Banki pod presją technologii

O konfliktach narastających między bankami a fintechami oraz możliwych scenariuszach ich rozwoju opowiadał podczas Asseco Banking Forum 2016 Zbigniew Pomianek, Dyrektor Pionu Banków Komercyjnych oraz Wiceprezes Asseco Poland.

Zbigniew Pomianek - Dyrektor Pionu Banków Komercyjnych, Wiceprezes Asseco Poland.

Jakie najpoważniejsze zagrożenia stoją przed sektorem bankowym? Jaka jest wśród nich rola technologii?

Pomijając zagrożenia, które wszyscy znają, problematyczna jest szybkość zmian zachodzących na rynku i to, na ile banki za nią nimi nadążają. Polskie banki faktycznie mają obecnie przewagę technologiczną, są w ścisłej światowej czołówce, ale paradoksalnie może to być niebezpieczne, prowadzić do spoczęcia na laurach. Debata na dzisiejszym forum [rozmowa odbyła się 11.X.2016 podczas Asseco Banking Forum – red.] na to nie wskazywała, ale dużo mówiło się o tym zagrożeniu w kuluarach.

Zobacz również:

  • Grupa Asseco na fali wznoszącej

To, że system bankowy wygląda nowocześnie z zewnątrz nie musi oznaczać, że jest taki wewnątrz. Nowoczesność oznacza, że jest go łatwo rozbudowywać, dodawać nowe elementy i rozwijać. Ryzyko wynika bowiem z tego, że na rynku może w każdej chwili pojawić się jakiś „czarny łabędź”, który wymusi natychmiastową reakcję, przede wszystkim technologiczną. Jeżeli banki będą miały odpowiednią, otwartą architekturę systemów –poradzą sobie z niebezpieczeństwem. Natomiast problem pojawia się jeżeli, już istniejące rozwiązania będą wymagały kilku lat na rozbudowę.

Tymi zagrożeniami mogą być fintechy, a więc zarówno wielkie firmy technologiczne pokroju Apple, chcące udostępniać usługi finansowe, jak i małe organizacje wyspecjalizowane w obsłudze nisz. Czy mógłby Pan wyodrębnić, czym różnią się banki od tych organizacji?

Definicja fintechów jest nieostra. Zrobiono z tego słowo-klucz, mające jedną cechę wspólną: zagrożenie dla banków. Moim zdaniem dzisiejsze fintechy można podzielić na trzy kategorie.

Pierwsza to te, które weszły w jakiś obszar funkcjonalny banków np. kredyty lub płatności. Firmy te czerpią z tego, że nie podlegają regulacjom prawa bankowego, na przykład zapisom dotyczących udzielania kredytów. Mając kapitał niepozyskany z depozytów, można pożyczać bez licencji bankowej. W tej sytuacji bankom bardzo trudno jest konkurować – ich działania ograniczane są przez prawo. Fintechy nie mają tego kłopotu.

Druga kategoria fintechów to małe firmy łączące technologię z funkcjonalnością bankową i próbujące wchodzić na rynek. Być może niektórym z nich uda się dojść do poziomu, na którym zaczną generować zyski. Na razie jednak większość jest na kroplówkach – póki ktoś inwestuje, funkcjonują. Jaki będzie ich los? Trudno powiedzieć. Być może część zostanie wchłonięta przez banki. Inne upadną.

Trzecia grupa fintechów, bardzo groźna, to duże firmy, takie jak Apple, Google czy Amazon. Z perspektywy banków zagrożenie ma tu inną postać – to korporacje bardzo podobne do bankowych. Nie ma tu więc takiej dysproporcji, jak między organizacjami dużymi i ciężkimi, a małymi i zwinnymi. Korporacje technologiczne posiadają wielkie bazy klientów, do których mają częstszy dostęp, niż banki do swoich. Z Google korzystamy ciągle, podobnie jak z rozwiązań Apple. To wielki potencjał. To, co umieścimy w telefonie, jest z nami w stałym kontakcie. Drugą przewagą korporacji technologicznych jest to, że mogą sobie pozwolić na dopłacanie do niektórych usług bardzo dużo i bardzo długo. To dla banków duże zagrożenie. Pytanie tylko, czy firmy te będą odbierać obszary, w których banki robią biznes? Obecnie banki nie zarabiają np. na płatnościach, więc przejęcie usług przelewowych przez fintechy nie będzie dla banków dużym zagrożeniem. Niebezpieczeństwo pojawi się, kiedy korporacje technologiczne wejdą w produkty kredytowe.

Podczas jednego z paneli dyskusyjnych na Asseco Banking Forum padło hasło, że banki przetrwają, jeżeli same staną się fintechami. Czy zgadza się Pan z tak postawioną tezą?

