Witamy w epoce kamienia e-łupanego

Subskrybuj RSS A A A
04 kwietnia 2008 1:01
Dorota Konowrocka

Rozmowa z Jerzym M. Mischke, emerytowanym profesorem Akademii Górniczo-Hutniczej, profesorem Wyższej Szkoły Gospodarki, przewodniczącym Rady Programowej Stowarzyszenia e-Learningu Akademickiego.

W którym miejscu znajdujemy się dzisiaj, jeśli chodzi o rozwój i zastosowanie technik zdalnego nauczania w szkolnictwie wyższym?

Jerzy M. MischkeKliknij, aby powiększyćJerzy M. MischkeKrótko, wciąż w epoce kamienia łupanego. Sytuacja jest jednak na tyle skomplikowana, że nie da się jej podsumować prostym stwierdzeniem, że jest dobrze albo źle. U źródeł problemu leży, moim zdaniem, charakterystyczny dla polskich uczelni brak zainteresowania dydaktyką - badania przede wszystkim! - i jakością kształcenia. Nikt nie mierzy i nie kontroluje efektów i jakości nauczania, nikt finansowo nie premiuje wykładowców za wysoką jakość procesu dydaktycznego, sukcesy dydaktyczne nie mają przełożenia na karierę naukową, jednym słowem, pracownicy uczelni nie mają motywacji, aby ową jakość podnosić. Kandydatów na studia wyższe wciąż jest wielu, studia wyższe są bardzo popularne, więc nie ma powodu, aby w ogóle zastanawiać się, czy np. zdalne nauczanie mogłoby ową jakość kształcenia podnieść i udostępnić studia wyższe większej liczbie chętnych.

Daje się zaobserwować wyraźny podział na establishment uczelni państwowych i młodych gniewnych, którzy testują e-learning na codzień. Widać tam również opór przed zniesieniem bezpośredniego kontaktu z wykładowcą-mistrzem, którego sama obecność ma stymulować studentów do uczenia się.
Z drugiej strony, nie tylko e-nauczanie - ale także kształcenie komplementarne, tzw. blended learning, a więc połączenie nauczania tradycyjnego ze zdalnym, opartym na nowoczesnych technologiach i które zakłada m.in. zastąpienie części tradycyjnych wykładów i ćwiczeń spotkaniami wirtualnymi - wymaga od akademików dodatkowych nakładów czasu i pracy włożonych w przygotowanie materiałów do pracy on-line i zdalny kontakt ze studentami. Tym bardziej, że e-nauczanie burzy siatkę godzin i rozkłada tradycyjny program nauczania niezwykle rzadko odwołujący się do dialogu i rzadko stosujący aktywizujące metody dydaktyczne.

U źródeł problemu leży charakterystyczny dla polskich uczelni brak zainteresowania dydaktyką. Nikt nie mierzy i nie kontroluje efektów i jakości nauczania, nikt finansowo nie premiuje wykładowców za wysoką jakość procesu dydaktycznego, jednym słowem, pracownicy uczelni nie mają motywacji, aby ową jakość podnosić.
Anglosasi są przekonani, że celem edukacji wyższej jest rozwój umysłu i zdolności twórczych młodego człowieka. Na świecie coraz powszechniej uważa się, że przekaz wiedzy powinien być aktualny (just for time) i zindywidualizowany (just for me). W Polsce natomiast mamy przekonanie, że chodzi o włożenie do głowy studenta możliwie dużej ilości informacji na wszelki przypadek (just for case). Jakby tego było mało, wykładowca tradycyjnie i zgodnie z prawem, wynagradzany jest za godzinę spędzoną twarzą w twarz ze studentami. Uczelnia próbując więc wynagrodzić mu trud włożony w przygotowanie i prowadzenie kursu przez Internet musi uciekać się do różnych prawnych łamańców.

Z tych wszystkich wspomnianych wyżej względów e-learning akademicki w Polsce idzie naprzód powoli i kulawo. Chyba jeszcze żadna uczelnia w Polsce nie uznała, że kształcenie na odległość jest ważnym, a może nawet kluczowym elementem jej strategii rozwoju.

Czy może Pan wyobrazić sobie, że polskie uczelnie, wzorem uczelni amerykańskich, zdecydują się pewnego dnia na publikację na serwisach w YouTube, czy iTunes wszystkich wykładów w formie - dostępnych dla każdego za darmo - nagrań audio i wideo?

