350 kawałków

Nie, to nie jest jeszcze felieton jubileuszowy, zaledwie doczłapaliśmy do numeru 228. Notabene nie wiem, dlaczego Redakcja z uporem lepszym godnej sprawy skrupulatnie usuwa numerację moich felietonów, co powoduje, że trudno jest robić odniesienia do przeszłości.

Nie, to nie jest jeszcze felieton jubileuszowy, zaledwie doczłapaliśmy do numeru 228. Notabene nie wiem, dlaczego Redakcja z uporem lepszym godnej sprawy skrupulatnie usuwa numerację moich felietonów, co powoduje, że trudno jest robić odniesienia do przeszłości.

Jeśli ktoś z Czytelników ma ochotę na doznania prawdziwie hipertekstowe, to zapraszam na Drugą Stronę (http://www.apple.com/kuba/archiwum.html ), gdzie wszystkie odnośniki są żywymi połączeniami.

Tytuł felietonu odnosi się do 350 milionów dolarów, które ofiarowali MIT Patrick J. McGovern i jego żona Lore Harp McGovern. Tak, proszę Państwa, trzysta pięćdziesiąt, wielokrotnie więcej niż na przykład Bill Gates ofiarował jakiejkolwiek uczelni (na MIT dał tylko 20, będzie miał budynek swego imienia), więcej prawdopodobnie niż ktokolwiek i kiedykolwiek przeznaczył jako darowiznę na cele edukacyjne. Wprawdzie Gates założył wielomiliardową fundację, której jednym z celów jest umożliwienie dostępu do komputerów uczniom należącym do mniejszości rasowych, ale fundacja ta ma kłopoty z dotarciem do potencjalnych beneficjantów, gdyż... nie mają oni komputerów i nie są w stanie ściągnąć sobie formularzy zgłoszeniowych.

Tymczasem państwo McGovern zachowali się jak wyjątkowo racjonalni darczyńcy. Nim 29 lutego br. podpisali akt darowizny, przez trzy lata powołany przez nich komitet badał, która z uczelni w najlepszy sposób gwarantuje wykorzystanie pieniędzy. Nic to, że Patrick McGovern jest absolwentem MIT z roku 1959, nie było żadnych sentymentów. Pieniądze są olbrzymie i powinny być rozsądnie wykorzystane. Instytut Badań nad Mózgiem jest kulminacją młodzieńczych fantazji darczyńcy, który na MIT studiował neurofizjologię, wykorzystując m.in. komputerowe modele sieci neuronowych. Ale nim pieniądze przyznano, komitet rozważał kandydatury takich uczelni, jak Stanford oraz Caltech.

Miałem okazję poznać państwa McGovern, nie w Bostonie, gdzie ich firma IDG ma centralę, lecz w Warszawie, gdy przyjechali odwiedzić jedno z 290 pism komputerowych wydawanych w 80 krajach. Chodzi oczywiście o Computerworld PL, który - o ile wiem - nie wspomniał na łamach o wspaniałym geście założycieli (od red. - pisaliśmy o tym w numerze 11/2000). A szkoda, bo rzadko zdarza się spotykać normalnych milionerów, a tacy właśnie utkwili w mej pamięci, szczególnie pani McGovern, z którą przegadaliśmy pół obiadu wcale nie o komputerach (choć jest ona także specjalistką w tej dziedzinie, m.in. założyła firmę Vector Graphics), ale o narkotykach i ich zgubnym wpływie na społeczeństwo.

W kontekście gestu państwa McGovern inaczej zupełnie wygląda nasze rodzime podwórko, gdzie wprawdzie milionerzy fundują reklamowe turnieje tenisowe, ale nie chcą godzić się na upublicznienie warunków intratnych kontraktów rządowych, z których pochodzą ich miliony. Może kiedyś zrozumieją, że pieniądze same w sobie szczęścia naprawdę nie dają. A to, że wszelkie rządy pieniądze marnotrawią, jest oczywiście truizmem. Prywatny darczyńca powołuje komitet, bo to są jego pieniądze i jego dobre imię. Urzędas dba o ochronę własnego tyłka oraz o miejsce, gdzie będzie mógł go usadzić, gdy już zostanie wywalony z państwowej posady.

Ciekawy jestem, kiedy w Polsce powstanie pierwszy instytut naukowy imienia jakiegoś milionera. Na razie zadowoleni powinniśmy być choćby tylko z katedry. A więc kto?


TOP 200