Agro-informatyka

Codzienne coraz trudniejsze dojazdy do pracy umila mi słuchanie radia. Z tego też źródła dowiedziałem się, że będąc rolnikiem lub mając pochodzenie rolnicze można za darmo przeistoczyć się w informatyka. Cykl szkoleń dla tej grupy społecznej finansuje Europejski Fundusz Społeczny wraz z naszym państwem. Bóg zapłać dobrzy ludzie! Zastanowiło mnie, jak też rolnicy uwolnią w przyszłości moce informatyki.

Codzienne coraz trudniejsze dojazdy do pracy umila mi słuchanie radia. Z tego też źródła dowiedziałem się, że będąc rolnikiem lub mając pochodzenie rolnicze można za darmo przeistoczyć się w informatyka. Cykl szkoleń dla tej grupy społecznej finansuje Europejski Fundusz Społeczny wraz z naszym państwem. Bóg zapłać dobrzy ludzie! Zastanowiło mnie, jak też rolnicy uwolnią w przyszłości moce informatyki.

Oferowane tą drogą darmowe szkolenia pozwalają uzyskać dyplom technika informatyka wzbogacony certyfikatami Microsoftu, przysposabiając absolwentów do znalezienia pracy w jednej z kilku bardziej lukratywnych profesji informatycznych, jakimi są administracja systemami, sieciami, bazami lub też projektowanie i programowanie. Jednym słowem żyć, nie umierać. Patrzeć tylko, jak chłopcy z pól i łąk rzucą się do darmowej nauki, do której rozpoczęcia nie jest wymagana nawet matura. Dla mnie taki proces edukacyjny ma wiele cieni i odcieni. Przede wszystkim stwarza pozory, że informatyka jest nauką technicznie łatwą, szybko przyswajalną, nie wymagającą teoretycznych podwalin nauk podstawowych. Skoro - wychodząc z niniejszego założenia - technik informatyk może wykonywać ten sam zawód co magister, to zastanawiam się po jakiego czorta niemal każda szkoła wyższa kształci dyplomowanych informatyków. Wobec powyższego należałoby raczej kadrę dydaktyczną rozpuścić do domów, a informatykę propagować jedynie w wydaniach kursowych. Drugie dno to mydlenie oczu możliwością pozyskania pracy. Nie mogą jej otrzymać dobrze edukowani absolwenci utytułowanych uczelni, a na technika akurat czeka wręcz każdy zakład pracy. Nie należy też liczyć zbytnio na zatrudnienie w miejscu zamieszkania, gdyż rolnictwo owszem modernizuje się i zdarzają się skomputeryzowane obory, ale do zarządzania nimi nie jest potrzebny informatyk. Być może jakieś sołectwo skusi się na utworzenie swojej strony internetowej, ale pracy przy tym ledwie dla jednego starczy i to niekoniecznie informatyka. I tak to się plecie. Kiedyś napisałem kpiący, surrealistycznie wynaturzony felieton na temat skutków rolniczo-informatycznych przemian (dostępny w archiwum CW:http://www.computerworld.pl/artykuly/18996.html ). Ale to były inne czasy i inna okazja po temu.

Nie traćmy jednak nadziei, gdyż szanse na lepsze zawsze są. Dlaczego na przykład nie utworzyć w rejonach dotkniętych strukturalnym bezrobociem po upadłych PGR-ach, nowych PGR-ów, czyli Programistycznych Gospodarstw Rozwojowych, gdzie też przyuczeni informatycznie członkowie społeczności wiejskiej będą tworzyć w silnych grupach oprogramowanie. Takie farmy software'owe mają same plusy: dojazd do pracy bez korków, świeże powietrze, dużo przestrzeni - jednym słowem prawie jak na wakacjach. I jeszcze niejeden uczony informatyk z miasta pozazdrości i zechce się tu zawodowo realizować. A tyle już kombinowało się u nas z różnymi zagłębiami technologicznymi i nigdy nie było do końca wiadomo, gdzie je umiejscowić. Jeszcze ludzie zobaczą, co nasza nieskażona informatyka z ekologicznych terenów jest warta!


TOP 200