Jedne i drugie organizacje będą musiały czerpać od siebie nawzajem, choć banki z pewnością więcej od fintechów, niż odwrotnie. Bankowość – tak jak i inne branże – będzie musiała jeszcze bardziej otworzyć się na świat technologii. Banki będą również musiały automatyzować wiele procesów, aby obniżać koszty. Fintechy z kolei, chcąc wchodzić na obszary zagospodarowane dotąd przez banki, zaczną podlegać regulacjom. Będą wdrażać te same procedury, które z mocy prawa obowiązują banki.

W Polsce to banki mają jednak mocne zaplecze technologiczne – i to na tyle, że pośredniczą w usługach oferowanych przez pPaństwo, np. w ramach programu 500+. Wdrażają także innowacyjne rozwiązania płatnicze, takie jak Blik. Może z polskiej perspektywy zagrożenie ze strony fintechów jest po prostu przeceniane?

Może tak być, ale to dobrze, że o tym zagrożeniu się mówi. Cieszę się zwłaszcza z tego, że z powodu fintechów banki dostrzegają, że muszą się zmieniać. Cyfrowa transformacja trwa, a banki są instytucjami konserwatywnymi. Widać to np. po wieku pracujących w nich osób – często są starsze i poważniejsze niż pracownicy fintechów. To stwarza ryzyko, że banki nie nadążą ze zmianami technologicznymi. Może się okazać, że kolejne pokolenia klientów nie pójdą do banków nie dlatego, że się buntują czy ich nie lubią, ale dlatego, że ich nie rozumieją. Dla pokolenia obecnych dwudziestolatków przelew nie jest już usługą bankową. Oni to postrzegają jako funkcjonalność jakiegoś systemu. Nie wiedzą na przykład, że można pójść do oddziału banku i wypisać przelew do wykonania na papierze.

Jaki powinien być Pana zdaniem w takim razie docelowy model współdziałania banków i fintechów na rynku, gdzie bankowość i technologia staja się jednym ekosystemem zarządzania finansami?

Dziś tego jeszcze nie odgadniemy. Na pewno banki muszą starać się bronić bezpośredniej relacji z klientem. Trzeba dbać, np. o customer experience po stronie banku, tak aby klient nie widział różnicy między wygodą korzystania z Google i serwisu transakcyjnego banku. Z drugiej strony rekomendowałbym bankom otwarcie się z usługami dla firm fintechowych. Nawet jeżeli przenoszenie się klientów do firm technologicznych przybierze na sile, te ostatnie będą potrzebowały usług bankowych tak długo, jak nie będzie im się opłacało budować własnych.

Przechodzimy tutaj do kwestii zaufania – czy bezpośrednią relację klientów z bankami uda się utrzymać po ostatnim kryzysie finansowym?

Sądzę, że zaufanie jest tutaj raczej kwestią pokoleniową oraz wynikiem niedostatecznego edukowania klientów przez banki. Bardziej nagłaśnia się błędy banków, niż firm technologicznych. Zdarzały się przecież wypadki, że firmom ICT wykradano numery kart płatniczych. Banki bardzo osłabły w wyniku kryzysu finansowego, choć w Polsce wyglądało to inaczej, niż na Zachodzie.

Gdzie w „konflikcie” między bankami a fintechami sytuują się dostawcy IT?

Jesteśmy na rozdrożu. Stale szukamy miejsca w zmieniającej się rzeczywistości. Jesteśmy gotowi na przedefiniowanie dotychczasowego układu sił, przekształcania się banków w fintechy. Banki będą budowały w tym kierunku kompetencje, my będziemy dla nich budować komponenty w oparciu o posiadaną wiedzę. Paradoksalnie trudniej jest bankowi samemu zbudować infrastrukturę IT, niż gdyby robiła to firma z zewnątrz. Ta ma bowiem szersze spojrzenie i doświadczenie. Siłą rzeczy spotyka się z problemami i rozwiązaniami, z którymi zespół IT banku mógł nie mieć styczności.

Fintech – skrót od angielskich słów Financial Technology (technologia finansowa). To nazwa przedsiębiorstw specjalizujących się w wykorzystywaniu IT do efektywniejszego zarządzanie finansami. Słowo to nie ma jeszcze ugruntowanej pisowni w języku polskim.

„Czarne łabędzie” – rozmówca nawiązuje do wydanej pod takim tytułem książki Nassima Taleba, amerykańskiego filozofa ekonomii. Publikacja podejmuje problematykę wydarzeń wedle rozkładu prawdopodobieństwa niezwykle rzadkich, ale wywierających olbrzymi wpływ na otoczenie i świat. Taleb zajmuje się istotą zmienności i kalkulowaniem ryzyka w warunkach niemożności stosowania modeli statystycznych.