Informatyka należy zmierzyć i mądrze nim zarządzać
Nieporozumieniem jest pogląd, że ujęcie informatyki w ramy inżynierii i biznesu zabija tak bardzo potrzebną innowacyjność. Nieporozumieniem jest także oczekiwanie, że zestandaryzowane metody pozwolą rozwiązać wszystkie problemy zarządzania.
Dla przykładu: w pewnej firmie tworzącej oprogramowanie nie ma zdefiniowanych procesów, bo jej informatycy uważają (a kierownictwo podziela ten pogląd), że takie ustrukturalizowane, deterministyczne środowisko stoi w sprzeczności z twórczym duchem informatyki. Błędy w systemie zgłaszane przez klienta wędrują różnymi kanałami i opisane są na różnym poziomie szczegółowości. Nie ma zdefiniowanych procedur postępowania z nimi; czas reakcji jest jasno określony, ale nie ma narzędzia i osób odpowiedzialnych za dotrzymanie go (a gdyby nawet były, to i tak za przekroczenie nie ma żadnych konsekwencji).
W której firmie pracownicy mają więcej czasu na myślenie i innowacyjne działanie w dziedzinie inżynierii oprogramowania? W której mogą poświęcić swoją uwagę dochodzeniu istoty rzeczy i wymyślaniu nowych rozwiązań? Oczywiście, w tej drugiej - nie przerywają im ciągłe telefony, listy elektroniczne od zirytowanych klientów, zmiany planów, terminów, priorytetów i osób odpowiedzialnych za daną sprawę. Każdy wie, czy w ostatnim miesiącu było dużo problemów, czy mało i czy oprogramowanie zainstalowane u klientów jest stabilne, czy raczej nieustająco "chwieje się" i wymaga angażowania specjalnych sił, w celu poprawnego działania. Wiadomo także, czy wsparcie użytkowników aplikacji wykonywane jest dobrze, czy źle - bo istnieje obiektywne, ilościowe kryterium.
(Ir)racjonalne zarządzanie
Gdyby w ten sposób zarządzane były firmy informatyczne! Niestety, menedżerowie, zdefiniowawszy procesy i miary, idą o krok dalej, czyli zaczynają wyobrażać sobie, że skoro mają liczby i obiektywne kryterium prawdy, mają już cały "system zarządzania". Wystarczy związać poziom wynagrodzenia pracownika z poziomem miary i oto mamy organizacyjne perpetuum mobile. Wystarczy usiąść i w zachwycie patrzeć, jak samooptymalizująca się machina działa! Prawda?
Niestety, nie, co dawno wykazało życie. Pojawienie się czynnika kary i nagrody sprawia, że maszyna nie tylko nie działa sprawniej, ale w ogóle się psuje. Jeżeli, na przykład, zaczniemy płacić premie uzależnione od czasu rozwiązania błędów, szybko zacznie pojawiać się bardzo dużo bardzo szybko rozwiązywanych błędów. Jeśli od liczby błędów, to przestają być one notowane, tylko są przekazywane "pod stołem", żeby nie pogorszyć wskaźników - przecież wszyscy jesteśmy ludźmi i musimy sobie pomagać, prawda? Jeśli zaczniemy płacić administratorom w zależności od dostępności ich aplikacji, szybko będziemy mieć bunt na pokładzie, bo niby dlaczego administratorzy mieliby odpowiadać za awarie wywołane przez tani sprzęt, programistów albo oprogramowanie podstawowe (system operacyjny, motor bazy danych). A do tego mamy także niesnaski miedzy jednymi a drugimi ("przez tych idiotów programistów straciłem premię!").
