Ale system działa!

Jeden z ulubionych moich wierszyków pochodzi z Bajeczek Babci Pimpusiowej, których autorem jest nieodżałowanej pamięci Andrzej Waligórski.

Jeden z ulubionych moich wierszyków pochodzi z Bajeczek Babci Pimpusiowej, których autorem jest nieodżałowanej pamięci Andrzej Waligórski.

Zrobił wilk elektrownię, lecz by prąd uzyskać

Spalał w niej cały węgiel z kopalni od liska.

Kopalnia z elektrowni cały prąd zżerała

Stąd brak światła i węgla. Ale system działa!

Kiedy Poeta pisał te słowa, była to dosłowna satyra na stosunki gospodarcze w peerelu. Kopalnie kopały węgiel, który następnie spalano w elektrowniach. Największym odbiorcą prądu był przemysł ciężki, który produkował maszyny, aby kopalnie mogły kopać więcej węgla, a elektrownie produkować z niego więcej prądu. Ten dodatkowy prąd był wykorzystywany przez kopalnie i przemysł ciężki, który produkował maszyny, dzięki czemu... itd. Coraz większa produkcja prądu powodowała coraz większe jego ubytki i częstsze "planowane wyłączenia", czyli wspomniany brak światła - ja sam w latach osiemdziesiątych przeczytałem przy świecach niejedną książkę. Proszę wybaczyć to przydługie wyjaśnienie. Skądinąd wiem, że Computerworld zaczynają czytać pokolenia, które tych czasów nie oglądały z bliska.

Jednak, jak to często w poezji bywa, strofy okazały się ponadczasowe i dziś można je z powodzeniem stosować do biznesu. Zawsze w takich kategoriach postrzegałem zawód księgowego. Teoretycznie księgowy to osoba, która zajmuje się właściwym zapisywaniem operacji gospodarczych w księgach rachunkowych firmy. Ale to pozory - tak naprawdę księgowy to ktoś, kto pozwala firmie korzystnie obchodzić przepisy. W ten sposób księgowi wypracowują środki często większe niż pracownicy "produkcyjni" (cokolwiek to znaczy). Dzięki temu można zatrudnić jeszcze lepszych księgowych, którzy znajdą nowe luki w prawie i podatkach, wypracowując tym samym większe środki, które potem... ale system działa!

Sądzę, że podobnie można spojrzeć na informatykę. Widziałem już firmę, w której 80% budżetu było przeznaczone na utrzymanie serwerowni, w której pracowała ponad połowa kadry. Co więcej, dwóch członków zarządu, z którymi rozmawiałem na ten temat, uważało to za powód do dumy. Na moje nieśmiałe pytanie, jakie firma odnosi korzyści z posiadania tak wspaniałej infrastruktury, otrzymałem odpowiedź, że ogromne. "To znaczy jakie, konkretnie?" - dociekałem. Panowie popatrzyli na siebie zmieszani, po czym przyznali, że firma nie posiada takich wyliczeń i - co więcej - nie wie jak miałaby je przeprowadzić. I całe szczęście, że w porę ugryzłem się w język i nie zacytowałem wierszyka Andrzeja Waligórskiego, bo by się pewnie obrazili. System działa! Zresztą, może i potrzebowali takiej superserwerowni. Lepiej byłoby jednak, gdyby to policzyli.

O ile jednak sztuczny popyt na księgowych kreowany jest przez władzę, która nie ustaje w mnożeniu obciążeń niemożliwych do zniesienia w sposób inny niż ich omijanie, to sztuczny popyt na informatykę i informatyków jest usprawiedliwiony jedynie niewiedzą menedżerów. Proszę mnie źle nie zrozumieć - nie twierdzę, że z reguły informatyka funkcjonuje jak kopalnia liska z Bajeczek Babci Pimpusiowej. Twierdzę jedynie, że tam, gdzie nie przynosi ona konkretnej, mierzalnej wartości dodanej, wkrótce zostanie to postawione w centrum uwagi. I daj, Panie Boże, oleju w głowie menedżerom, żeby rozumieli "wartość dodaną" nie w sposób trywialny, jako zysk księgowy, a jako maksymalizację korzyści w długim okresie.

Na tę okoliczność proszę sobie przygotować dopracowaną odpowiedź. Lojalnie ostrzegam: stwierdzenie "Ale system działa!" może nie wystarczyć.