Uzgodniono wstępne zasady przydzielania zezwoleń informatykom spoza Unii Europejskiej na pracę w Niemczech

Informatycy spoza Unii nie będą zobowiązani - jak zakładano dotychczas - do legitymowania się dyplomem wyższej uczelni. Będą jednak musieli uzyskać zaświadczenie od przyszłego pracodawcy, gwarantujące im zarobki na poziomie 100 tys. DEM rocznie.

Zachęcamy do skorzystania z bezpłatnej prenumeraty
elektronicznej magazynu Computerworld!

Przedstawiciele niemieckiego rządu i organizacji pracodawców uzgodnili wstępne zasady przydzielania zezwoleń na pracę informatykom spoza Unii Europejskiej.

Informatycy spoza Unii nie będą zobowiązani - jak zakładano dotychczas - do legitymowania się dyplomem wyższej uczelni. Będą jednak musieli uzyskać zaświadczenie od przyszłego pracodawcy, gwarantujące im zarobki na poziomie 100 tys. DEM rocznie. Warunek ten ma uniemożliwić stosowanie przez pracodawców polityki obniżania - dzięki napływowi obcej siły roboczej - płac w sektorze teleinformatycznym i jednocześnie wytrącić jeden z argumentów z rąk przeciwników stymulowanego napływu informatyków.

Płace na poziomie 100 tys. DEM wzbudzają jednak sprzeciw właścicieli niewielkich firm informatycznych, oskarżających autorów porozumienia o faworyzowanie wielkich koncernów, mogących sobie pozwolić na wysokie pensje pracowników. Menedżerowie małych i średnich przedsiębiorstw informatycznych postulują ustalenie progów płacowych na poziomie 78 tys. DEM w przypadku landów zachodnich i 64 tys. DEM - landów wschodnich.

<B>Polacy nie zainteresowani?</B>

Na początku maja br. do centrali pośrednictwa pracy w Bonn (ZAV) wpłynęło ponad 1600 podań o zezwolenie na pracę w branży informatycznej, skierowanych przez obcokrajowców. Prawie wszyscy chętni mają wyższe wykształcenie. Codziennie napływa ok. 100 nowych podań. Najbardziej zainteresowani projektem są informatycy z Bułgarii (17% wszystkich podań), Indii (13%) oraz Ekwadoru i Węgier (po 7%). Następni w kolejności są Rosjanie, Turcy, Rumuni, Algierczycy, Pakistańczycy i Chińczycy, ale zdarzają się również osoby z Izraela, Kanady czy Australii. Polacy złożyli zaledwie ok. 20 podań. Należy jednak wziąć pod uwagę, że wiele firm informatycznych rekrutuje specjalistów na własną rękę, nie korzystając z pośrednictwa centrali w Bonn.

Niemieccy pracodawcy najbardziej liczyli na zainteresowanie informatyków z Indii, ale Yoshwant Sinha, indyjski minister finansów, jest zdania, że ciekawsze z ich punktu widzenia są oferty firm amerykańskich, chociażby ze względu na uproszczoną procedurę przyznawania zezwoleń na pracę. Obecnie przyznanie obywatelowi Indii trzymiesięcznego pozwolenia na pracę w Niemczech trwa nawet sześć miesięcy. Jednak zarządzenie regulujące przyspieszone wydawanie zezwoleń ma zostać wydane przez rząd niemiecki jeszcze w maju br. Procedura uzyskania pięcioletniego zezwolenia na pracę nie powinna przekroczyć sześciu tygodni, a pierwsi informatycy powinni móc rozpocząć pracę już na początku sierpnia br.

<B>Problemy do rozwiązania</B>

Projekt sprowadzenia do Niemiec 20 tys. informatyków z Europy Środkowo-Wschodniej i Indii wymaga jeszcze zatwierdzenia przez wyższą izbę parlamentu, Bundesrat, która prawdopodobnie nie będzie stwarzać problemów. Wciąż trwa jednak dyskusja przeciwników i zwolenników projektu.

Przeciwnicy wskazują na istnienie w Niemczech 37 tys. bezrobotnych informatyków i 50 tys. bezrobotnych inżynierów, narastający problem gastarbeiterów z lat 70., możliwość dumpingowania płac w branży i oddalanie w nieskończoność dyskusji o źródłach problemu, czyli przestarzałym systemie szkolnictwa wyższego.

Zwolennicy przytaczają analizy, w myśl których każdy nowo zatrudniony w branży informatycznej tworzy kilka dodatkowych miejsc pracy, a importowani specjaliści pomogą Niemcom dogonić USA i uzyskać w Europie przewagę konkurencyjną w zakresie produkcji oprogramowania i wykorzystania możliwości handlu elektronicznego.

<B>Chęci do pracy</B>

Niektórzy obserwatorzy niemieckiego rynku pracy twierdzą jednak, że problemem pracodawców nie jest brak wykwalifikowanych informatyków, ale wykwalifikowanych informatyków skłonnych pracować 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, bardzo elastycznych i bez żadnych zobowiązań, takich, którzy będą w stanie znieść obciążenia tempa pracy narzuconego przez Krzemową Dolinę.

Dołącz do dyskusji
Bądź pierwszy i zostaw komentarz.