204 funty

Kiedy w Polsce wybuchły protesty przeciw supermarketom, wydawało mi się, że to dopiero początek. Przecież codzienne zakupy spożywcze w gruncie rzeczy składają się na stały "koszyk", który rzadko modyfikujemy. Nic więc nie stoi na przeszkodzie, by zakupy takie robić przez Internet. A sklep bez sklepu zawsze będzie tańszy.

Kiedy w Polsce wybuchły protesty przeciw supermarketom, wydawało mi się, że to dopiero początek. Przecież codzienne zakupy spożywcze w gruncie rzeczy składają się na stały "koszyk", który rzadko modyfikujemy. Nic więc nie stoi na przeszkodzie, by zakupy takie robić przez Internet. A sklep bez sklepu zawsze będzie tańszy.

Tu rynek tzw. groceries, czyli cotygodniowych zakupów domowych, jest olbrzymi - szacuje się, że Amerykanie rocznie wydają w supermarketach i małych sklepikach 400 mld USD. Tylko 1% tej kwoty pochodzi z zamówień z dostawą do domu. Z kolei zamówienia domowe w większości składane są przez telefon lub faksem. 5% (czyli przeliczając na obroty za ok. 200 mld USD) przychodzi w tej chwili poprzez sieć.

Jak mogli się Państwo spodziewać, postarałem się znaleźć w pół promilu, korzystających z zakupów internetowych. Tym bardziej że nie mam samochodu, więc wszystko musiałbym targać w siatach, a tego bardzo nie lubię. Nie lubi też moja żona, więc od razu po przyjeździe wynalazła firmę, która dostarczała jej wszystko do domu. Na początku (firma działa w okolicach Bostonu dopiero od lipca) żona zamówienia składała przez telefon. To bardzo dobre ćwiczenie języka, tyle tylko, że lekcje trwały strasznie długo. Jedno zamówienie dyktowała prawie pół godziny. Gdy syn kupił komputer, zamówienia zaczęli składać faksem. Niestety, wypełnianie arkusza z drobnymi zmianami trwało wcale nie krócej niż dyktowanie, bo trzeba było wszystko sprawdzać w katalogu. A jeszcze doszły błędy złego odczytania zbyt małych cyferek na faksie - wprawdzie nigdy nie dostaliśmy tony cytryn, ale trzy razy więcej mięsa niż oczekiwaliśmy zdarzyło się.

Przy okazji każdej dostawy dopytywałem się, kiedy wreszcie ruszy strona WWW z elektronicznym katalogiem towarów i automatycznym podliczaniem zawartości koszyka. Ciągle odpowiadano: "Jeszcze testujemy". Pewnego dnia, zniechęcony takim traktowaniem klienta, podłączyłem się do konkurencji (adres: www.peapod.com, skąd można ściągnąć oprogramowanie), która właśnie rozpoczęła intensywną kampanię reklamową. Szybkie przejrzenie listy cenowej uświadomiło nam, że konkurencja jest droższa. Na marginesie: Ameryka jest tania. Dla przykładu: 2-litrowa butelka coca coli kosztuje tu jednego dolara przy najniższym zarobku godzinowym powyżej pięciu. Jeśli więc ceny z dostawą do domu są ok. 15% wyższe niż na półkach, to nikt nie będzie sobie nimi zawracał głowy. Jakoż i za parę dni przeczytałem w lokalnej gazecie, że pierwsza firma, oferująca zakupy spożywcze przez Internet, zawiesiła działalność. Prawdopodobnie ze względu na zbyt małą dochodowość. Jednocześnie - to zaleta konkurencji - nasz stały dostawca oświadczył, że rozpoczyna sprzedaż poprzez sieć. Podano adres www.homeruns.com, gdzie natychmiast podłączyłem się. Niestety, nie miałem hasła. Wysłałem więc e-mail, myśląc, że hasło zostanie mi podane elektronicznie. A tu następnego dnia zadzwoniła miła panienka i zapytała o moją żonę -Amerykanom nie mieści się w głowie, że mąż może siedzieć w domu... Krótko mówiąc hasło dostałem. Teraz przygotowanie zakupów zajmuje prawie godzinę, bo przeglądanie katalogu na ekranie trwa jednak dłużej niż na papierze. Ale można to robić wieczorem lub w dowolnej innej dogodnej porze dnia. Siedząc przed komputerem. Nic więc dziwnego, że Amerykanie są tacy grubi. Państwa felietonista waży już 204 funty. I strasznie lubi "domowe" herbatniczki z dostawą do domu!


TOP 200