13 przeprowadzka

Nie jestem przesądny, ale gdy obliczyłem sobie, że to już po raz trzynasty przeprowadzam się do innego mieszkania, zrobiło mi się nieswojo.

Nie jestem przesądny, ale gdy obliczyłem sobie, że to już po raz trzynasty przeprowadzam się do innego mieszkania, zrobiło mi się nieswojo.

A przecież tak po prawdzie powinienem doliczyć jeszcze co najmniej drugie tyle dwumiesięcznych wyjazdów wakacyjnych, które były nie mniejszymi kataklizmami. Pamiętam z dzieciństwa pakowanie do jednej dorożki olbrzymiej liczby walizek, kufrów i toreb, z którymi udawaliśmy się na dworzec. Jakoś nigdy nic nie ginęło ani chyba specjalnie się nie tłukło, choć po pewnym czasie rodzice zdecydowali się pozostawiać część wyposażenia gospodarstwa domowego u zaprzyjaźnionych górali, u których i tak spędzaliśmy nie tylko miesiące wakacyjne, ale często i ferie zimowe.

W dzisiejszych czasach przeprowadzka oznacza dla mnie przede wszystkim pakowanie komputerów i monitorów. O ile jeszcze komputer można wziąć pod pachę i wrzucić na siedzenie samochodu, o tyle 17" monitor musi być porządnie zapakowany. Okazuje się, że olbrzymie pudło, w którym kupiliśmy rok temu to ciężkie urządzenie, gdzieś się zapodziało. W inne pudła monitor po prostu się nie mieści, rozpoczynamy więc poszukiwania. Świadom nadchodzącej rewolucji odstawiłem opakowanie na bok w piwnicy, gdzie zostaje ono odnalezione. Następny schodek tej przygody to poszukiwanie i dopasowywanie polistyrenowych wkładek centrujących, bez których monitor luźno suwałby się w pudle. Przy okazji odkrywamy, dlaczego pudło jest tak duże: producent pozostawił wiele miejsca na wszelki wypadek, gdyby nieostrożne obchodzenie się z opakowaniem spowodowało jego wgniecenie.

Znalezienie pudła wraz z zawartością to dopiero początek gehenny. Pudło jest wielkie, wsypywaliśmy więc do niego wszystkie upychacze, które wypełniają każdą, najmniejszą nawet przesyłkę. Same w sobie bardzo lekkie, zajmują bardzo dużo miejsca. Na szczęście, córka odkrywa, że większość z nich jest rozpuszczalna w wodzie (zostały zrobione z kukurydzy?). Wsypujemy więc całą zawartość olbrzymiego pudła do wanny (wybieranie plastikowych wypełniaczy byłoby zadaniem godnym Kopciuszka), polewamy gorącą wodą i mieszamy tworzącą się papkę. Cała nadzieja w przepustowości rur i cierpliwości następnego lokatora, któremu może zdarzyć się zatkanie odpływu. Pozostaje oczywiście problem plastiku - duży worek na śmieci wypełnia się szybko. Mimo wszystko pozbyliśmy się większości upiornych kuleczek!

Teraz zadanie z geometrii przestrzennej, to jest właściwe ustawienie elementów ochronnych na dnie pudła. Jakoś udaje się wykoncypować, które wkładki pasują do siebie. Potem naciągamy worek ochronny na monitor i już mamy schylić się, aby go podnieść, gdy przypominamy sobie zasady zdrowego podnoszenia ciężarów. Podrzut monitora techniką ciężarowców nie należy do łatwych konkurencji, ale i tego trzeba się nauczyć. Gdy wreszcie górne wkładki zostają dopasowane, a wszystkie kable upchane, okazuje się, że pocztowcy urwali jeden z uchwytów. Trzeba go wzmocnić taśmą klejącą, której w czasie przeprowadzki zużywa się kilometry.

Ktoś podobno stwierdził, że każdy komputer jest przenośny, o ile ma się odpowiednie nosiłki. Targanie pudła z monitorem przekonuje mnie, że zamiast nosiłek potrzebny jest raczej osiłek, a może nawet dwóch. Za tydzień przeprowadzka mego biura. A w nim 23 monitory 17"...


TOP 200