nikomu nie pomagam w problemach komputerowych) ma swoje podłoże w prostych faktach.

Komputery naprawdę trafiły pod strzechy, a większość użytkowników nigdy nie była szkolona w ich stosowaniu. Myślę, że gdybyśmy zrobili ankietę wśród pracowników redakcji, włącznie z felietonistami i blogerami, to okazałoby się, iż wszyscy jesteśmy samoukami. Jedni uczyli się z pasją i po nocach, inni zaś po wstępnym pokazaniu jak działa myszka i co to jest menu, nie przyłożyli się do zrozumienia istoty działania komputera.

Niewielka w tym zresztą wina nowoczesnych analfabetów, gdyż opisana przypadłość jest tylko wariantem tradycyjnego braku umiejętności czytania i pisania. A raczej głównie czytania. Wszystkie popularne systemy operacyjne, włączając w to dystrybucje Linuksa, pozwalają znaleźć odpowiednie polecenia przez przeszukiwanie systemu menu. Niektóre z nich, zwane przyjaznymi, są w tym względzie łatwiejsze - nie podam przykładu, bo zaraz naskoczą na mnie, żem fanatykiem jabłuszek. Inne przypominają codziennie, że logika ludzkiego myślenia nie jest tylko jedna. To, co jest oczywiste dla pana Nowaka, wcale nie musi być takie dla pani Kowalskiej i vice versa. Zmiana stosowanego OS, a nawet tylko przejście na inny program służący np. do pisania, powodują u większości ludzi blokadę, objawiającą się niemożnością łatwego klikania. Winni zamieszania są projektanci GUI, którzy z jednej strony dostają coraz większe listy poleceń, a z drugiej chcą ulepszać pracę poprzedników.

W rezultacie nawet największy zwolennik Windows, przesiadając się z XP na Vista, w pierwszym okresie cierpi, będąc zmuszonym szukać dobrze znanych poleceń, które odnajdują się w innych miejscach drabinki menu. Na szczęście nikt nie zmienia już od dawna podstawowych zasad: na przykład podwójne kliknięcie na ikonie w dalszym ciągu otwiera podczepiony plik. Uwaga! W powyższym przykładzie specjalnie zastosowałem język, którym na co dzień posługują się masy, gdyż niestety nasz język komputerowy został opanowany przez specyficzny slang. Analfabetyzm idzie w parze z ubogim słownictwem. Co zresztą jest oczywiste. Wszelkie próby kreowania logicznego języka są z góry skazane na porażkę, o czym świadczy przypadek powtórnej lokalizacji Mac OS X<sup>2</sup> - zły język, ale powszechny, wyparł dobry i spójny.

Lansowana swego czasu idea komputerowego prawa jazdy<sup>3</sup>, które dorobiło się przydomka "europejskiego certyfikatu", umiera śmiercią naturalną. Jest oczywiste, że żaden certyfikat nie pomoże w szybko zmieniającym się świecie. Być może, gdyby przyszło odnawiać go co rok, to jeszcze szkolony nadążałby za zmianami. Jednakże trzyletni okres, w którym należy zdać 7 egzaminów, oznacza w praktyce niekończący się proces. Ma to sens dla szkolących, ale chyba nie dla szkolonych. Być może nadejdzie taki dzień, gdy większość ustawień systemowych będzie wykonywała się sama. Przypomina mi to sytuację z odtwarzaczami kaset VHS - typowym widokiem w domach wielu Polaków w XX wieku był migający napis "12:00". Od czasu, gdy komputerowe urządzenia do nagrywania programów TV korzystają z zegarów sieciowych (poprzez kabel), nie potrzeba już ustawiać zegarków. Ba, zegarki jako takie w nagrywarkach DVD stają się zbędne, bo telefon komórkowy i tak podaje czas z dokładnością do sekundy. Analfabeci wszystkich krajów, cieszcie się, do Was należy przyszłość!

<sup>1</sup>http://www.computerworld.pl/artykuly/artykul.asp? id=57003

<sup>2</sup>http://bloq.computerworld.pl/news/134266.html

<sup>3</sup> http://ecdl.idn.org.pl


TOP 200