Wyobrażam to sobie z dużym trudem. Tutaj bowiem wchodzimy na grząski grunt własności intelektualnej. Polscy wykładowcy mają dziwne wyobrażenie, że treść ich wykładu jest ich osobistą własnością. Nie wyobrażają sobie lub nie wiedzą, że mogliby stosować licencję creative commons, dzięki której możliwa jest nierestrykcyjna dla użytkowników ochrona praw autorskich. Skrytość jest zresztą charakterystycznym rysem całego naszego społeczeństwa. Jako Polacy boimy się otwartości, a sfery akademickie niemal zazdrośnie strzegą wyłączności na proces nauczania, często zresztą z uzasadnionego strachu przed ujawnieniem miernej jego jakości.

1  2  dalej »

Oceń artykuł

średnio: 4.2 liczba ocen: 3

Komentarze (4)

Anna K.W.

01-07-2008 20:12

W 2004 roku ukonczylam studia Master PRO we Francji dotyczace e-learningu. Od tego czasu pilnie obserwuje co dzieje sie w Polsce. Podzielam calkowicie punkt widzenia Pana Profesora, ktorego mialam okazje posluchac na wykladzie wlasnie w Bydgoszczy.

Anna K.W.

01-07-2008 20:03

W 2004 roku ukonczylam studia Master PRO we Francji dotyczace e-learningu. Podzielam punkt widzenia Pana Prfesora.Od tego czasu pilnie obserwuje co dzieje sie w Polsce. Podzielam calkowicie punkt widzenia Pana Profesora, ktorego mialam okazje posluchac na wykladzie wlasnie w Bydgoszczy.

Aleksandra Z

18-01-2012 13:03

Pani Anno, czy możliwy byłby kontakt z Pania odnośnie elearningu? Prosiłabym o kontakt mailowy pod adresem aleksandra.zemrzycka@langloo.com

Albert D.

22-05-2008 12:51

Pan Profesor prezentuje trzeźwe podejście do tematu, ale niestety pełne typowo akademickiego rozważania, które sprawia, że nad tematem debatuje się całe lata zamiast po prostu zacząć to robić. Podstawowe, stosunkowo mało kosztowne i oczywiste działania mogłyby znacząco podnieść jakość wykorzystania e-learningu na polskich uczelniach.


Najnowsze

Bezpieczeństwo rządowych stron - analiza

Zespół zadaniowy ds. ochrony portali rządowych opublikował wytyczne. Trudno stwierdzić, że to najlepsze rekomendacje, jakie można było przy okazji zaistniałych ataków wypracować.

DEBATA: Kiedy walka polityczna w sieci przemienia się w cyberterroryzm?

Skuteczny atak cybernetyczny przyniesie opłakane skutki dla państwa i gospodarki. Boleśnie się o tym przekonaliśmy, gdy nie można było dostać się na strony internetowe najważniejszych instytucji w Polsce.

Czy MSW chce unieważnienia przetargu na pl.ID?

Rośnie ryzyko całkowitego unieważnienia przetargu na nowe dowody osobiste. Krajowa Izba Odwoławcza odrzuciła odwołanie firmy Sygnity, która nie zgadzała się na wydłużenie o trzy miesiące terminu składania ofert na dostawę blankietów nowych dowodów osobistych. Wydłużenie całego postępowania o trzy miesiące może spowodować skargi uczestniczących w nim firm, a w konsekwencji unieważnienie przetargu.

Garść rad dla roztropnego szefa IT

Trudne czasy w gospodarce to okres, kiedy szczególnego znaczenia nabiera hasło: Jak cię widza, tak cię piszą. Osłabienie rynku przekłada się na oszczędności w przedsiębiorstwie, a oszczędności najłatwiej szukać w działach, które, w opinii zarządu, nie są bezpośrednio związane z prowadzoną działalnością - czyli również w dziale IT.

Biznes decyduje o inwestycjach w IT

Decyzje dotyczące projektów IT coraz częściej podejmują kierownicy działów biznesowych, bezpośredni beneficjenci wdrożeń. Rolą CIO jest wsparcie merytoryczne realizacji projektu.

Sprzeczne wizje e-dowodu

Koncepcja elektronicznego dowodu osobistego powstała w Polsce wiele lat temu. Starsze są koncepcje elektronicznego systemu świadczeń ochrony zdrowia. Mimo to, nadal są w trakcie budowy.

Jak powinna wyglądać serwerownia od środka

Przedstawiamy szczegóły zapewnienia bezpieczeństwa serwerowni wewnątrz budynku.

Rekomendacje


Serwisy IDG - Warunki obsługi - Kontakt - Redakcja - Regulamin - O nas - Polityka prywatności - Serwis zgodny z ASME
Reklama - Licencjonowanie treści
Computerworld Polska i Computerworld Polska online są znakami towarowymi IDG Poland SA.
© Copyright 2012 International Data Group Poland S.A. 04-204 Warszawa ul. Jordanowska 12 tel.(+4822)321-78-00 fax(+4822)321-78-88