A mury rosną

Trzy najgorętsze wiadomości ze świata informatyki i internetu w ostatnim czasie, to próba wprowadzenia cenzury w postaci noweli prawa telekomunikacyjnego, mała wojna Google z chińskim rządem oraz premiera iPada. Wszystkie te informacje, wbrew pozorom, łączy wspólny mianownik.

W każdym przypadku jest ktoś, kto twierdzi, że wie lepiej od samych użytkowników, co powinno do nich docierać.

Rząd chiński robi to stanowiąc prawo zmuszające firmy, takie jak Google, do stosowania rządowych filtrów, które skutecznie eliminują informację o Dalajlamie, ujgurskich dysydentach i masakrze z 1989 roku. Polski premier próbuje pójść tą samą drogą, tylko pod hasłem walki z hazardem i pedofilią. Ale Apple nie jest wiele lepszy, bo buduje nowy, moralny świat poprzez eliminację treści, które mogłyby w ocenie cenzorów być przeznaczone tylko dla dorosłych. Żeby być sprawiedliwym, dodam, że Windows Marketplace for Mobile robi dokładnie to samo, tylko że cenzuruje pod kątem interesów Microsoftu, utrudniając dostęp do np. alternatywnych przeglądarek i komunikacji VoIP.

Obśmiewałem kiedyś na tych łamach awanturę wokół gry San Andreas, gdzie nieprzyzwoity mod wywołał wielką awanturę, której jakoś nie wywołał sam scenariusz, przesycony przemocą i atmosferą gloryfikacji przestępczego podziemia. Gdyby marzyła mi się następna prowokacja, taka jak z wpisaniem się na "Listę żydów...", napisałbym prostą układankę zawierającą kolorowe zdjęcia befsztyków smażących się na grillu w dużym zbliżeniu, nazwał ją Hottest Stuff! Warning: Explicit!, następnie stoczył krótką wojnę z Apple albo Microsoftem, dlaczego nie chcą jej wpuścić do swoich sklepów.

Jako ojciec dwójki dzieci dostrzegam problem treści przeznaczonych do nieletnich, ale rozwiązywanie go poprzez wprowadzanie internetowej cenzury bynajmniej mnie nie satysfakcjonuje. Uważam, że kontrola zawartości docierającej do mojego dziecka, to przede wszystkim mój obowiązek, a nie panów Gatesa, Tuska czy Jobsa. I realnie gryzie mnie świadomość, że gdzieś ktoś wie lepiej ode mnie, co jest właściwe dla mnie czy moich dzieci. Dzisiaj filtruje niekompletnie ubrane panie, jutro zacznie filtrować informacje o torrentach, premierach produktów konkurencji albo sceptyczne wypowiedzi o zmianach klimatu czy parytetach płci.

Z perspektywy czasu widać, jak wielkim osiągnieciem było zbudowanie dwadzieścia-trzydzieści lat temu internetu jako sieci bez ograniczeń. Dziś każda premiera produktu takiego jak czy Windows Marketplace sprawia, że rosną niewidoczne bariery pomiędzy wolnymi ludźmi a zawartością, do której mogliby dotrzeć. Jak u Kaczmarskiego: A mury rosły, rosły, rosły...


TOP 200