Amatorzy i profesjonaliści

Jak wiadomo z dziejów ostatniego półwiecza, w rozwoju komputeryzacji i sieci komputerowych przodują instytucje naukowe, głównie uczelnie.

Jak wiadomo z dziejów ostatniego półwiecza, w rozwoju komputeryzacji i sieci komputerowych przodują instytucje naukowe, głównie uczelnie.

Wraz z nastaniem u nas w kraju ery małych komputerków (zaczynałem swoje kontakty z komputerem od obliczeń naukowych na ZX81!), a potem pecetów, pojawiła się grupa zapaleńców, którzy ślęczeli dniami i nocami nad klawiaturą i - rzadkimi wówczas - książkami, ucząc się podstaw działania i "bebech/ow" tych maszynek. Na uczelniach prym wiedli młodzi naukowcy, doktoranci i - dopuszczeni do owych cennych urządzeń na mocy specjalnych zezwoleń - wybrani studenci. Zapał ich był wielki. Bez specjalnych zachęt czy motywacji konfigurowali, usprawniali i pielęgnowali działanie maszyny i systemy. Każdy pojawiający się problem stawał się wyzwaniem. Jego podjęcie było nakazem honoru.

Takie samo zjawisko obserwowałem, gdy rodziły się sieci. Sam układałem kabel sieciowy i konfigurowałem komputery w instytucie. Paru zapaleńców z własnej woli i własnymi siłami nauczyło się administrowania. Sieć ruszyła, ludzie byli zadowoleni.

Znaczny udział zapaleńców-amatorów w całym tym komputerowym interesie spowodował specyficzne zmiany w świadomości dyrektorów i kierowników instytucji naukowych. Ponieważ sieć działała i rozwijała się, a pieniądze wydawano prawie wyłącznie na sprzęt, wśród wielu rodziło się przekonanie, iż rzecz z siecią ma się podobnie, jak z odkurzaczem czy pralką: wystarczy kupić, włączyć do prądu i już wszystko pracuje. Trudu związanego z utrzymaniem i konserwacją sieci prawie nie widać. To tak jak z telefonami albo wodociągami - dopiero, gdy coś się psuje, wzywa sie fachowca i widzi jego pracę.

Dopóki sieć jest niewielka, a komputery pracują pod prymitywnym DOS-em, niewiele trzeba wiedzieć i dorywcza praca amatorów wystarcza, by wszystko działało. Ale gdy pajęczyna staje się większa, a komputery coraz chętniej pracują pod kontrolą Unixa, pracy przybywa. Amatorstwo przestaje wystarczać. Potrzeba więcej wiedzy, możliwości, doświadczenia. Praca zapaleńców to zwykle ich hobby, uprawiane poza podstawowym zakresem obowiązków. Stan taki utrwala wśród ludu przekonanie, że praca przy sieci jest ze swej natury pracą społeczną, więc płacić za nią nie trzeba. Stąd zdumienie i zdziwienie na twarzach kierowników i dyrektorów, gdy zada się im pytanie: ile zapłacą za taką czy inną usługę.

Hobbiści nie zawsze jednak mają czas na zajmowanie się swoim hobby. Miewają pilniejsze zajęcia. Nic więc dziwnego, że gdy się coś "sypie", pomoc z ich strony nie przychodzi natychmiast. A sieć, jeśli ma służyć czemuś więcej niż tylko zabawie, powinna pracować bez przerwy. Recepta jest prosta. Na etapie prób, w zaczątkach wystarcza wiedza i zapał amatorów. Potem nadchodzi czas profesjonalistów. Profesjonalista zna się na rzeczy szerzej niż amator. Być może poszczególne fragmenty jego wiedzy nie są równie głębokie, ale mając lepsze rozeznanie w całości problematyki, szybko dowie się, doczyta lub domyśli właściwych rozwiązań. Profesjonalista bierze pieniądze za swoją pracę, a co za tym idzie można odeń wymagać szybkiego, sprawnego i profesjonalnego działania. Amator, gdy chce, zrobi coś, ale gdy nie ma chęci lub czasu - odmówi. A sieć leży. Czyż to nie podobnie, jak w literaturze (podobno)?: z potrzeby serca piszą grafomani; prawdziwy artysta robi to dla pieniędzy.

Czas zatrudnić zawodowców!

<hr size=1 noshade>Paweł Misiak jest zastępcą kierownika Wrocławskiego Centrum Sieciowo-Superkomputerowego