Open Source - rak, komunizm i religia w jednym?

3 lipca 2008 14:00
Newsroom IDG.pl/Łukasz Bigo
(Strona 2 z 3)



Microsoft: sami do końca nie wiemy, jak to się potoczy

Kliknij, aby powiększyćSteve BallmerMicrosoft i jego produkty niezwykle często pojawia się w dyskusjach dotyczących świata Open Source. Nic dziwnego, środowisko próbuje konkurować z korporacją na wielu rynkach: poczynając od pakietu biurowego (OpenOffice.org kontra Microsoft Office) i systemu operacyjnego do komputerów PC (Windows kontra Linux), a kończąc na systemach serwerowych ("Najszybszy na świecie superkomputer z Windows - 23. miejsce na liście TOP 500").

Redmond z jednej strony się otwiera i próbuje znaleźć w nowych realiach biznesowych, a z drugiej nie przestaje krytykować świata Open Source. Przoduje w tym Steve Ballmer, który nazwał ruch licencję GNU "rakiem praw intelektualnych, który atakuje wszystko z czym się zetknie" a ruch zwolenników Linuksa - komunistami.

Prezes Microsoftu na jednej z konferencji dla studentów powiedział wprost, że opublikowanie kodu źródłowego Windows uczyni system darmowym. Choć oskarżono go o mylenie pojęć, z punktu widzenia przeciętnego człowieka oprogramowanie darmowe i wolne jest dokładnie tym samym (przynajmniej na razie - patrz też wstęp). Taki ruch zagroziłby firmie i na pewno uniemożliwiłby organizowanie licznych imprez dla ludzi.

Słowem: Open Source musi przemyśleć swoje założenia. Na darmowości nie da się zarabiać.

Sun: open source za bardzo otwarte

Dziś Sun odwołuje swoje dawne propozycje i przyznaje do popełnionych błędów. Warto jednak przytoczyć opinię Jonathana Schwartza, prezesa Suna, z 2005 roku. Uważał on wtedy, że aktywnie promowana przez Stallmana i środowisko licencja GNU GPL w wersji drugiej (patrz też: "GPL3 - jedna licencja dla wszystkich") jest wybitnie niewygodna dla firm.

Schwartz uważał, że GPL jest zbyt restrykcyjna w kontekście wymuszanej wolności. Jego zdaniem przedsiębiorstwa potrzebują ukrywać własność intelektualną przed światem - a przynajmniej jej kluczowe aspekty. Tymczasem GPL "zaraża" fragmenty kodu, zgodnie z nią bowiem źródła aplikacji muszą być udostępniane światu.

Deweloperzy boją się takiej wolności. Pozostaje pytanie: czy jest to uzasadniony strach? Postępy środowiska pokazują, że niekoniecznie.

Oceń artykuł

średnio:  liczba ocen:

Komentarze

Redakcja Computerworld.pl nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwie lub naruszające zasady współżycia społecznego. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.

  • ocena: brak oceny
  • IP: 83.24.166.164
  • 11-07-2008, 01:40

ZUGLU za dużo Matrixa oglądasz, przyhamuj chłopie i nie jedz już tych czerwonych pigułek :)

gzyms

  • ocena: 1
  • IP: 83.5.189.121
  • 07-07-2008, 14:10

Większość ludzi nie rozumie OpenSource i jego darmowości. A już szczególnie nie rozumie tego Bigo Łukasz, autor tego artykuliku. Pierwsze cztery akapity to jakiś bełkot. "open source nie stanowi problemu dla gospodarki" a zaraz potem pisze "darmowosc stanowi problem". Bełkot!

użytkownik Open Source

  • ocena: brak oceny
  • IP: 77.91.63.252
  • 06-07-2008, 23:18

No cóż - progrmay mogą na siebie zarabiać.
To, że coś jest OpenSource nie znaczy, że może być za darmo - przykładem jest kilka programów także i pod windeowsa, które za darmo dla użytkownika prywatengo, lecz dla instytucjonalnego nie i tak samo jest z oprogramowaniem OS (przykładów nie podaję - znajdźcie je sobie sami).
Co do windowsa - zamknięcie kody nie pozwala na pokazanie "kradzieży" kodów źródłowych - a o tym najczęściej mówią "właściciele praw" do kodu źródłowego - ale jakiego, sloro jest niedostępny?
Państwa, firmy i instytucje płacą nie za kod, lecz za jego funkcjonalność - ktoś, kto tego nie rozumie, taknaprawdę nie ma pojęcia o różnicach pomiędzy dostępem do kodu, a jego brakiem (choć właściwsze byłoby stwierdzenie, że brak dostępu do kodu źródłowego nie pozwala na dochodzenie swoich praw użytkownika przeciwko firmie sprzedającej produkt - jak microsoft - jedynie w postaci prawa do używania programu a nie prawa do jego własności - to tak, jak gdyby nabywca produktu nie był jego właścicielem, lecz jedynie miał prawo do używania produktu - za który zapłacił, a którego właścicielem jest jego producent, mający ''prawo" do decydowania jak użytkownik ma ten produkt używać).
To, że mogę wskazać twórcy błędy w programie (nawet sam je poprawić i przedstawić to innym) jest rozwiązaniem lepszym, niż wydanie "dużej kasy" na coś, o czym niewiele można powiedzeić oprócz trego, że ma "furtki" szpiegowskie, wykorzystywanie przez np NSA.

xXx

  • ocena: brak oceny
  • IP: 87.105.124.148
  • 05-07-2008, 20:45

Nessus, Nessus?
Aaaa było coś takiego ale po wersji dwa nie słyszałem o nim. Prawdopodobnie nie istnieje ;)

znik

  • ocena: brak oceny
  • IP: 89.167.46.169
  • 05-07-2008, 20:28

Ja nie akceptuję DRM, bo ogranicza moje prawa od odsłuchu zakupionych przeze mnie egzemplarzy utworów. DRM taje tyle, że uprzykrza życie legalnym nabywcom, a ..... piraci z tym i tak sobie poradzą, co pokazuje praktyka.

Whitepaper Connect

Warunki obsługi - Kontakt - Redakcja - Regulamin - O nas - Polityka prywatności - Serwis zgodny z ASME - Reklama - Licencjonowanie treści
Computerworld Polska i Computerworld Polska online są znakami towarowymi IDG Poland SA.
© Copyright 2008 International Data Group Poland S.A. 04-204 Warszawa ul. Jordanowska 12 tel.(+4822)321-78-00 fax(+4822)321-78-88