AMD oślepia

Będąc niedawno w przychodni okulistycznej dowiedziałem się, że AMD może być przyczyną utraty wzroku. Wieścił o tym duży kolorowy plakat. Nie skłoniło mnie to jednak do rozmyślań nad zmianą procesorów w moich komputerach.

Będąc niedawno w przychodni okulistycznej dowiedziałem się, że AMD może być przyczyną utraty wzroku. Wieścił o tym duży kolorowy plakat. Nie skłoniło mnie to jednak do rozmyślań nad zmianą procesorów w moich komputerach.

Wszelkie napisy ostrzegające o potencjalnych niebezpieczeństwach - zwłaszcza używek - traktuję zazwyczaj dosyć swobodnie i raczej się nimi nie przejmuję, bo nawet jeśli używam, to nie nadużywam. A jeśli chodzi o procesory, to generalnie stosuję AMD, bo tańsze, a jakoś nie zauważam utraty wydajności w zakresie prac, które wykonuję. I jak widać, z tego powodu wzroku jeszcze nie straciłem, chociaż okulary noszę i od czasu do czasu odwiedzam okulistów. Zresztą geneza mojej wady wzroku datuje się na erę przedkomputerową, więc zrzucanie winy na elektronikę jest zupełnie nieuzasadnione. Ewidentnie jest to skłonność wynikająca z genetycznej konstrukcji, co mogę udowodnić w poszczególnych liniach mojej rodziny i to kilka pokoleń wstecz. Niezbity to też dowód na wybiórcze dziedziczenie pewnych cech. Niestety trudno w tym zakresie wypowiedzieć się, czy jest to symptom ewolucji gatunku czy jego degrengolady, jak ostatnio - w kwestii mutacji genetycznych - raczył utrzymywać profesor Maciej Giertych.

Wspomniane w powyższym kontekście AMD nie jest oczywiście nazwą producenta procesorów, a schorzeniem zwyrodnieniowym plamki żółtej oka (Age-related Macular Degeneration). Mnie jako informatykowi kojarzy się to oczywiście właściwie, bo nazwa jest dosyć tendencyjna, można powiedzieć. O procesorach AMD nie będę pisał, natomiast co do schorzenia o tej nazwie, to można samemu sprawdzić zdrowie za pomocą prostego testu optycznego zwanego testem Amslera, udostępnionego na wielu stronach internetowych. Są pewne sprawy, które niezwykle łatwo zweryfikować. Jest niestety mnóstwo takich, których prawdziwości trudno dowieść. Wspomniane przed chwilą iskrzenie na linii poglądów w starciach zwolenników ewolucji z wyznawcami kreacjonizmu to tylko przykład. Jedno i drugie jest niesprawdzalną - przynajmniej na razie - teorią, więc pozostaje wiara i zagrywki wybiórczymi argumentami.

Na razie w stadium dojrzewającym do praktycznej weryfikacji są sprawy bliższe aspektom technicznym. Głośno robi się wokół taniego i czystego wytwarzania energii. O ile silniki pracujące na wodę specjalnie nas nie zaskakują, chociaż ciągle są to rozwiązania prototypowe, o tyle pojawiają się czasami nowości, co do których nie wiadomo, jak się odnieść. Na przykład zrobiło się ostatnio sporo zamieszania za sprawą irlandzkiej firmy Stoern, która ponoć jest w posiadaniu technologii wytwarzania energii przy sprawności wynoszącej niemal 300%. Stoern do tej pory zajmował się rynkiem e-commerce i technologiami zabezpieczeń, aż tu nagle wynaleźli, oparte na magnesach stałych, generatory o takiej nadsprawności. O ile człowiekowi z patentem inżyniera (czyli mnie) nie wypada przyznawać się nawet, że można wierzyć w takie rzeczy, to w przypadku zjawiska magnetyzmu ulegam. Zresztą tak naprawdę nikt nie wie, skąd wzięła się energia wprawiająca w ruch cały wszechświat. Prawdopodobnie więcej na ten temat miałby do powiedzenia genialny Nikola Tesla - człowiek, który próbował okiełznać wolną energię kosmiczną.

Przypuszczam, że Stoern jest jakimś kontynuatorem idei podważających uznane zasady fizyki. Do weryfikacji ich wynalazku powołano kilkunastoosobowy zespół naukowych sceptyków. Czas pokaże, czy te sensacje przynależą do tej samej klasy wiadomości, jakie zdawałby się zwiastować szumny tytuł niniejszego felietonu.


TOP 200