Oceń artykuł
Komentarze (2)
I właśnie takie jak powyżej książkowe podejście powoduje "piękne katastrofy" w znanych mi próbach stosowania ITIL''a. Zasadniczy problem większości teoretyków polega na podejściu "ITIL rozwiąże nasze problemy, bo wcześniej to była epoka kamienna w sensie procesów i przepływu informacji w obrębie IT. A my wam teraz zrobimy to na cacy bo wiemy jak wykonać waszą pracę lepiej" <sic>. Co na dzień dobry jest kompletną bzdurą. Większość większych profesjonalnych działów IT miała już znacznie wcześniej procesy związane z implementacja zmian, cyklem realesowym, czy zarządzaniem problemami. Wdrożenie ITIL''a ma skutkować ujednoliceniem istniejących procesów zgodnie z najlepszymi praktykami (których ITIL jest tak naprawdę przykładem o czym sami autorzy zresztą mówią), a nie wtłaczaniem istniejącej i działające organizacji w sztywne ramy wymyślnej przez kogoś kto przeczytał te kilka książek i zrobił sobie cert z ITIL''a. W praktyce firmy zamiast "stosować" ITIL, zaczynają go "wdrażać" tak jak uruchamia się kolejny, system bezkrytycznie przyjmując jak słowo objawione każdy termin z ITIL''a. Fundując sobie w ten kompletną dezorganizacje dotychczasowego sposobu działania przy braku okrzepłych i przetestowanych nowych procesów. Co przy istniejących procedurach pomiarów wskaźników SLA, powoduje zwykle znaczne obniżenie poziomu usług ;-) Zwykle tłumaczone "no ale potem będzie lepiej", ale "potem" to już bywa różnie. Konkludując żeby coś zmienić trzeba bardzo dobrze wiedzieć jak coś działa, samo święte przekonanie że wie się lepiej jak powinno działać to świetna recepta na "piękną katastrofę".
Generalną słuszność artykułu osłabia dramatyczny brak kropki nad i – to znaczy brak jednoznacznej, pozytywnej sugestii, jak wybrnąć ze sprzeczności pomiędzy potrzebą skutecznego zarządzania, a twórczą atmosferą, pomiędzy radosnym twórczym bałaganem, a rozliczalnością efektów i reakcji serwisowych. Odpowiedzią jest ujęcie roli działu IT w kategoriach procesów i usług. Oprzyrządowania dostarcza tu ITIL wraz z paroma innymi stowarzyszonymi standardami, bibliotekami i normami. Zwłaszcza ITIL w versji 3, który sytuuje każdą usługę IT w każdym etapie jej cyklu życia w kontekście przydatności i korzyści dla biznesu. Przypomnienie o tych standardach jest często irytujące dla informatycznych konserwatystów i informatycznych fanatyków, którzy uważają, że "jakiś ITIL", czy inne fanaberie, to tylko zbędne wymysły. Jednak wyważanie drzwi do najlepszych rozwiązań ITSM dawno już otwartych przez ITIL jest marnowaniem czasu. O ITIL-u trzeba przypominać na każdym kroku. Podobnie jest ze sferą nazywaną "People" w schemacie 4P służącym w ITIL-u m.in. do analizy procesów "service strategy". Procesy te spróbował skategoryzować Paul Wilkinson, posługując się dorobkiem psychologii i socjologii pracy. Zbudował on koncepcję ABC of ICT – czyli postawy (Atitudes), zachowania (Behaviors) i kultura organizacji (Culture) ICT i wyszukał w tych sferach najbardziej podstawowe czynniki dysfunkcjonalne. Warsztaty pozwalające na ujawnienie i analizę tych czynników stają się czasami momentem swoistego katharsis dla organizacje, gdzie się je przeprowadza. W terminologii i w podejściu ITIL v 3 oraz „aneksu” ABC of ICT da się ująć dokładnie wszystkie obserwacje oraz pozytywne sugestie omawianego artykułu. Dlatego też tak mi bardzo brak w nim było ITIL-owych odniesień.
Najpopularniejsze
- Ministerstwo Cyfryzacji ma już swoją...
- Microsoft: Kinect dla Windows jeszcze w tym...
- Jakie skutki będzie miało wprowadzenie ACTA
- 5 zmian, które mogą zaważyć na...
- Boni powołał członków Rady Informatyzacji
- Koniec ery nieograniczonego dostępu do...
- Kolejne aresztowania w związku z aferą w...
- ATCA zostało wdrożone w sieci 3G Polkomtela...
- Rejestr Usług Medycznych, czyli największa...
- Nokia w trzy miesiące straciła miliard euro
Rekomendacje
Serwisy IDG - Warunki obsługi - Kontakt - Redakcja - Regulamin - O nas - Polityka prywatności - Serwis zgodny z ASME
Reklama - Licencjonowanie treści
Computerworld Polska i Computerworld Polska online są znakami towarowymi IDG Poland SA.
© Copyright 2012 International Data Group Poland S.A. 04-204 Warszawa ul. Jordanowska 12 tel.(+4822)321-78-00 fax(+4822)321-78-88





