Potrzebujemy sprawnego systemu powiadamiania ludności o zagrożeniach
"Ostatnia powódź pokazała, że brakuje mechanizmów skutecznego powiadamiania obywateli o zbliżającym się zagrożeniu" - powiedział podczas konferencji "Wolność i bezpieczeństwo" Marcin Burda, wiceprezes Sopockiego Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego.
Zazwyczaj do tego celu stosowane są tradycyjne media - radio, telewizja. W małym stopniu wykorzystuje się wciąż nowoczesne techniki informacyjne, takie jak SMS czy cell broadcasting. "System cell broadcasting umożliwia powiadomienie w szybkim czasie dużej ilości osób znajdujących się na danym terenie. Komunikat jest wysyłany na wszystkie telefony, które znajdują się w zasięgu danej stacji bazowej" - mówił Marcin Burda. Zwrócił uwagę, że ten sposób stosowany jest na dużą skalę w Japonii, częściowo również w Stanach Zjednoczonych.
W Polsce, z inicjatywy Sopockiego WOPR, trwają prace nad założeniami do systemu TAS. Umożliwiałby on wysyłanie komunikatów do wielu osób - zagrożonych lub ratowników - z dowolnego miejsca przez dowolną, uprawnioną osobę. Informacje można by wysyłać z dowolnego medium - internet, telefon komórkowy, smartfon itp. - i na dowolnym urządzeniu odbierać.
Komunikaty alarmowe mogłyby być też uruchamiane automatycznie przez systemy czujników - np. gdy stan wody przekroczył poziom alarmowy. Rolą dyżurnego w centrum powiadamiania byłoby tylko zatwierdzenie wysłania komunikatu. Dla sprawnego funkcjonowania tego potrzebna byłaby odpowiednia, wcześniej przygotowana baza odbiorców.
Marcin Burda zwrócił również uwagę, że dla skuteczności funkcjonowania systemów powiadamiania ludności potrzebne są nie tylko odpowiednie rozwiązania techniczne, ale też umiejętność odpowiedniego formułowania komunikatów. Zbyt długa wiadomość może nie zostać odczytana, ale też musi być tak zredagowana, by zawierała wszystkie niezbędne informacje.
Oceń artykuł
Komentarze (5)
Brakuje bardziej poważniejszego systemu, który jest podstawą innych: Mapa Zagrożeń Kraju. Byłyby zaznaczone na mapie obszary zagrożone powodzią, zatrute środowisko- zagrożenie zdrowia, obiekty przemysłowe - zagrożenie katastrofą techniczną, zagrożenie przestępczością itp. Taka mapa powinna być upubliczniona i obywatele będą mogli decydować gdzie będą chcieli mieszkać. Widziałem taką aplikację, którą wdrożona w Australii i N. Zelandii. Ciekawe, czy ktoś się odważy zrobić coś takiego w kraju? Jak spadną ceny ziemi, nieruchomości, ruch turystyczny? Co na to deweloperzy? Jeszcze ważna uwaga: Zagrożenie to jest potencjalna możliwość wystąpienia zdarzenia. Zagrożeniem nie jest powódź lub katastrofa - to jest zdarzenie. Przykładowo: powiadamianie obywateli o zbliżającym się zagrożeniu to np. że ma być budowana w tym obszarze elektrownia atomowa. Ale jak wybuchnie to będzie powiadomienie o zdarzeniu - niebezpieczeństwie. Proponuje zastanowić nad tym co się mówi, a nie to to ładnie brzmi. Proszę nie mylić i nie wprowadzać w błąd czytelników.
Ja myślę, że pomysł nie jest zły i nie ma co rozważać , że ktoś kiedyś wydał zgodę na zabudowę w miejscu zagrożonym np. powodzią - i może to on powinien za to odpowiedzieć. Jestem programistą i byłem współtwórcą systemu powiadamiania SMS dla Zakładu Opieki Zdrowotnej. System jak najbardziej się sprawdził, służy do powiadamiania o wizytach lekarskich (np. przypominanie) oraz wszelkich organizowanych badaniach profilaktycznych kierowanych do tysięcy osób. Owszem na początku nie wszyscy wierzyli w sukces projektu, ale teraz (po kilku miesiącach) nikt już o tym nie pamięta, a system bardzo wspomaga pracę przychodni oraz jej pacjentów. Starsi ludzie często podają numer komórki sąsiada bądź kogoś z rodziny i rzadkością jest żeby powiadomienie nie dotarło do zainteresowanej osoby.
Podejżewam, że najbardziej potrzebujący powiadomienia najmniej są w stanie te powiadomienie dostrzec - jak znikomy procent starowinek i staruszków (o ile faceci dożywają aż tylu lat) będzie "bawić się" w obsługę telefonu komórkowego. Rozważają detale a zapominają o strategicznych realiach - byle wypełnic druk sprawozdania biurokratycznego i do kasy.
Urzędnicy, którzy wydali zgody na zabudowę w dolinach lub w zagrożonych wezbraniem "rynnach", powinni odpowiadać osobiście finansowo w wysokości wszystkich strat z odsetkami. MOgli by to spłacać dopuki mają dochody a po śmierci spłacaliby ci co zgodzili się przejmą spadek (można odmówić przejęcia ale w całości). BYłaby rozsądna presja aby nie wydawać decyzji chorych. Podobna odpowiedzialnośc powinna być jednak (dla rónowagi) gdy decyzje będą przeciągane lub będą odmowne mimo, że rachumek kosztów-zysków i ich regionalnych prawdopodobieństw wskazuje że trzeba było wydać zgodę.
Ale jaka jest żeczywistość. Powiadamiania potrzebują mieszańcy dolin i mieszkańcy "rynien" - nawet gdy są w górach bo długa i szeroka rynna i tak zbierze sporo wody, pozatym są to głównie rolnicy. Czyli, za system zapłacą płątnicy podatków (gyli w ponad 90% nierolnicy) i ci co rozsądnie wybrali miejsce na dom/mieszkanie nie w dolinie ani nie na dnie rynny.
Najpopularniejsze
- Pierwsze w Polsce testy transmisji danych z...
- Magdalena Gaj została Przewodniczącą Rady...
- Asseco wątpi w obiektywny wybór dostawcy w...
- Raport Państwo 2.0, czyli nowa wizja...
- Sygnity: wezwanie Asseco i sezonowość...
- Ogromna liczba komputerów Mac wciąż...
- Nasza Klasa uruchomiła inkubator...
- Google prezentuje okulary z Augmented Reality
- Oracle daje klientom bezpłatny system do...
- CBA kontroluje przetargi związane z CEPiK
Rekomendacje
Serwisy IDG - Warunki obsługi - Kontakt - Redakcja - Regulamin - O nas - Polityka prywatności - Serwis zgodny z ASME
Reklama - Licencjonowanie treści - Prenumerata: Computerworld, Networld, PC World
Computerworld Polska i Computerworld Polska online są znakami towarowymi IDG Poland SA.
© Copyright 2012 International Data Group Poland S.A. 04-204 Warszawa ul. Jordanowska 12 tel.(+4822)321-78-00 fax(+4822)321-78-88






